Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Kosmetyczne recenzje Mar: o kosmetykach marki MIXA, które moją skórę po mrozach do normalności przywróciły
Zobacz oryginał pt., 21/02/2014 - 00:22
Wiosna przyszła, temperatury są dodatnie - wszyscy się cieszą i nikt już o mrozach nie pamięta...
Ja jednak pamiętam je bardzo dobrze - a na pewno pamięta je moja skóra.
Pamiętacie posta, w którym donosiłam: jest tak zimno, że jak myślę o konieczności opuszczenia mieszkania, to wzbiera we mnie agresja?
Właśnie w tym czasie okazało się, że bardzo podobnie reaguje na mrozy mój organizm.
W okolicach końca stycznia, wraz ze stopniowym spadkiem temperatur, okazało się, że moja skóra potrafi mi płatać takie figle, o jakie nigdy nie byłam skłonna jej podejrzewać.
Pomimo ciągłego zabezpieczania jej przed mrozem i smarowania maściami oraz kremami z mocznikiem i witaminą A z godziny na godzinę każdy kawałek mojej skóry zaczynał mnie coraz bardziej piec i szczypać. W dodatku cała się łuszczyłam!
O ile problem suchej skóry ciała byłam jeszcze w stanie przeżyć, to to co zrobiło mi się na twarzy zaczęło mnie napawać przerażeniem - na moich biednych, tłustawych do tej pory policzkach pojawił się wspaniały, swędzący rumień. Wyglądałam jak pomidor!
Zaczerwienienia pozbyłam się po posmarowaniu twarzy Vitellą podkradzioną z szafki MOFa, ale nawilżyć jej nie byłam w stanie.
W końcu - zdesperowana - powlokłam się do dermatologa.
Pani dermatolog zna mnie już jakiś czas, przywitała mnie więc z uśmiechem, obejrzała i wysłuchała z uwagą, po czym orzekła, że wszystko to zrobiło mi się od zimna. Niczego, czego nie wiedziałam wcześniej mi nie powiedziała, nie diagnozy jednak oczekiwałam, a porady co z tym zrobić.
Próżne nadzieje!
Pani doktor uśmiechnęła się do mnie uroczo i stwierdziła, że jeśli te dwie maści, które mam (mocznikowa i witaminowa) niewiele dają, to ona - znając moje dermokosmetyczne doświadczenie zawodowe - uznaje, że sama trafię na coś, co mi dobrze służyć będzie.
Kiedy - zrezygnowana - wychodziłam Pani Doktor rzuciła jeszcze, że radzi mi nie zmywać przez jakiś czas twarzy wodą, a płynem micelarnym.
"Dobra i taka rada..." - pomyślałam. Po opuszczeniu przychodni udałam się na swój przystanek tramwajowy, ale że tramwaj nie nadjeżdżał dość długo, to zaczęłam zamarzać - postanowiłam więc schować się przed zimnem w pobliskim Rossmannie.
Chwała Bogu, że to zrobiłam!
Naprzeciw wejścia napotkałam regał z kosmetykami marki Mixa.
Widziałam je w Rossmannach już wcześniej, ale nigdy nie traktowałam ich poważnie - nawet nie studiowałam ich składów. Kosmetyki były śmiesznie tanie - od 12 złotych za sztukę.
Zdjęłam czapkę, szalik i dwie pary rękawiczek i postanowiłam postudiować składy.
Okazało się, że nie jest źle, chociaż jakiejś olbrzymiej rewelacji też nie było - niemniej nie miałam nic do stracenia, bo doszłam do wniosku, że gorzej niż jest, to już nie będzie.
Posunęłam się też do czynu wielce nagannego i kryjąc się przed spacerującym za moimi plecami panem ochroniarzem wydozowałam na dłoń balsam do ciała o nazwie "Regeneracja" - konsystencja mnie powaliła! Bardzo gęsty, bardzo bogaty krem!
Zapakowałam go do koszyka bez wahania. Zawartość mojego koszyka wyglądała następująco:
Balsam do ciała - Regeneracja; skóra bardzo sucha i ekstremalnie sucha
(ok.12 złotych)
Płyn micelarny - Optymalna Tolerancja; bardzo wrażliwa i reaktywna skóra twarzy i powiek
(ok. 22 złotych)
Lekki krem nawilżający 24 h - przeciw błyszczeniu
(ok. 15 złotych)
Powiem tak: od czasu zakupienia przeze mnie tych kosmetyków minął miesiąc.
