Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.
Mój sposób na ciążowe ubrania.
Zobacz oryginał śr., 22/04/2015 - 20:57Każda kobieta, która doświadczyła już stanu błogosławionego wie, że przez te kilka miesięcy trzeba nieco zmodyfikować naszą garderobę, a konkretnie zaktualizować rozmiar na większy. Wiem też, że są takie szczęściary, które temat ominął szerokim łukiem, bo i za wiele nie przytyły, a patentem na niedopinające się spodnie była zwykła gumka do włosów.
Niestety ja nie należę do tego ekskluzywnego grona (chociaż przez pierwsze miesiące nie przytyłam wiele), bo po 17. tygodniu waga zaczęła wzrastać z zabójczą prędkością (co też przyczyniło się to niepowodzenia w moim eksperymencie z capsule wardrobe) i jakoś musiałam ten "ciuchowy dylemat" ogarnąć.
Już na wstępie zaznaczę, że sklepy ze specjalistyczną odzieżą dla ciężarnych to zdecydowanie nie opcja dla mnie. Sorry, ale nie dam się robić w balona i przepłacać za coś, tylko dlatego, że na metce ma dodatkowy napis maternity bądź doszyty szeroki pas gumy do spodni. Generalnie strasznie mnie irytuje podejście sklepów do ciężarnych (problem dotyczy też osób cierpiących na otyłość), które próbują wyciągnąć z nas ile się da (w końcu takie z nas dojne krowy), bo przecież liczy się tylko zysk (a hajs się musi zgadzać), a wiele z nas bez takiej odzieży się po prostu nie obejdzie.
Postanowiłam sobie poradzić inaczej. Pierwsze miesiące przekoczowałam w uroczych dresikach, pogoda była niezbyt przyjaźnie nastawiona do spacerowych pomysłów, więc mogłam wyglądać jak niewygląd. Jednak czasem trzeba się z nory wynurzyć, przestać udawać nieszczęśliwego borsuka i ubrać się nieco bardziej "wyjściowo". Potrzebne więc były spodnie (dresy intensywnie eksploatowane nadawały się tylko "do chodzenia po domu").
Rozpoczęłam poszukiwania od wszelakich portali internetowych. Używane spodnie można nabyć już za 10-20 zł + koszty przesyłki. Całkiem spoko, pod warunkiem, że wiesz jaki rozmiar potrzebujesz. Oczywiście ja na początku tego nie wiedziałam, ale teraz już w pełni uświadomiona mogę ostrzec inne kobitki zamierzające spełniać się w roli mamy. Rozmiarówka jest bardzo zróżnicowana, często nieadekwatna do rozmiaru "normalnych" spodni, które by na nas w tym momencie pasowały, a na odległość nie możemy sprawdzić jak się guma ciągnie, czy nigdzie nie czujemy zbyt dużego ucisku itd. Szczęśliwie udało mi się uniknąć internetowych zakupów, bo moja mamuśka znalazła spodnie ciążowe w outlecie. Jeżeli ktoś już tu zaglądał, wie, że kupiłam 4 pary nowiusieńkich ciężarówek w cenach od 10 do 30 zł. I tak na tydzień 26. H&M-owskie portki ciążowe muszę mieć w rozmiarze 44, mimo, że w ich regularną 40-stkę tyłek bym bez problemu wcisnęła (może jedynie w brzuchu by się nie mogła dopiąć). Natomiast w lumpku udało mi się trafić na fajowskie rurki Atmosphere (również 44) ale mam w nich jeszcze sporo widocznego luzu (będą na zaś). W 40-stkach (tych ciążowych) z H&M'u czuję się coraz mniej komfortowo, szczególnie przy siadaniu i zakładaniu skarpetek bądź butów). Niestety w SH rzadko trafiają się fajne ciążowe spodnie (mam tu na myśli fason spodni). I zdecydowanie częściej pojawiają się w małych rozmiarach, w które nawet nie będąc w ciąży miałabym problem się zmieścić. W przypadku spodni wykazałam się też kreatywnością, bo jedną parę zrobiłam sobie sama. Ot przypadkowo byłam na ciucholandowej wyprzedaży 3 zł/szt (poważnie był to przypadek, bo ja jestem szaloną lumpeksoholiczką koczującą pod drzwiami w dni dostaw) i trafiłam na zwykłe rurki, w biodrach spoko, w udach luzik, tylko rozporka z guzikiem zapiąć się nie da. I ja sobie wymyśliłam, że poproszę krawcową aby mi wszyła gumę, czy tam jakiś inny rozciągliwy materiał. Potem jednak naszła mnie myśl, że mogę to ogarnąć sama. Wyszło dość nieudolnie, ale przy dłuższej bluzce tudzież tunice można do ludzi wyjść. Więc moje drogie, jeżeli któraś z Was posiada choć krztę zdolności manualnych zdecydowanie polecam takie DIY. Naprawdę nie dajmy się zwariować (bez względu na stan naszego portfela) - stawiajmy na używane spodnie i własnoręczne przeróbki, bo kasę zawsze lepiej wydać na wyprawkę dla dziecka, niż na spodnie które ponosimy kilka miesięcy.
Spodnie i ogólnie dolne części garderoby to coś co raczej musi być stricte ciążowe. Jednak jeżeli chodzi o bluzki, sukienki, swetry już nie potrzebujemy specjalnej odzieży. Wystarczy większy rozmiar, bądź krój oversize i możemy śmiało hasać po mieście. Jako, że ubóstawiam luźniejsze swetry, kardigany wiele z nich służy mi wyśmienicie teraz. Kilka bluzek kupiłam w SH, kilka pożyczyłam od mamy - oszczędność pełną gębą. Części z nich po powrocie do wagi (jaka ze mnie optymistka) pozbędę się bez żalu, a te które mi się podobają bardziej po prostu zmniejszę (dlatego przy sukienkach zwracam teraz uwagę na umiejscowienie zamka, żeby nie było problemu z przeróbką).
Cieszę się, że etap widocznego brzucha przypada u mnie na tą cieplejszą porę roku, nie będę musiała kupować płaszcza czy kurtki. Gdybym jednak miała termin na jesienne bądź zimowe miesiące - okrycie wierzchnie również zakupiłabym w SH.
Nie warto inwestować w coś, co ma nam posłużyć bardzo krótko. Lepiej zacznijmy zbierać na mleko i pieluchy :D Dzięki taniej, używanej odzieży bądź outletach w ciąży ciągle możemy wyglądać modnie, efektownie a brzuszek eksponować pięknym strojem.
Niestety dzisiaj zafunduję Wam powrót do korzeni, zdjęcia z telefonu i musiałam sobie radzić sama. Oto wspomniane spodnie DIY, góry Wam nie pokażę co by efektu nie psuć. Wszystko SH, sweter Mango 20 zł, buty Adidas 59 zł, spodnie no name 3 zł, torebka New Look 18 zł.
Niestety dzisiaj zafunduję Wam powrót do korzeni, zdjęcia z telefonu i musiałam sobie radzić sama. Oto wspomniane spodnie DIY, góry Wam nie pokażę co by efektu nie psuć. Wszystko SH, sweter Mango 20 zł, buty Adidas 59 zł, spodnie no name 3 zł, torebka New Look 18 zł.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.










