Lista blogów » Jestem Kasia

Los Angeles photo diary

Zobacz oryginał
la1.JPG

Stali obserwatorzy bloga na pewno pamiętają moją wycieczkę do Los Angeles w 2012. Wygrałam wtedy konkurs Billabong, w którym główną nagrodą był właśnie kilkudniowy wyjazd do LA oraz udział w imprezie Design for Humanity. Wycieczkę wspominam bardzo miło, jednak po tegorocznym wypadzie moje wyobrażenie o LA nieco się zmieniło.
All my blog followers should remember my trip to Los Angeles in 2012. I won the Billabong’s competitions, and the first prize was that I could spend several days in LA and take part in the Design for Humanity Event. The trip was great, however, after this year’s travel my image of LA changed. 

Zwiedzanie miast wygląda zupełnie inaczej, gdy czas jest zaplanowany odgórnie przez organizatorów wycieczki. Noclegi, trasy, wszelkie dodatkowe atrakcje spoczywają na barkach ogranizatorów imprezy. Dwa lata temu gościłam się w centrum Hollywood w 5-gwiazdkowym hotelu, jadałam w najlepszych restauracjach, krótko mówiąc- nad wszystkim czuwała ekipa Billabong. 
W tym roku zorganizowaliśmy sobie wszystko sami, spaliśmy w śmiesznym moteliku jak z amerykańskich filmów, stołowaliśmy się w burgerowniach i wiecie co? Wcale nie potrzeba luksusów, by cudownie spędzić czas! Wystarczy mieć przy sobie ukochaną osobę, a wszystko inne schodzi na drugi plan.
Sight seeing is completely different when the tiniest details was planned by organisers. You don’t have to worry about accommodation, itinerary, well, anything... 2 years ago I stayed in 5* hotel in the centre of Hollywood, I ate in the best restaurants, and the whole sight-seeing was planned by the Billabong team. This year we organised everything by ourselves, we spelt in a tiny, funny motel, as in American movies, we ate in burger houses, and guess what? You don’t need luxury to have a great time!

10.JPG
9.JPG

16.jpg

losangeles.JPG
17.JPG

(Minga London top, vintage shorts)

Czego nie dostrzegłam podczas pierwszej wizyty w LA? Na pewno tego, że miasto jest taaaak ogromne, że bez własnego środka transportu naprawdę ciężko jest dotrzeć do oddalonych od siebie o kilometry miejscówek. Jak w San Francisco wszystko było "blisko", tak w LA od jednego do drugiego punktu rzadko mniej niż 10km. Komunikacja miejska w LA kuleje, taksówki są bardzo drogie, więc posiadanie własnego samochodu okazało się być zbawienne. Wystarczy, że przejrzycie fora podróżnicze, a przekonacie się, że podobnego zdania jest większość wypowiadających się. 
What did I miss during my first stay in LA? Generally I didn’t realise that the city is so huuuuuge – without any means of transport it’s hard to get anywhere. In San Francisco everything was “close”, whereas in LA there was 10-20 km from one place to another. Public transport is lame, taxis are expensive, and so a rented car is a true saver. Just go through travel blogs and you will see. 

1.JPG2.JPG
6.JPG
8.JPG

(Sinsay total look)

Budki z dzisiejszego wpisu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać... Tak! Właśnie w Los Angeles kręcono słynny Słoneczny Patrol! Większość scen filmowano wprawdzie w dzielnicy Pacific Palisades, graniczącej z Santa Monica (gdzie też robione były powyższe fotki), jednak budki niczym nie róznią się od tych serialowych. Brakuje tylko Davida Hasselhoffa i Pameli Anderson gdzieś w akcji... no niestety, nigdzie ich nie wypatrzyłam :)
I don’t need to introduce this lifeguard tower to anybody... Yes! It was Los Angeles where the famous Baywatch was made! Most of the scenes were taken in Pacific Palisades near to Santa Monica, however towers are the same as in the TV series. The only people missing were David Hasselhoff and Pamela Anderson in some lifesaving action... Unfortunately, it wasn’t their shift that time ;) 