Obecnie moja skóra jest na powrót gładka, elastyczna, miękka i miła w dotyku.
Wrażenia ze stosowania produktów postanowiłam opisać szczegółowo, kosmetyk po kosmetyku, co następuje:
--------------------------------------------------------------------------------
Płyn micelarny - Optymalna Tolerancja.
Producent i dystrybutor zapewniają nas, że produkt zmywa makijaż "delikatnie", bez konieczności pocierania twarzy, a poza tym - odświeża i łagodzi skórę twarzy.
Płyn jest zapakowany w plastikowe, stojące opakowanie z pompką - pojemność: 200 ml
Produkt - jak i cała marka - dedykowany jest osobom borykającym się z problemem skóry suchej, a jednocześnie wrażliwej i skłonnej do alergii.
Na opakowaniu widnieje adnotacja, że skład produktu został opracowany tak, aby minimalizować ryzyko alergii i podrażnień.
Moim zdaniem jest to naciąganie faktów: widniejący na drugim miejscu składu Hexylene Glycol może - jak najbardziej - wywoływać reakcje alergiczne.
Reszta składu w moim prywatnym odczuciu nie budzi większego sprzeciwu, ale pomijanie alergenności tego nieszczęsnego glikolu uważam za duże niedopatrzenie.
Nie jestem jednak alergiczką, więc postanowiłam przymknąć nań oko.
Preparat pachnie bardzo przyjemnie, w żaden sposób mnie jego zapach nie irytuje.
Pomyłką jest jednak pompka - chcąc wydozować odpowiednią ilość płynu na wacik musimy ... odsunąć go maksymalnie daleko od pompki, inaczej zapryskamy całą łazienkę.
A na pewno siebie.
Jak żyję nie spotkałam się z tak koszmarną pompką!
Wbrew opiniom wizażanek nie zauważyłam większych trudności ze zmywaniem za pomocą płynu makijażu oczu - tusz, cienie, cień i wosk do brwi i konturówka domyły się bez problemu. I to po pierwszej próbie zrobienia tego.
Oczy nie szczypały ani nie zrobiły się czerwone - to duży plus preparatu do demakijażu, bardzo często zdarzało mi się, że po zmyciu makijażu oczu łzawiłam przez dobrych kilka minut. Tu tego nie ma.
Tragedią jest jednak próba zmycia makijażu twarzy - może to kwestia tego, że moim podkładem jest Revlon Colorstay. Gęsty i dobrze kryjący. Fakt jednak faktem, że żaden z używanych przeze mnie do tej pory kosmetyków do mycia twarzy nie zmywał go sam z siebie, zawsze trzeba było się trochę namasować.
Tutaj jednak jest zdecydowanie gorzej - gdybym próbowała zmywać twarz z podkładu "bez pocierania", tak, jak rzekomo mogę to zrobić przy użyciu tego produktu, to raczej by mi się to nie udało.
Na zmycie całej twarzy i szyi musiałam zużywać średnio 8,9 wacików nasączonych płynem.
Myślicie, że się poddałam?
Skądże!
Zmywałam tak makijaż dzień w dzień, przez dwa tygodnie - nie wiem, czy tak bardzo wzięłam sobie do serca słowa Pani Doktor, czy po prostu jestem z natury istotą wytrwałą. W każdym razie - skóra zaczęła wracać do siebie. To, czego nie udało mi się domyć domywałam moim płynem bakteriostatycznym Pharmaceris.
Twarz po użyciu płynu nie lepiła się, nie szczypała, nie była zaczerwieniona, powoli zaczęła być bardziej nawilżona.
Ciężko jest mi stwierdzić, w jakim stopniu była to zasługa tego płynu, a w jakim tego, że rzeczywiście zrezygnowałam z mycia twarzy wodą. Dodam też, wyprzedzając trochę linijki tego posta, że po każdej aplikacji płynu smarowałam twarz nowo zakupionym kremem do twarzy, więc być może poprawa stanu mojej cery jest zasługą jego, a nie płynu micelarnego.
Niemniej - na pewno płyn mi nie zaszkodził, gdybym nie używała mojego podkładu, to być może lepiej oceniałabym też samo działanie demakijażujące płynu Mixy.
