LUSH - branding case study
Zobacz oryginał wt., 19/09/2017 - 08:23
Wchodzisz do salonu piękności, który nie wygląda jak sterylny gabinet weterynaryjny albo stereotypowe miejsce z manikiurzystką, masażystką i kosmetyczką w jednym. Trafiasz do klubu z muzyką, której słuchają najfajniejsi ludzie w mieście.
Z teamem rozmawiasz o modzie na węgiel i wykorzystaniu kawy w pielęgnacji skóry. Po godzinie lekko zaczyna Ci się kręcić w głowie od przenikających się zapachów mango, cynamonu, rumianku, olejku różanego i wanilii.
W międzyczasie wpadasz na koleżankę. Opowiada Ci o roślinach, które zgarnęła przy okazji wizyty w jednym z concept storów z marokańskim designem. Pyta się, jak Twój las w słoiku. Szybko się z nią żegnasz, bo właśnie zastanawiasz się, który scrub do dłoni wybrać i idziesz je oba przetestować. Pierwszy ma mniej intensywny zapach, ale skóra jest po nim bardzo elastyczna i idealnie gładka. Drugi sprawia, że dłonie mają aromat budyniu waniliowego ze świeżymi malinami, a dzięki olejkowi są cudownie miękkie i nawilżone.
Przed Wami case study marki Lush zajmującej się produkcją naturalnych kosmetyków ze świeżych składników pozyskanych z etycznych źródeł. Analiza DNA marki, jej designu, komunikacji i zachowania pozwoli lepiej zrozumieć proces brandingu i strategiczne zarządzanie marką.
DNA marki Lush
„Nie otrzymaliśmy Ziemi w spadku od naszych przodków, ale pożyczyliśmy ją od naszych dzieci.”
Lush cosmetics to marka założona w Wielkiej Brytanii w 1994 roku. Produkuje etyczne i nietestowane na zwierzętach kosmetyki. Cechują ją:
• Etyczne zakupy składników
• Użycie naturalnych składników
• Ręczna robota
• Walka z testowaniem kosmetyków na zwierzętach
• Bycie wegetariańskim
• I proste opakowania eco-friendly.
Lush fokusuje się na kliencie. To marka energetyczna, otwarta i szczera. Jak najlepsza koleżanka. Może czasami za dużo mówi i jest nieco chaotyczna, ale zaraża pozytywnym nastawieniem. Marka przyznaje, że część jej kosmetyków zawiera środki konserwujące. A wszystko opisuje w (naprawdę pięknie wydanym) katalogu. To jest w ogóle temat na osobne case study!
Triada brandingu, czyli komunikacja, design i zachowanie marki Lush
Wszystkie trzy elementy marki przenikają się, więc trudno jest opisywać je oddzielnie, ale wybrałam najważniejsze cechy, najbardziej charakterystyczne dla Lush.
KOMUNIKACJA MARKI
Prosta i wprost. Krótka i zwięzła. Z lekkim przymrużeniem oka, kiedy jest czas na zabawę, i z pełnym zachowaniem powagi, gdy mowa o poważnych problemach, którym Lush stara się przeciwdziałać.
Nazwy i opisy produktów
Lush mógłby opisać swoje produkty standardowo. Ale oddziałuje na zmysły, więc może (a nawet powinien) więcej. Balsam otula ciało tuż przed wślizgnięciem się pod koc i spędzeniem miłego wieczoru z książką przy cieple kominka. Kula do kąpieli w kształcie rakiety kosmicznej jest tak cudowna, że zabrałabyś ją na księżyc i z powrotem. I tak też mocno ją uwielbiasz.
Nie wypuszczasz telefonu z dłoni? Kup maseczkę do twarzy FOMO! Fomo to z ang. fear of missing out, czyli obawa przed ominięciem czegoś ważnego w sieci, więc ciągłe sprawdzanie wiadomości, maili, odświeżanie feeda na facebooku i instagramie. Po nieustannym wpatrywaniu się w ekran neroli wyrównuje koloryt cery, puder cynkowy uspokaja, a olejek różany oczyszcza skórę.
A te przykłady można mnożyć!
Dodatkowo marka Lush stara się pełnić funkcję edukacyjną i dzielić wiedzą. To zawsze działa w dwie strony. Uwiarygadnia ją w oczach klientów, wyjaśnia pewne procesy czy wymogi formalne, pokazuje szczerość i otwartość, a przy tym odpowiedzialność za to, co i dla kogo się robi. Stąd te wspomniane materiały dodatkowe np. książeczka konserwantów.
Social media
Marka nie jest szczególnie aktywna w social media i muszę przyznać, że mam wrażenie, że nie wykorzystuje swojego potencjału. A pretekstów wizualnych i tekstowych nie brakuje!
DESIGN MARKI
Sklep jest raczej ciemny w środku, ale dość przytulny. I bardzo pachnący!
Połączenie stylu industrialnego z drewnem, wielkimi baniami jak do przedwojennego prania, głośną muzyką i pojawiającą się znikąd obsługą, sprawia wrażenie klubokawiarni, w której przy jednym wielkim stole świetnie bawisz się ze znajomymi i poznajesz nieznajomych.
Lush podzielony jest na sekcje względem typów kosmetyków, których używamy na co dzień: do włosów, twarzy, ciała itp., co ułatwia poruszanie się po nim.
Przy stanowisku z mydłami na wagę możesz doznać wrażenia, że kupujesz luksusowe francuskie sery, a kule do kąpieli wybierasz jak warzywa na targu – wprost ze skrzyni.
Wszystkie materiały graficzne są bardzo spójne nie tylko z sobą, ale i z ideą marki oraz jej tożsamością.
A część kosmetyków jest... bez opakowania.
To kolejny element w samym produkcie, który sprawia, że marka Lush wypełnia swoją obietnicę bycia przyjaznym dla środowiska i dbania o przyszłe pokolenia.
Poza tym Lush dba o to, w jaki sposób mówi się o niej w kontekście employer brandingu i warunków pracy. Ba! Fabryka marki przyrównywana jest do fabryki Willy'ego Wonki (w ogóle mnie to nie zdziwiło). Chcecie zobaczyć jak wygląda? Tutaj artykuł na Business Insider.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.