12.JPG
18.JPG11.JPG

Atrakcją Los Angeles jest oczywiście słynny znak Hollywood. Szperając w internecie można natknąć się na adresy wielu punktów widokowych, jednak większość z nich nie do końca nas przekonywała- np. to miejsce sprzed dwóch lat. W tym roku miałam ochotę na naprawdę super zdjęcie (i udało się!- klik), dlatego wybraliśmy się na ulicę Deronda, oferującą niby najlepszy widok na znak Hollywood. Wyczytaliśmy wcześniej, że często są tam problemy z parkowaniem, więc zostawiliśmy samochód i wyruszyliśmy pieszo ok. 3km pod górkę. Kilkakrotnie przechodziłam kryzys, gdyż znak przez długi czas w ogóle się nie pojawiał, potem jak już się pojawił, to widok był bez szału, ale warto było się pomęczyć i przejść jeszcze kawałek, gdyż ostatecznie dotarliśmy do niesamowitego miejsca. Po pierwsze znak Hollywood był naprawdę blisko, po drugie ulica Deronda doprowadziła nas do słynnej Mullholand Drive (Fani Lyncha na pewno kojarzą film), a po trzecie z ulicy rozpościerał się niesamowity widok na panoramę Los Angeles. Męcząca wędrówka w 32-stopniowym upale została godziwie wynagrodzona! :)
The major LA’s attraction is the famous Hollywood sign. Doing some research in the internet one can find a lot of scenic points but most of them didn’t convince us – e.g. this place 2 years ago. This year I wanted to take an excellent photo, that’s why we chose Deronda Drive offering allegedly the best sight for the Hollywood sign. We read that there were parking problems, so we left our car and walked uphill for around 3 km. I had a crisis couple of times because the sing appeared and vanished, and appeared again, and it didn’t blow my mind. But it was worth to take a further walk to get to the amazing place. First of all, the Hollywood sign was really close, second of all the walk took us to the famous Mullholand Drive (Lynch’s fans know the movie), and eventually it offered a panoramic view on Los Angeles. The tedious walk at 32oC paid off! :) 

6.JPG

5.jpg

1.JPG

10.jpg

7.JPG

Podczas pobytu w Los Angeles wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę do San Diego, które położone jest ok, 2h jazdy samochodem od LA. San Diego jest już znacznie mniejsze i bardziej kameralne, co z pewnością spodobałoby się miłośnikom spokojniejszych miast. Najbardziej zainteresowało nas Stare Miasto, które wyglądało jak żywcem wyjęte z westernów.
While being in LA we took a one-day trip to San Diego, 2h away from LA. San Diego is smaller and cosier. The most interesting part for us was the Old Town which looked like taken from western movies. 

1.JPG
3.JPG2.JPG

Z San Diego wrociliśmy jeszcze na jeden dzień do LA, po czym wyruszyliśmy do słynnej Doliny Śmierci. Droga do Death Valley zgotowała nam niezłe atrakcje. 300km bez zasięgu w komórkach, radio nie chwytało fali, mijanych samochodów jak na lekartwo, na zewnątrz prawie 50oC, ale za to widoki po prostu nie do opisania! Miałam wrażenie, ze przeteleportowano nas na Marsa, bo krajobrazy niczym nie przypominały znanych mi dotąd ziemskich!

Początkowo Doliny Śmierci nie było w naszych planach. Jak się później okazało, źle nie wyszliśmy na pewnej drobnej zamianie! Okolice Sacramento (pierwotny punkt naszej podróży) nawiedziło trzęsienie ziemi- przez chwilę poczuliśmy się jak bohaterowie "Oszukać przeznaczenie". :)
After San Diego we spent another day in LA, and then went to the world-known Death Valley. There weren’t hardly any cars on the road, radio and cell phones were dead for 300 km, the temperature almost reached 50oC but the views were breathtaking. Indescribable! I felt like I was teleported to Mars because landscapes didn’t resemble terrestrial views! 

We visited Death Valley instead of Sacramento. And it turned out to be a good decision because there was an earthquake there. We felt like the characters in “Final Death” :) 

13.JPG

O Los Angeles krążą różne opinie- jedni są zachwyceni, inni gorzko rozczarowani miastem, jednak jeśli o mnie chodzi, to piękne ukształtowanie terenu, niesamowite zachody słońca oraz wszechobecne palmy sprawiły, że nie potrafię wyrazić się źle o tym mieście :) 
The more people visit LA, the more diversified opinions. Some of them were satisfied, some disappointed. In my case all disadvantages were compensated with gorgeous landscapes, marvellous sunsets, and ubiquitous palms :) 

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.