Bez wątpienia jednak stosując ten płyn dwa razy dziennie przestałam czuć towarzyszące mi do czasu jego zakupu i występujące każdorazowo po umyciu uczucie ściągnięcia skóry twarzy.
Kosmetyk oceniam na 4 - odjęłam mu trochę moich prywatnych kosmetycznych punktów za:
-słabe radzenie sobie z makijażem twarzy
-bardzo niewygodną pompkę
-nadużycie w opisie (ten glikol!)
Produktu używam nadal, ale teraz wyłącznie rano, po nocy. Tak, jeszcze mi coś zostało ;) chociaż zapewne doskonale wiecie, jak niewiele go jest, skoro na jedno zmycie makijażu potrzebowałam tylu wacików ;) wydajność tego płynu jest moim zdaniem dość dyskusyjna...
Jak tylko uporałam się ze stanem mojej cery zakupiłam do codziennego, wieczornego, demakijażującego mycia żel oczyszczający do skóry tłustej (bo raczej w stronę miejscowego przetłuszczania się zmierza moja skóra, kiedy jest w stanie normy) Fitomedu - póki co jestem nim zachwycona: nie przesusza, nie ściąga, nie piecze i nie podrażnia, a przy tym wspaniale oczyszcza. Nie muszę już więc męczyć się ze zmywaniem podkładu ;)
Podsumowując: polecam preparat tym wszystkim, którzy i które szukają preparatu do oczyszczania naprawdę suchej skóry twarzy (bez użycia wody), jednak nie namawiam Was do niego usilnie, jeśli codziennie nakładacie makijaż. Samo działanie demakijażujące może Was nie zachwycić.
Preparat nie podrażnia oczu, nie powoduje powstawania zaczerwienień na skórze twarzy.
----------------------------------------------------------------------------------
Lekki krem nawilżający 24 h - przeciw błyszczeniu; skóra normalna i mieszana.
Szczerze mówiąc - nie spodziewałam się tego, że będę nim aż tak zachwycona!!!
Stan mojej ekscytacji działaniem tego kremu osiągnął już taki poziom, że gotowa jestem zdradzić z nim na stałe używany przeze mnie do tej pory krem Pure Perfection Sensilisu.
Dlaczego?
Krem doskonale poradził sobie z nawilżeniem mojej przesuszonej, popękanej skóry twarzy.
Od razu po aplikacji cera była miękka i delikatna w dotyku - nie udało się to nawet aptecznej, recepturowej maści z witaminami A i E. Po wchłonięciu się maści skóra nadal była szorstka.
Ten krem - moim zdaniem - zdziałał cuda!
Po regularnym, dwutygodniowym używaniu moja twarz znowu wyglądała normalnie (suche, szorstkie place na kościach policzkowych zniknęły już po kilku dniach), a przy tym:
- nie przetłuszczała się
- pory nie zostały zapchane
- nie pojawiły się ŻADNE wągry i zaskórniki
- bez problemu mogłam i mogę nadal nakładać zaraz po posmarowaniu się kremem podkład, róż i puder
- krem doskonale nadaje się zarówno na dzień i na noc
- bardzo szybko się wchłania!
- pięknie pachnie: trochę mydlanie, a trochę jak krem do tortu, po części przypomina zapach kultowego w niektórych kręgach kremu Nivea (jednak zapach kremu nie ulatnia się szybko, utrzymuje się na twarzy jeszcze przez jakąś godzinę od aplikacji - dla mnie to nie problem)
Niestety - domyślam się, że część z Was nie sięgnie po niego za żadne skarby, bo skład wygląda następująco (u dołu zdjęcia jest rubryka "Ingredients"):
Wysoko w składzie są gliceryna, alkohol i silikon.
U końca - benzoesan. Krem jest też perfumowany.
Na drugim miejscu składu znajduje się gliceryna - jest kilka szkół kosmetologicznych które twierdzą, że gliceryna na skórze w duże mrozy może się nie do końca sprawdzać (bo może powodować pękanie skóry). Ja bym się jednak nie dała zwariować, biorąc pod uwagę, że duża część dorosłych kobiet i tak wykonuje makijaż twarzy (nawet zimą), więc w pewien sposób zabezpiecza cerę przed bezpośrednim działaniem mrozu i wiatru na posmarowaną kremem z gliceryną skórę.
