Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.
Lumpeksowy snobizm, z przymrużeniem oka ;)
Zobacz oryginał pon., 03/11/2014 - 22:44Każdy z nas zna przynajmniej jedną osobę, która jara się na widok metek drogich i znanych marek. Ale oprócz samego jarania się, jest też specjalistą od wyszukiwania markowych perełek w lumpeksach. Zna każdą markę, łącznie z cenami za poszczególne rzeczy ze sprzedaży zwykłej jak i outletowej (jeśli istnieje) oraz z cenami używek na allegro. Taki kompan na lumpeksowe łowy jest bezcenny, szczególnie gdy sami ledwo odróżniamy Chanel od Versace, a Dolce & Gabbana to dla nas jedna i ta sama osoba ;). Muszę jednak przyznać, że lumpeksowe snoby mają jedną, wielką wadę. Mianowicie, nie potrafią ocenić markowej rzeczy obiektywnie, robią to przez pryzmat pozycji rynkowej, pierwotnej ceny, popularności danej marki. Już kiedyś (i pewnie nie raz) wspominałam o osobach, które kupiłyby najbrzydszą, najbardziej znoszoną i najbardziej śmierdzącą koszulkę, gdyby tylko z przodu widniało logo Adidas (lub inne z wielu).
Koleżanka moja ma hopla na punkcie marki Diesel. I co z tego, że w kurtce wygląda jak sierota, cycki zanikają a rękawy za długie? Przecież to jest DIESEL. Szczęśliwie udało mi się wybić jej ten zakup z głowy.
Druga kumpela jara się wszystkimi ubraniami od projektantów. Pamiętam jak kupiła za duży płaszcz Hugo Boss (ale był piękny, muszę przyznać, w zasadzie to żałuję, że sama go nie kupiłam). Albo jak pół godziny zastanawiała się czy kupić żakiet Marc by Marc Jacobs, który się jej średnio podobał (no ale to Marc przecież), ostatecznie mi go odstąpiła (mi się podobał) ciężkim bólem serca.
Z kolei mama innej koleżanki, jak i ona sama, polują na buty UGG Australia. I chociażby byłyby tak znoszone, z dziurą (tzw. wywietrznikiem na duży palec) - i tak je kupią. No bo to są Uggi przecież.
Nieładnie jednak wypominać innym, kiedy sama omal nie oszalałam ze szczęścia kiedy w ręce wpadł mi słynny pasek Moschino. Lub kiedy z wora wyciągnęłam bluzę Adidas Oldschool (w tamtym czasie były absolutnym hitem). Już nie wspominając o tym, że o mało łzy mi nie pociekły na widok nowiutkich Convers'ów za całe dwie dychy ;)
Mimo wszystko, uważam jednak, że kieruję się znacznie większym obiektywizmem, niż wspomniane koleżanki. Zwracam uwagę na metkę. Nie zaprzeczam. Nie jest ona jednak dla mnie ostatecznym wyznacznikiem, bo kiedy rzecz nie jest w moim guście lub jest w fatalnym stanie, po prostu jej nie kupuję. Sprawa zmienia się diametralnie, kiedy waham się ze względu na cenę. Dobra, uznana marka, zawsze zadziała na korzyść kupna.
Odbiegając od tematu. Na listopad wyczerpałam już lumpeksowy limit zakupowy, i jakikolwiek ciuchowo-butowo-torebkowy limit. Tak, wiem, że to dopiero początek listopada. Robię sobie odwyk. Po to żeby w pełni nacieszyć się tym co zdążyłam zakupić przez te 3 dni ;).
Kozaki SH 30 zł
Torebka SH 16 zł (skóra naturalna)
Płaszcz H&M z allegro (40% pierwotnej ceny)
Swetrotunika C&A (zniżka na dzianinę 25%)
Szalik SH 7 zł
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.







