Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Lniane spodnie i koronkowa bluzka z wiązaniem

Zobacz oryginał

Upałów nie lubię tak samo, jak zimna.


W naprawdę gorące dni wcale nie kłamię, kiedy mówię, że nie mam się w co ubrać.
Bo nie mam!


We wszystkim jest mi gorąco! Czy założę cienką, białą (tak! mam taką - po babci ;P) sukienkę, czy czarną koszulę i szorty - i tak umieram.Ale że jakoś radzić sobie trzeba, to często latem sięgam po materiał, który najbardziej wydaje się być w upały odpowiednim - po len.


Len jest przewiewny, miękki i człowiek poci się w nim zdecydowanie mniej, niż kiedy zakłada na siebie coś z innego materiału.


7.jpg

Prezentowane Wam dziś spodnie nie są wykonane z czystego lnu - to mieszanka z bawełną.
Pomimo tego są jednymi z moich ulubionych w te dni, kiedy jest naprawdę ciepło, a ja muszę długie portki na siebie wdziać.

Kupiłam je kilka lat temu.
Jak większość moich rzeczy - za grosze.
Wypatrzyłam je w czasie, kiedy kosztowały złotych osiemdziesiąt, a upolowałam na wyprzedaży - za trzy dychy.
Z racji ich bryczesom podobnego kroju (kocham bryczesy nad życie!) nosiłam je z upodobaniem nie tylko w dni upalne, ale i jesienią - łącząc je z topem-tubą bez ramiączek i z marynarką.
Swego czasu było to jedno z moich ulubionych połączeń.

8.jpg

Pomimo wielu prań służą mi dobrze.
Choć nie cierpię ich prasować: jak każda rzecz z lnu lub z jego domieszką prasują się koszmarnie.
I ledwo już, człowieku, ucieszysz się z sukcesu i na tyłek je założysz, to spróbuj tylko gdzieś w nich usiąść... zagniecenia gotowe.

Taki lnu urok.

3.jpg

Zdjęcia z dzisiejszego posta wykonaliśmy z Leszkiem w początkach lipca (tak, te zdjęcia są dowodem na to, że kiedy w lipcu donosiłam Wam, że skróciłam włosy, to nie kłamałam ;P tutaj byłam świeżo po wizycie u fryzjera ;P) - wybieraliśmy się akurat na obiad z okazji imienin jego Mamy.
Było naprawdę ciepło, choć nie tak gorąco, jak przez ostatnie dni.
Nie chciałam zakładać sukienki - sukienek raczej nie lubię (o czym dobrze wiecie).
Trzeba było wykombinować jakieś inne połączenie - coś ładnego, dość eleganckiego, ale też nieprzesadnie formalnego: wszak miał być to obiad w restauracji co prawda, ale w wąskim gronie rodzinnym spożywany.

Padło więc na te spodnie.

5.jpg

W samych spodniach pójść nie wypada - na "górę" wybrałam więc łup z początków tegorocznych "sejli": białą bluzkę z pięknym, koronkowym tyłem i wiązaniem.

1.jpg
Bluzka jest jednym z niewielu obiektywnie ładnych ciuchów, jakie mam w szafie.
Owszem, szafa moja pełna jest rzeczy innych, dziwnych i ciekawych - ale takich uroczych w pełni za wiele w niej nie ma.

Także - taka odmiana na pewno jej nie zaszkodzi ;)

Swoją drogą - zakup tej bluzki uświadomił mi, że bardzo dobrze zrobiłam nie wyrzucając jakiś czas temu cielistego biustonosza.
Mam taki jeden - jest paskudny jak nie wiem, wygląda jak stanik dla kobiety karmiącej, ma szerokie ramiączka i nie nadaje się do pokazania światu.
Ale przy tej bluzce sprawdził się wybornie - widać, że mam stanik?
No nie ;)

Zatem raz na coś się przydał ;P

2.jpg

Wszystkie dodatki były już kiedyś na blogu.

1.jpg
Bransoletę pokazywałam Wam ubiegłej jesieni, o tu.

11.jpg
Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym założyć do tego połączenia jakąkolwiek inną biżuterię.
Wiele z Was zdecydowałoby się zapewne na srebrny łańcuszek albo jakąś równie delikatną bransoletkę - ja takich rzeczy nie mam, nie noszę i nie lubię. Ratowałam się więc po swojemu.

12.jpg
Kopertówka pojawiła się na blogu w maju, tu.

Jest jedyną "wyjściową" kopertówką jaką mam, więc to był taki wybór z przymusu niejako ;)

10.jpg

A szpilki prezentowałam Wam w grudniu: klik.

Nadal są moimi jedynymi szpilkami, bo zakup innej pary (wykonanej z jakiegoś mniej lakierowanego materiału) ciągle wypada mi z głowy.
Zawsze mam na niej jakieś ważniejsze wydatki ;P

9.jpg
Wielkiej wtopy na tym obiedzie nie było - nikt na mój widok głowy nie odwracał, nikt nie był zgorszony... misja pod tytułem "elegancka, letnia Mar" chyba się udała ;)

Patrzcie na te zdjęcia i napawajcie się takim mym wydaniem na zapas, bo nieprędko kolejne tego typu na blogu zagości.
Pamiętajcie - bieli z czernią nie lubię, elegancji także: więc jak najrzadziej, jak najrzadziej wolałabym musieć tak się ubierać ;P

4.jpg

A!
Baczny obserwator zauważy, że taka coś nagle blada na tych zdjęciach jestem - no to teraz wiecie, że jak dwa posty temu pisałam, że się nad morzem opaliłam, to nie zalewałam.
Tak, "naturalnie" jestem właśnie taka mleczna ;)

6.jpg

Porównajcie odcień mojej skóry z tych zdjęć z tym z wakacyjnego posta ;)
Jest różnica ;)

13.jpg

Bluzka - H&M
Spodnie - H&M
Okulary - no name (Rossmann)
Bransoleta - no name (Butik Nashe - Zgierz, ul. Parzęczewska)
Szpilki - Romeo Rotti
Kopertówka - no name (Allegro)

14.jpg

Zapewne zaskoczeni i zaskoczone jesteście, że dziś tak mało tu mojego pisania.
O, nie - w taki skwar, to nawet mnie się nie chce gadać.
Nie ma opcji!

15.jpg
Idę więc - tym razem nie ściskam, bo kto w upały chce się przytulać ;P?

Pozdrawiam,
Wasza Mar!

17.jpg
P.S. To już pewne - w następną sobotę jestem w Krakowie! Kto więc chciał się spotkać niech potwierdza!
P.S. (2) Furby przeżył :D Radość była ogromna :D
P.S. (3) Następny zestaw też będzie z lnem w roli głównej - kto odwiedza mojego Facebook'a i pamięta w co byłam odziana w Warszawie, ten zapewne już domyśla się o jaki ciuch chodzi ;) 

16.jpg

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.