Gliceryna ma być jednak siłą tego kosmetyku, jak i całej gamy "smarowideł" Mixy - jej działanie łagodzące i nawilżające dyskusji nie ulega.
Jak wspominałam w recenzji kremu Pure Perfection firmy Sensilis - ja nie jestem wrażliwa na chemię kosmetyczną w preparatach innych, niż te do pielęgnacji włosów, więc taki skład nie wzbudza we mnie furii.
Sądzę jednak, że skład ma kilka zalet - brak parafiny i oleju mineralnego oraz zawartość miedzi (reguluje ona wytwarzanie sebum) i wyciąg z aloesu (łagodzi, nawilża). Nie zawiera PEGów ani parabenów.
Ja nie mam kłopotów z zapychaniem się porów skóry twarzy, nie przeraża mnie więc zawarty w tym kremie silikon.
Jeśli jednak jesteście na takie rzeczy wrażliwe - nie będę Was do tego kosmetyku namawiała, chociaż uważam, że za taką cenę - bez promocji 18 złotych - można go spokojnie wypróbować (dziewczyny na wizażu skarżą się na rzekomo powstałe po używaniu tego produktu ropne krosty - nie wierzę w to, bo po kremach Nivei albo Eveline powinny stracić skórę na twarzy, a większość z nich zapewne w tego typu kosmetykach gustuje, ja jestem zdania, że stan naszej skóry, zwłaszcza negatywny, jest w większym stopniu związany z tym, jak twarz oczyszczamy - sama miewałam różne skórne niespodzianki po niedbałym zmywaniu makijażu, więc jeśli ktoś nie domyje twarzy a potem nawali na nią pół słoika albo tubki kremu, to niech się nie dziwi, że mu syfy wyskoczyły...).
U mnie - sprawdził się naprawdę bez zarzutów.
Jedyne, co mi w nim średnio odpowiada, to wydajność.
Minął niecały miesiąc (cały minie za kilka dni) od jego zakupu, a mój krem prawie się skończył.
Może jestem sobie sama winna, bo pachnie i wchłania się tak ładnie, że często nakładam go sporo, ale nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby tubka 50 ml skończyła się tak szybko.
Widocznie wszystkie kosmetyki Mixy mają problemy z wydajnością ;)
Kupię go jednak ponownie, bo jest fantastyczny!
Producent obiecuje na opakowaniu nawilżenie i ukojenie skóry twarzy i poprawę jej wyglądu.
W moim odczuciu te obietnice zostały całkowicie spełnione i nie mam do działania kosmetyku żadnych zastrzeżeń.
Krem nie spowodował też u mnie nadmiernego wytwarzania sebum na przetłuszczających mi się często partiach twarzy - pomimo swojej bogatej, dość gęstej konsystencji.
Przez pierwsze dwie noce stosowałam produkt także jako maseczkę - nakładałam bardzo grubą warstwę i szłam spać.
Nic mi się nie stało, nie wyskoczyły mi pryszcze i nadal żyję.
Jeśli kupiłyście ten krem lub będziecie planować jego zakup, a Wasza skóra aktualnie jest bardzo przesuszona - polecam tę metodę, gwarantuję, że nie zaszkodzi ;)
Oceniam produkt na 5-
minus za wydajność, bo trochę mnie zawiodła ;)
Bardzo dawno żaden kosmetyk nie zachwycił mnie w takim stopniu, jak ten niedrogi kremik!
Myślę, że z powodzeniem mogą wypróbować go te i ci z Was, które i którzy borykają się z problemem miejscami tłustej, a miejscami suchej skóry twarzy.
U mnie sprawdził się nawet przy ekstremalnym przesuszeniu, więc sądzę, że przy mniejszych kłopotach też pomoże :)
-------------------------------------------------------------------------------------------
Balsam do ciała - Regeneracja.
Do skóry bardzo suchej i ekstremalnie suchej.
10 % nawilżającej gliceryny.
Ten balsam sprawił, że pożegnałam się z pomrozową tarką, jaką mogłam podziwiać w czasie skrajnie minusowych temperatur na swoich łydkach, pośladkach i ramionach.
