Mój dzień - PIĄTEK
Zobacz oryginał sob., 20/04/2013 - 17:27Kolejny post z cyklu "Mój dzień". Tym razem ostatni, obiecuję :)
Piątki są moim ulubionym dniem tygodnia ostatnio (no, może oprócz sobót). Wymyślili nam taki plan zajęć, że cztery dni mamy zapełnione od rana do wieczora, a piątki były wolne. Miałam wtedy czas na pisanie pracy magisterskiej, ćwiczenia, porządki w pokoju i jakiś serial :) Niestety od zeszłego tygodnia dorzucili nam teoretyczne zajęcia z przemiotu Turystyka Aktywna Na Wodzie. Część praktyczną zaliczymy w formie spływu kajakowego oraz żagli (lub raftingu do wyboru).
Na szczęście zajęcia są na 11:30 więc i tak mogę się wyspać. Po przebudzeniu naturalnie balsam, herbatka i śniadanko :) Sama komponuję sobie musli z płatków owsianych i na przykład banana i rodzynek lub gruszki i kiwi.
Rano używam delikatnej pianki do mycia twarzy firmy Iwostin.
Potem tonik i nawilżający krem. Moje dwa ulubione to Olay o pięknym zapachu i przyjemnej konsystencji oraz NIVEA intensywnie nawilżający.
Nie biorę nic do jedzenia ze sobą bo nie mamy nawet przerwy.
Po powrocie lekkie drugie śniadanie i czas na ćwiczenia. Zmieniłam trochę front działania. Zauważyłam, że nie ma większego znaczenia co jem (w sensie, że mogę nawet jeść słodycze, które niestety bardzo lubię), ale jak danego dnia godzinę ćwiczę (np na Zumbie) to chudnę. Nie wracam więc póki co do Diety 3D Chili. Będę jeść tak jak przez ostatni miesiąc. Swoje wersje dietetycznych posiłków, ale do tego zwiększę częstotliwość ćwiczeń. Na szczęście w końcu mogę biegać. W marcu bardzo mi tego brakowało. Męczyły mnie ujemne temperatury i irytacja z siedzenia w domu. Powiem wam, że bardzo dobrze mi idzie. Co prawda nie osiągnę prawdopodobnie celu pięciu kilogramów, ale do trzech niewiele mi już brakuje :) Za tydzień zamieszczę podsumowanie i plan na kolejny miesiąc :)
Dopiero potem obiadek, który nadal przypomina te z jadłospisu diety 3D Chili choć jest jedynie moją interpretacją. Nie skupiam się na liczeniu kalorii bo to męczy i zniechęca.
W piątki nadrabiam wszystkie pilne sprawy. To dzień na porządki bo niestety często nie składam ubrań wieczorem tylko rzucam na sofę. Jak zdarzą się takie trzy dni pod rząd to już nie ma gdzie siadać :P
Gdy mam bardzo napięty dzień to muszę sobie zrobić karteczkę bym o niczym nie zapomniała.
Wracając do piątku...
Po obiadku znów mam trochę czasu wolnego. Czekam aż mój K wróci z pracy. Ostatnio czytam kolejną książkę o Ameryce. Można powiedzieć, że to moja obsesja. Ta jednak nie podoba mi się aż tak jak "Wrony w Ameryce". W "Wałkowaniu..." autor przedstawia wiele statystyk i suchych faktów. Że telefonów komórkowych jest tyle ilu obywateli (więc statystycznie nawet na niemowlaka przypada komórka), które stany są bardziej czarne niż białe, a w których karty do głosowania muszą być po hiszpańsku. Niektóre rzeczy są ciekawe, ale większość czytelnik i tak nie zapamięta. Nie mówiąc o tym, że przeciętny Polak nie wymieni więcej niż dziesięciu stanów :)
Poza tym ja znów odebrałam wiele rzeczy w inny sposób. Może dlatego, że byłam tam o wiele krócej i nie poznałam wielu obcokrajowców ale wcale nie odbierałam Afroamerykanów tak jak ich przedstawiają na filmach. To głównie czarni mężczyźni proponowali, że pomogą mi znieść walizkę po schodach do metra czy pomagali wskazując drogę do hostelu. Jedyne "typowe" zachowania jakie widziałam to recytowanie rapu na głos przy otwartej szybie auta tak by cały Manhattan słyszał i grubą Murzynkę nazywającą mnie sweetie :)
Wracając znów do piątku... :)
Przeważnie spędzamy go na kanapie bo K jest zmęczony. A ja ciągle wypytuję "co robimy jutro?" bo dzień siedzenia na kanapie to dla mnie dzień stracony. Strasznie się więc cieszę, że znów jest pogoda na spacery, tenis i rolki :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




