Kobiety chcą być traktowane jak suki – o sukcesie 50 twarzy Greya
Zobacz oryginał pon., 23/02/2015 - 16:55„50 Twarzy Greya” zarobił 300 mln w pierwszy tydzień, i choć krytyka miażdży film, wszyscy szturmują do kin. „Najgorszy film w historii!”, „Totalne ścierwo”, „Syf, kiła i orzeszki”, „po raz pierwszy wyszłam z kina w trakcie filmu” – takie recenzje tylko nakręciły moją ciekawość: najgorszy film w historii? Muszę to zobaczyć!
Niestety, trochę zawiodłam się. Film genialny nie jest, ale bez przesady – na najniższą ocenę nie zasłużył. Jest nudny, to fakt, ale zdjęcia i muzyka są naprawdę dobre. No i sceny łóżkowe, które na fanach panny Grey pewnie wrażenia nie zrobią, jednak nie można im odmówić choć odrobiny pikanterii.
Czym wytłumaczyć sukces „50 twarzy Greya”, obśmiewanego przez krytyków, tak filmowych jak i literackich? Kiedyś ideałem miłości były bajki o kopciuszku czy małej syrence, gdzie pojawiał się książę, o którym wiedzieliśmy tylko tyle, że jest bogaty i że ma białe zęby. Zauważyliście, że w dzisiejszych bajkach postaci z są bardziej wyraziste, czasem wręcz niegrzeczne, ale… Właśnie za to je kochamy? Ostatnia księżniczka Disneya wyszła za złodzieja poszukiwanego listem gończym, przedostatnia… No dobra, zostaje księżniczką po poślubieniu księcia, który de facto chciał ją wykorzystać (no umówmy się, jak inaczej nazwać żabę, która namawia do pocałunku?) Nijak to się nie ma do Eryka z Małej Syrenki czy Księcia ze wspomnianego wyżej Kopciuszka (który jest tak miałki, że przez cały film nie pada nawet jego imię – jest tylko „Prince Charming”. Ogarniacie? Nie ma niczego bardziej smutnego niż bycie bezimienną główną postacią w filmie).
No więc co, jeśli współczesny kopciuszek chce być traktowany jak suka? Nie mówię tu o patologii, choć granica między zabawą a znęcaniem się nad kimś jest dość cienka, to jednak każdy powinien umieć określić swoją, nawet metodą prób i błędów. I oczywiście dać znać partnerowi, gdzie ta granica jest. No c'mon, chyba o to chodzi w związku, żeby rozmawiać też na tematy tabu? Panie nadal marzą o księciu, który przyjedzie pod okno na białym koniu, który najpierw zaśpiewa serenadę pod oknem, a potem wejdzie przez to okno, przygwoździ brutalnie do ściany i zacznie pieprzyć. W dobie internetu, który jest jednym wielkim porno hubem, zwykły seks… Już się znudził.
Dziś kobiety mają inne pragnienia – chcą brutalnego seksu, siniaków (te akurat mogą sobie same dostarczyć podczas wyuzdanych zajęć pole dance) czy wampirzych kłów na szyi. Facetów tajemniczych, z mroczną przeszłością, którzy wywołują silne emocje. I nie dziwię się – mnie samą to podnieca i nie mam problemu z mówieniem o tym, ale nie dziwi mnie, że większość kobiet ma – zwłaszcza te nauczone, że jak już, to tylko na misjonarza i po ciemku, bo inaczej to Bozia patrzy i jej się to nie podoba.
Dziwi mnie ta fala hejtu i krytyki – zewsząd słyszę, że film jest słaby, że książka to grafomaństwo, a jednak w jakiś sposób znalazła się na liście bestsellerów. Czy to jest tak, jak z "Miłością na bogato" (o jak bardzo bogato), które każdy oglądał dla beki, czy może jak "Pudelek": każdy czyta, nikt się nie przyznaje? Czasem mam wrażenie, że część hejtu wynika z uprzedzeń, a przede wszystkim – z chęci postawienia siebie w wyższej pozycji. Na grupach miłośników fetyszu mnóstwo osób krytykowało film jeszcze przed premierą. "O, znajdą się teraz miłośnicy fetyszu". "O Boże, teraz masa rzuci się na pejczyki i palcaty z logo filmu", "O rany ale żenua, porno w wersji soft" „O matko, koło prawdziwego BDSM to to nawet nie stało, mnie by też nie stanął”. Co w tym złego, jeśli taki film zainspiruje kogoś do odpalenia fajerwerków w sypialni? Czy na eksperta można się pozycjonować tylko poprzez hejt na "laików"? Czy bycie laikiem jest czymś złym? Do cholery jasnej, dlaczego tylko ktoś, kto zjada w całości papryczkę chili ma być tru, a fani czosnkowego tabasco to słabeusze i dzieciaki? Brzmi jak gimnazjalny konflikt między "metalami" którzy słuchają Iron Maiden, śmiejącymi się z dzieciaków w koszulkach Nickelback. Nawet, jeśli sami słuchają tego samego.
Niech i będzie, że film mi smakował, jak lekko pikantne chili con carne. Z kina nie wyszłam rozczarowana, bo wiedziałam, na co się piszę i że nie będzie to ambitne kino. I cieszę się, że BDSM wkradł się do kultury masowej, nawet, jeśli w nieco udziwnionej formie – jeśli komuś to sprawia przyjemność, o której wcześniej nie wiedział, to nie widzę w tym niczego złego.
(foto: sharyn morrow, https://www.flickr.com/photos/sharynmorrow/; Adam Rhoades, https://www.flickr.com/photos/adamrhoades/3815521864
Post Kobiety chcą być traktowane jak suki – o sukcesie 50 twarzy Greya pojawił się poraz pierwszy w Blog o modzie.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.