Nie celowałam nim jednak jedynie w te partie - smarowałam nim wszystko od kostek po piersi ;P
Przyznam szczerze, że sprawiło mi to nie lada kłopot, bo balsam jest naprawdę bardzo gęsty.
Spróbujcie taki gęsty kosmetyk przepchnąć przez tę "uroczą" pompkę ;)
Pompka zapycha się po dwóch naciśnięciach.
Spasowałam więc i wytrząsałam balsam - odkręcając uprzednio pompkę ;)
Balsam jest średnio wydajny, żeby posmarować jedną nogę musiałam "nabierać" porcję balsamu dwa razy.
Tę niewygodę jednak w pełni zrekompensował mi fakt, że po posmarowaniu skóra była miękka, gładka i miła w dotyku przez cały dzień!
A nawet i kolejnego dnia rano, jeśli zmorzył mnie sen i nie wykąpałam się wieczorem ;)
Po kąpieli skóra też nie była sucha i ściągnięta.
Minęło łuszczenie.
A tutaj to, co pisze o produkcie producent/dystrybutor:
Hmmmm... Kleić, to ten balsam na pewno się nie klei. I bardzo szybko się wchłania.
Rzeczywiście - nie pobrudził mi żadnego ubrania.
Nawet czarnego.
Ale...
Balsam zostawia (do czasu zmycia go wodą) lekki, nieco tłustawy film na skórze.
Ponieważ ja stosowałam go w czasie okropnego wysuszenia skóry mojego ciała uczucie lekkiej tłustości było z mojej strony mile widziane ;)
Wcale mi to nie przeszkadzało.
Lojalnie ostrzegam - to wrażenie tłustości skóry po użyciu balsamu Mixy jest dość spore, jeśli tego nie lubicie nie sięgajcie po ten produkt.
Skład balsamu budzi wzbudzi pewnie najwięcej kontrowersji z Waszej strony - mamy tu zarówno parafinę, jak i olej mineralny, petrolatum, alkohol i silikon.
Żeby zabezpieczyć się przed potencjalnym negatywnym działaniem silikonu i parafiny na moją skórę podczas każdej kąpieli i prysznica, zmywając z siebie balsam, wykonywałam dokładny peeling całego ciała, żeby odetkać pory skóry, które mogłyby się zapchać (bo niektóre mi się pozapychały - pojawiło się kilka krostek na udach, ale te krostki były dla mnie niczym w porównaniu do suchej i łuszczącej się skóry, z którą zmagałam się przed jego używaniem).
Teraz, kiedy moja skóra wygląda już zdrowo i normalnie smaruję tym balsamem tylko ręce i łydki.
Na pewno z niego nie zrezygnuję - balsam zastąpił w moje łazience recenzowany tu w styczniu balsam od Eveline.
Jednak nie polecam go na dłuższe stosowanie na skórę całego ciała - jeśli Wasza skóra nie wymaga takiej intensywnej pielęgnacji nawilżającej i natłuszczającej może być dla niej za ciężki.
Szperając w internecie i szukając blogowych recenzji tego kosmetyku znalazłam bloga, którego autorka polecała ten kosmetyk po opalaniu.
Podobno działa cuda także na skórę podrażnioną nadmiernymi kąpielami słonecznymi ;)
Będę o tym pamiętała latem ;P
Daję kosmetykowi mocną 4.
Piątki nie postawię za średnią wydajność i okropną pomkpę
Obietnice producenta, jakoby balsam miał leczyć podrażnienia wywołane przesuszeniem okazały się w moim wypadku prawdą.
Kosmetyk zrobił, co miał zrobić, więc nie mam za co go nie lubić :)
Wart uwagi jest też stosunek ceny do ilości produktu - zapłaciłam 22 złote za 400 ml!
Ufffff, trochę się rozpisałam, pisałam tego posta prawie dwie godziny ;P
Ale udało się!
Jestem z siebie dumna ;P
Podsumowując - kosmetyki Mixy zaskoczyły mnie swoim działaniem.
Zaskoczyły pozytywnie.
Kupiłam je w ciemno i szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż tak fajnych efektów.
A Wy? Macie jakieś doświadczenia z preparatami tej marki?
Pozdrawiam Was serdecznie i ściskam - Wasza Mar!
P.S. 10 000 wejść na bloga! Dziękuję Wam serdecznie za to, że ze mną jesteście :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.









