Lista blogów » Bohemian Street
LALKA i "KOZIAKI"
Zobacz oryginał czw., 10/09/2015 - 13:56Każdy odcinek "Ulicy Sezamkowej" (która emitowana była jeśli dobrze pamiętam w soboty o godz. 7:30 rano, a dla której gotowa byłam wstawać już 6.00) sponsorowana była przez wybraną literkę lub cyferkę. Niech więc nawiązując do tej świeckiej tradycji sponsoringu, dzisiejszego posta sponsoruje literka "K", jak kozaki. "Ulica Sezamkowa" - fajny, sympatyczny program dla dzieci i z dziećmi, których momentami nieprzewidywalne zachowania wprawiały w zakłopotanie stworki zamieszkujące tytułową ulicę :). Pamiętacie ? :)
Dziś już nie zaglądam na Ulicę Sezamkową, ale mam wrażenie, że Ulica Sezamkowa często zagląda do mnie :). W minioną sobotę znowu była sobota, a jak jest sobota, to zazwyczaj włóczymy się po fajnych miejscach (no dobra po różnych miejscach niekoniecznie fajnych :P, najczęściej wzdłuż budowanej DTŚki, komentujemy co się zmieniło od ubiegłego tygodnia, roztrząsając czy zdążą w terminie :P) i robimy foty do bloga. I tak dotarliśmy do Parku Chopina, gdzie mieści się gliwicka Palmiarnia. Było to z resztą w MOIM planie zamierzone, bo miała tam być wystawa fotografii zwierzątek do adopcji ze schronisk w Gliwicach i okolicy. Miała być, ale chyba wewnątrz Palmiarni, gdzie już nie dotarliśmy, bo trafiliśmy na jakąś "imprezę" przed Palmiarnią. Jako że w oko moje od razu wpadły panny poubierane w długie,jasne sukienki z farbanami, w kapeluszach, z parasolami - słowem, tak piękne, jakby mój zeszłotygodniowy sen o podróży w czasie się jednak spełnił :D - instynkt popchnął mnie do źródła tego zamieszania, gdzie dość szybko zorientowałam się, że cała akcja ma związek z publicznym czytaniem "Lalki" (5 września 2015 r. - zdjęcia z tej akcji: TU (klik) POLECAM!). W tej wielkiej euforii utonęłam z aparatem w ogromnym morzu ludzkich głów, znowu trąc poczucie czasu. Gdy nasyciłam już zmysły, zrobiłam zwrot, by do tego "szczęścia" zaciągnąć i fotografa, zobaczyłam na horyzoncie czerwoną flagę. UUuu...naciąga niebezpieczeństwo. "Piknik Seniora. Tu jesteśmy - cała impreza to Piknik Seniora". To chyba jeszcze nie jesteśmy w jej grupie docelowej... Ewakuowaliśmy się więc równie niespodziewanie jak przybyliśmy, i nie muszę chyba dodawać, że odebrałam gromkie "podziękowania" ;), za zapewnienie nam wejściówek na tę fajną zapewne imprezę, szkoda tylko, że o co najmniej 50 lat za wcześnie...Kiedy ja naprawdę chciałam tylko na zwierzątka :P ...
I właśnie w tym momencie, gdy obieram ten "podziękowalny" bukiet kwiatów, przełykając karmelowe Caffe Frappe z Mc Donald's (niekarmelowe mi nie smakuje) słyszę mijającą nas dziewczynkę z Dziadkiem:
"A dlaciego ta pani ma ublane koziaki??"
Pffff...... dobrze, że już przełknąć zdążyłam, bo inaczej nie tylko kurtka ale i sukienka była by w kolorze kawy z mlekiem. "Dobrze Ci tak :P" - wiadomo, do bukietu podziękowań wisienka z tortu gratis :P.
Uśmiechnęłam się i poszliśmy czym prędzej dalej. Trzeba przyznać, że dzieci są najszczersze i mają najtrafniejsze uwagi. Przypomniało mi się od razu, jakże często sama wpuszczałam na różne miny moich rodziców, gdy nadawałam Pani fryzjerce, że Mama mówi, iż Babcia przychodząc od fryzjera wygląda jak pudel (lata 80' - epoka słynnej "trwałej" ;)), albo opowiadając Pani w zerówce, że Tata śpi na walizce (własna interpretacja zasłyszanego "życia/spania - na walizkach" - częstych podróży) i inne takie smaczki ...
Koniec końców zamiast zdjęć w Parku Chopina tradycyjnie zlądowaliśmy w moim Parku Szwajcaria, no i przynajmniej pooglądałam sobie zwierzątka, dużo zwierzątek, bo kaczki chyba się rozmnożyły i pływa ich z piętnaście :D !!!!!
