Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Wam, oglądającym zdjęcia, może się wydawać, że powinnam ją nosić do szpilek, więc co ja w ogóle zrobiłam, że do balerin ją założyłam, że gdzie ja mam rozum i godność człowieka... ale ja mówię tu szpilkom stanowcze "nie"!
Zapytacie pewnie, na jaką to okazję tak się stroić musiałam, że aż w sukienkę wskoczyłam.
Podobnie jak w wypadku obcasów wydawało mi się, że biżuteria odbierze sukience całość dziewczęcego uroku.
Tak, tak, jeśli przeczytaliście tego posta (a nie tylko oglądaliście zdjęcia ;P) to na pewno znaleźliście fragment, w którym piszę, że sesja się skończyła.
Mała czarna po "mojemu"
Zobacz oryginał czw., 12/06/2014 - 01:55Ja już chyba kiedyś pisałam, że nie lubię nudnej elegancji, prawda ;)?
Pisałam, pisałam.
W związku z powyższym - zawsze jeśli muszę założyć coś, co powinno być w jakikolwiek sposób eleganckie, to szukam w swojej szafie czegoś, co nie będzie nudne, w czym będę wyglądać ciekawie i - przede wszystkim - w czym będę wyglądać fajnie.
Tak, fajnie.
Dobrze i fajnie, to całkiem różne słowa.
Jeśli przy okazji uda mi się wyglądać też dobrze, to już będzie sukces totalny.
Potrzebowałam w lutym kupić małą czarną.
Te, które mam w swojej szafie przestały mi się już podobać, chyba ze względu na długość.
Chciałam kupić sobie taką sukienkę, która będzie stosunkowo krótka.
Pamiętam, że poszukiwania spełzły wówczas na niczym.
Objechałam wszystkie łódzkie galerie handlowe i nie znalazłam niczego fajnego.
Dopiero w czasie przypadkowego pobytu w moim ulubionym butiku (zgierskim Nashe, o którym już Wam kilka razy wspominałam) znalazłam sukienkę, którą możecie podziwiać w tym poście.
Z racji długości i fasonu zmuszona byłam wówczas obejść się jej smakiem - z moimi ówczesnymi udami, to mogłam się w tej sukience zgłosić tylko do cyrku.
Temat sukienki powrócił na początku maja, kiedy to ponownie zawitałam do butiku i okazało się, że sukienka nadal w nim jest!
Nadal czeka!
No nie - nie mogłam już dłużej na nią czekać!
Kupiłam!
Już (poza tym) mogłam w niej wyjść do ludzi ;P
Kiedy mierzyłam ją po raz pierwszy - w lutym - nie wiedziałam jeszcze, że moda na neopren ogarnie aż tak dużą część babskiego społeczeństwa ;)
Nie, nie, nie - sukienka nie jest z neoprenu. Ale podobnie do niego nosi się i układa.
Jest też bardzo do tych neoprenowych podobna w dotyku.
Także - każdy kto mnie w niej widzi od razu krzyczy: "Ooooo, taka z pianki! Też taką chciałam!".
Jako że piankowe rzeczy to podobno spory powód do fejmu, to z błędu nie wyprowadzam, bo i po co ;P
Baby doll - tak sobie pomyślałam o niej, gdy ją po raz pierwszy zobaczyłam.
No i te pikowania!
Wam, oglądającym zdjęcia, może się wydawać, że powinnam ją nosić do szpilek, więc co ja w ogóle zrobiłam, że do balerin ją założyłam, że gdzie ja mam rozum i godność człowieka... ale ja mówię tu szpilkom stanowcze "nie"!
Prawda, że tak myślicie?
Owszem, wysmukliłoby mi to łydki i pewnie uda (nie jestem zadowolona z niektórych zdjęć - chociaż wszystkie są piękne, to na niektórych moje uda wyglądają, jakbym wcale nie schudła - a tak nie jest, o czym sami wiecie ;P), ale odebrałoby to sukience dziewczęcy charakter!
W każdym razie - sukienka jest prześliczna.
Zapytacie pewnie, na jaką to okazję tak się stroić musiałam, że aż w sukienkę wskoczyłam.
Otóż - skończyła się sesja, zaczęły się wakacje.
Trzeba by się za jakąś robotę wziąć, bo utrzymywanie się ze zleceń fajne jest, ale jak więcej hajsu się zgadza, to życie zawsze jest przyjemniejsze.
No więc dobrze - dostałam pracę.
W butiku.
Kiedyś tam Wam o nim opowiem. Jak będę miała więcej czasu (póki co nie mam - naprawdę prawie że "na kolanie" tego posta piszę ;P).
Kiedyś tam Wam o nim opowiem. Jak będę miała więcej czasu (póki co nie mam - naprawdę prawie że "na kolanie" tego posta piszę ;P).
Nie żadna sieciówka, tylko elegancki butik z pięknymi ubraniami polskich projektantek.
W sobotę było otwarcie.
Trzeba się było ubrać jak człowiek.
No to - się ubrałam ;)
Z "eventu" przygotowanego z okazji otwarcia butiku mam tego balonika ;)
Piszę to na wypadek, gdybyście myśleli, że zdziecinniałam z nadmiaru nauki już do tego stopnia, że specjalnie dla potrzeb bloga kupiłam balona, nadmuchałam go i udekorowałam wstążeczką ;P
Nie, nie - aż tyle nauki w tym semestrze nie było ;P
Z "eventu" przygotowanego z okazji otwarcia butiku mam tego balonika ;)
Piszę to na wypadek, gdybyście myśleli, że zdziecinniałam z nadmiaru nauki już do tego stopnia, że specjalnie dla potrzeb bloga kupiłam balona, nadmuchałam go i udekorowałam wstążeczką ;P
Nie, nie - aż tyle nauki w tym semestrze nie było ;P
Moja Szefowa uznała, ze wstydu nie ma, klientki nie uciekały - chyba wyszło dobrze ;)
Do sukienki dobrałam dobrze Wam już znane z "majówkowego" posta baleriny - tak, to właśnie specjalnie do niej je kupiłam ;) - i małą, pikowaną torebkę na łańcuszku w kolorze srebra. Kiedyś tam wypatrzoną na Allegro.
Do sukienki dobrałam dobrze Wam już znane z "majówkowego" posta baleriny - tak, to właśnie specjalnie do niej je kupiłam ;) - i małą, pikowaną torebkę na łańcuszku w kolorze srebra. Kiedyś tam wypatrzoną na Allegro.
Biżuterii nie zakładałam.
Podobnie jak w wypadku obcasów wydawało mi się, że biżuteria odbierze sukience całość dziewczęcego uroku.
Sukienka - LeMonada
Torebka - no name (Allegro)
Baleriny - no name
Tak, tak, jeśli przeczytaliście tego posta (a nie tylko oglądaliście zdjęcia ;P) to na pewno znaleźliście fragment, w którym piszę, że sesja się skończyła.
Otóż tak!
Nie wiem, jak mi się to udało, ale zaliczyłam to chrzanione kolokwium z akustyki!
Możecie mi gratulować - jest czego!
Oj, jest!
Jestem taka szczęśliwa!
Tyle miesięcy bez nauki!
Nie wiem jeszcze, jak to uczczę, ale uczczę na pewno ;P
Pozdrawiam Was serdecznie,
Wasza Mar!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.

















