Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.
Mama w ciuchlandzie, odpowiedź na pseudo artykuł portalu supermamy.pl
Zobacz oryginał pt., 10/04/2015 - 12:44Przeglądam sobie internety, bo mąż w pracy, telewizor w serwisie (błagam niech naprawę obejmie gwarancja) i natrafiam na polecany przez stronę fejsbukową artykuł na portalu supermamy.pl. A, że kiedy ktoś wypowiada się na tematy dobrze mi znane, z chęcią czytam żeby zobaczyć czy inni również darzą SH takim samym uwielbieniem jak ja. Pierwsze dwie strony (bo artykuł długości wypracowania szóstoklasisty na 7 stron rozbity, żeby wejść naklikać) pozytywnie, a potem zaczyna się śmiech, płacz i niedowierzanie. Szanowna Pani autorka bowiem powołuje się Panią Doktor neonatolog, która kategorycznie odradza kupowania dzieciom ubrań używanych, bo nabawią się alergii i mnóstwa innych okropieństw. Co więcej autorka posuwa się dalej, twierdząc, że odzież w lumpeksach nasiąknięta jest chemią (co jest ponoć pozostałością po ostrej dezynfekcji). Myślałam, że osobniki, które wierzą w dezynfekcję ubrań w SH już dawno wyginęły. No cóż myliłam się, ale w komentarzu poinformowałam panią autorkę (mam nadzieję, że to przeczyta), że ta cała "dezynfekcja" to jedna wielka bujda mająca zapewne wpłynąć na bardziej oporną na zakupy w szmateksach część społeczeństwa. Proszę, przy takich śmiesznych cenach w lumpeksach z odzieżą na wagę, czy komukolwiek opłacałoby się ubrania dezynfekować? Kolejną głupotą, którą autorka nas częstuje jest opowieść o tym jak to panie sortujące ubrania muszą zabezpieczać swe dłonie "specjalnymi" lateksowymi rękawiczkami żeby nie zarazić się jakimś badziewiem. Jestem bardzo ciekawa skąd zaczerpnęła taką wiedzę, bo tak się składa, że miałam tą przyjemność pracy przy sortowaniu, nigdy żadnych rękawiczek nie używałam i również nigdy żadnego świństwa nie złapałam. Dodam jeszcze, że ubrania (a mieliśmy oryginalny niesort z Anglii i Irlandii) przychodziły do nas w tych samych workach, w które pakowali je ludzie pozbywający się tych rzeczy.
Kolejnym absurdem jest odradzanie mierzenia używanych ubrań. Poważnie? W takim razie nie mierzmy ciuchów nigdzie, bo nawet w Zarze możecie złapać świerzb. Nigdy nie mamy pewności kto przed nami miał daną kieckę w przymierzalni lub wciskał swoje spocone stopy w tego samego buta, który właśnie trzymamy w ręce. Najlepiej zamknijmy się razem z dziećmi w czterech ścianach, w sterylnym pomieszczeniu i czekajmy aż ktoś wymyśli szczepionkę na wszystkie choróbska świata żebyśmy mogli wyściubić koniuszek nosa za drzwi.
Autorka również zaleca pranie wszystkiego w 60 stopniach. Kup jedwabną bluzeczkę i włóż do pralki z jeansami, ręcznikami i wszystkim innym, nastaw na gotowanie i pierdol to, że z bluzki najprawdopodobniej nic nie zostanie. Bo jak wypierzesz w niższej temperaturze na pewno złapiesz jakiegoś syfa.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że potem ludzie wierzą w takie brednie, przestraszone przyszłe mamy kupują śpioszki w cenie 39.99 zł za sztukę, niby "bezpieczne", ale fatalnej jakości z pseudobawełny czy innych sztucznych wynalazków.
Nie jestem wszechwiedzącym geniuszem, ale gdyby to mnie przyszło napisać jakikolwiek artykuł na temat, którego w zasadzie dobrze nie znam, starałabym się troszkę solidniej przygotować. Niekoniecznie przedstawiłabym SH w samych superlatywach, bo jak każdy rodzaj sklepu mają oprócz zalet także wady. No cóż przecież gdyby były idealne, to wszystkie Zary i inne H&M'y w Polsce straciłyby prawo bytu ;).
Jeszcze bardziej boli mnie to, że takie pseudoartykuły pisane przez osoby kompletnie nieprzygotowane do tematu lub co gorsza popełniające całą masę błędów począwszy od stylistycznych po ortograficzne, zalewają niemalże cały internet. Do tej pory brylowała w tym temacie zeberka, ale to już chyba poruszę w innym poście, bo wena mnie opuszcza ;)
Jako przyszła mama i lumpeksomaniaczka wyprawkę dla mojego synusia kompletuję nie gdzie indziej jak w SH (przy pomocy babci), a oto to co nabyłam do tej pory :)
Znaczna część była jeszcze z metkami, reszta wygląda praktycznie jak nieużywana. Ceny bywały najróżniejsze od złotówki do pięciu złotych. Nawet moja babcia (przeciwniczka mojego łażenia po lumpach) stwierdziła, że jakość tych ubranek jest nieporównywalna do tego co można kupić u nas.
Miłego dnia ;)
Znaczna część była jeszcze z metkami, reszta wygląda praktycznie jak nieużywana. Ceny bywały najróżniejsze od złotówki do pięciu złotych. Nawet moja babcia (przeciwniczka mojego łażenia po lumpach) stwierdziła, że jakość tych ubranek jest nieporównywalna do tego co można kupić u nas.
Miłego dnia ;)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