Dlaciego mam koziaki? "Koziaki" mam dlatego, bo to są botki, lekkie, z przewiewnymi dziurkami po bokach, bo są ze skóry naturalnej, oddychają więc sobie, bo jest wrzesień i nie ma już upałów, bo nie czuję się komfortowo w sukienkach z typowo kobiecym bucikiem - mam wrażenie, że nie stąpam w nich twardo ziemi, i dlatego muszę je przełamywać ciężkim butem, bo pasowały kolorystycznie do zamszowej kurtki nabytej za całe 37 zł + przesyłka na vintageforever.pl, bo lubię nosić botki, bo boho lubię, a z bo-ho lubię bo-tki. Dlatego noszę "koziaki" :). "K" - jak "koziaki".
Dziś już nie zaglądam na Ulicę Sezamkową, ale mam wrażenie, że Ulica Sezamkowa często zagląda do mnie :). W minioną sobotę znowu była sobota, a jak jest sobota, to zazwyczaj włóczymy się po fajnych miejscach (no dobra po różnych miejscach niekoniecznie fajnych :P, najczęściej wzdłuż budowanej DTŚki, komentujemy co się zmieniło od ubiegłego tygodnia, roztrząsając czy zdążą w terminie :P) i robimy foty do bloga. I tak dotarliśmy do Parku Chopina, gdzie mieści się gliwicka Palmiarnia. Było to z resztą w MOIM planie zamierzone, bo miała tam być wystawa fotografii zwierzątek do adopcji ze schronisk w Gliwicach i okolicy. Miała być, ale chyba wewnątrz Palmiarni, gdzie już nie dotarliśmy, bo trafiliśmy na jakąś "imprezę" przed Palmiarnią. Jako że w oko moje od razu wpadły panny poubierane w długie,jasne sukienki z farbanami, w kapeluszach, z parasolami - słowem, tak piękne, jakby mój zeszłotygodniowy sen o podróży w czasie się jednak spełnił :D - instynkt popchnął mnie do źródła tego zamieszania, gdzie dość szybko zorientowałam się, że cała akcja ma związek z publicznym czytaniem "Lalki" (5 września 2015 r. - zdjęcia z tej akcji: TU (klik) POLECAM!). W tej wielkiej euforii utonęłam z aparatem w ogromnym morzu ludzkich głów, znowu trąc poczucie czasu. Gdy nasyciłam już zmysły, zrobiłam zwrot, by do tego "szczęścia" zaciągnąć i fotografa, zobaczyłam na horyzoncie czerwoną flagę. UUuu...naciąga niebezpieczeństwo. "Piknik Seniora. Tu jesteśmy - cała impreza to Piknik Seniora". To chyba jeszcze nie jesteśmy w jej grupie docelowej... Ewakuowaliśmy się więc równie niespodziewanie jak przybyliśmy, i nie muszę chyba dodawać, że odebrałam gromkie "podziękowania" ;), za zapewnienie nam wejściówek na tę fajną zapewne imprezę, szkoda tylko, że o co najmniej 50 lat za wcześnie...Kiedy ja naprawdę chciałam tylko na zwierzątka :P ...
I właśnie w tym momencie, gdy obieram ten "podziękowalny" bukiet kwiatów, przełykając karmelowe Caffe Frappe z Mc Donald's (niekarmelowe mi nie smakuje) słyszę mijającą nas dziewczynkę z Dziadkiem:
"A dlaciego ta pani ma ublane koziaki??"
Pffff...... dobrze, że już przełknąć zdążyłam, bo inaczej nie tylko kurtka ale i sukienka była by w kolorze kawy z mlekiem. "Dobrze Ci tak :P" - wiadomo, do bukietu podziękowań wisienka z tortu gratis :P.
Uśmiechnęłam się i poszliśmy czym prędzej dalej. Trzeba przyznać, że dzieci są najszczersze i mają najtrafniejsze uwagi. Przypomniało mi się od razu, jakże często sama wpuszczałam na różne miny moich rodziców, gdy nadawałam Pani fryzjerce, że Mama mówi, iż Babcia przychodząc od fryzjera wygląda jak pudel (lata 80' - epoka słynnej "trwałej" ;)), albo opowiadając Pani w zerówce, że Tata śpi na walizce (własna interpretacja zasłyszanego "życia/spania - na walizkach" - częstych podróży) i inne takie smaczki ...
Koniec końców zamiast zdjęć w Parku Chopina tradycyjnie zlądowaliśmy w moim Parku Szwajcaria, no i przynajmniej pooglądałam sobie zwierzątka, dużo zwierzątek, bo kaczki chyba się rozmnożyły i pływa ich z piętnaście :D !!!!!
Dlaciego mam koziaki? "Koziaki" mam dlatego, bo to są botki, lekkie, z przewiewnymi dziurkami po bokach, bo są ze skóry naturalnej, oddychają więc sobie, bo jest wrzesień i nie ma już upałów, bo nie czuję się komfortowo w sukienkach z typowo kobiecym bucikiem - mam wrażenie, że nie stąpam w nich twardo ziemi, i dlatego muszę je przełamywać ciężkim butem, bo pasowały kolorystycznie do zamszowej kurtki nabytej za całe 37 zł + przesyłka na vintageforever.pl, bo lubię nosić botki, bo boho lubię, a z bo-ho lubię bo-tki. Dlatego noszę "koziaki" :). "K" - jak "koziaki".
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



