Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Kolor karmelowy (zwany z angielska najczęściej wcale nie karmelowym a "camelowym", wielbłądzim) modny jest okresowo.
Zdjęcia z dzisiejszego posta to kolejne po wpisie z warkoczem i po wpisie z zieloną maksi, które zrobiliśmy wraz z Leszkiem nad zbiornikiem retencyjnym "Zgierska".
Trochę przypadkowo wybraliśmy na plener właśnie to miejsce (w moim ukochanym Parku Julianowskim było już zbyt ciemno), a teraz nie wyobrażam sobie, że mogłyby powstać gdzieś indziej.
Jeśli jesteście z Łodzi i szukacie ciekawych miejscówek do fotografowania, to z całego serca polecam Wam ten teren - właśnie teraz, we wrześniu!
Teraz te wszystkie wcześniej jednakowo zielone krzaki i chaszcze kwitną wielobarwnie i efekt (zwłaszcza jeśli Wasz obiektyw rozmywa tło!) jest naprawdę przyjemny dla oka :)
Poza tym jest tam kilka ładnych mostków i alejek, a ludzi kręci się zdecydowanie mniej niż w parkach ;)
W chwili kiedy czytacie ten post jestem wraz z Leszkiem w Częstochowie.
Z Paulą się nie zobaczyłam, bo wyjechała (farciara!) na swój zagraniczny urlop i smaży się zapewne na jakiejś rajskiej plaży, ale i tak wrażeń mi nie brakuje - nasi częstochowscy przyjaciele opiekują się stadkiem malutkich kotków.
A że ja kotki uwielbiam, to ciągle przy nich siedzę i piszczę z zachwytu.
Zapewne w godzinę wyjazdu będę zmuszała Leszka do tego, żebyśmy jednego zabrali ze sobą do Łodzi ;P
Trzymajcie się ciepło - Mar przesyła Wam moc niedzielnych uścisków!
Pamiętajcie o moich profilach na:
INSTAGRAMIE
FACEBOOKU
Karmelowa marynarka
Zobacz oryginał ndz., 18/09/2016 - 10:29Marynarki w kolorze karmelu poszukiwałam jeszcze w czasie moich pierwszych studiów.
Dawno, dawno temu to było - mniej więcej pięć lat temu.
Kolor karmelowy (zwany z angielska najczęściej wcale nie karmelowym a "camelowym", wielbłądzim) modny jest okresowo.
Są takie lata, że nie uświadczy się go w sklepach wcale i takie, gdy zalewa je od podłóg po sufity magazynów.
Wtedy akurat był na niego szał i w karmelowych marynarkach mogłam naprawdę przebierać.
Tyle, że wszystkie dostępne w sklepach modele nie do końca mi się podobały.
Nosiło się wtedy nieco inne marynarki - takie trochę bardziej męskie, obszerne i dłuższe, zakrywające pas.
Wcale nie oversize'owe - gdyby one były oversize'owe, to miałabym ich całą szafę.
Takie zwyczajnie niezgrabne, no.
I koniecznie z pasiastą podszewką, którą chętnie pokazywało się światu - podwijając marynarkom rękawy.
Tych pasiastych podszewek nie cierpiałam szczerze - aczkolwiek i tak jedną tak właśnie podszywaną marynarkę przytargałam do domu.
Czarną. Bo żadnej innej czarnej marynarki wtedy nie miałam.
Odpuściłam sobie wówczas ten zakup karmelowej marynarki i pomyślałam, że prędzej lub później upoluję taką, która spodoba mi się z miejsca.
Nie pierwszą lepszą.
Opłacało się "trochę" poczekać ;)
Moją wymarzoną karmelową marynarkę znalazłam pomiędzy wieszakami z przecenioną odzieżą wierzchnią w H&M'ie w łódzkiej Manufakturze w czasie tegorocznych letnich wyprzedaży - kosztowała mnie 30 złotych.
Nie wiem jakim cudem udało jej się uchować do końca wyprzedaży (zwykle małe rozmiary rozchodzą się zanim "sejle" zdołają się na dobre rozkręcić), ale cieszę się z tego, bo spadła mi z nieba - jest marynarką idealną.
Chociaż nie jest obcisła (bo leży na ciele dość luźno), to jednak trochę ją staliowano.
Nie ma guzików (zapinane na guziki marynarki akceptuję tylko wtedy, gdy zapięcie jest dwurzędowe) ale ma za to wypchane, poduszkowe ramiona (a ja to bardzo w marynarkach lubię!) i rękawy bez trudu dające się zbluzować.
No i brak w niej pasiastej podszewki ;)
Nie ma guzików (zapinane na guziki marynarki akceptuję tylko wtedy, gdy zapięcie jest dwurzędowe) ale ma za to wypchane, poduszkowe ramiona (a ja to bardzo w marynarkach lubię!) i rękawy bez trudu dające się zbluzować.
No i brak w niej pasiastej podszewki ;)
To chyba jedyna moja bezdyskusyjnie elegancka marynarka, którą naprawdę lubię nosić - a to prawdziwy sukces, bo wiecie jak to u mnie z tą elegancją zwykle bywa.
Parzy mnie i gryzie.
Parzy mnie i gryzie.
Marynarka pasuje mi do naprawdę wielu ubrań - do wszelkich białych i czarnych koszul, do rozmaitych bluzek i do body pokazywanego Wam w poprzednim wpisie.
Fajnie gra z każdymi niemal spodniami, które posiadam.
Ze spódnicami również.
Ale najbardziej podoba mi się w towarzystwie tej jednej, konkretnej koszuli!
Koszula nigdy nie trafiłaby do mojej szafy, gdyby nie Moja Paula z bloga Moda i Takie Tam.
To do niej wcześniej należało to cudo.
Ja weszłam w jego posiadanie przy okazji naszej wymiany ubrań.
Do dziś nie wiem, dlaczego Paula zdecydowała się pozbyć takiej pięknej rzeczy - koszula jest niesamowicie kobieca, a przy tym subtelna i dzięki temu piórkowemu printowi z miejsca przywodzi na myśl klimaty boho.
No i ta kokarda!
No i ta kokarda!
Chociaż piekielnie trudno ładnie ją zawiązać, bo materiał koszuli jest ciężki i sztywny.
Ale dla chcącego nic trudnego ;)
Do tego kompletu wystarczy dodać jakieś czarne spodnie i całość nabiera dość eleganckiego charakteru.
Nawet, gdy zamiast szpilek postawię na mokasynowe baleriny.
Powiem więcej - szpilki wcale nie wyglądałyby tu dobrze ;)
Odebrałyby stylizacji ten urok dziewczęcości, którego przydają jej te piórka na koszuli.
A ja za tę dziewczęcość lubię ten zestaw najmocniej!
(dlatego jeszcze dodatkowo podkreśliłam ją kucykami - nie mam ich na wszystkich zdjęciach, bo moje włosy są jakieś takie śliskie i wszelkie gumki zawsze szybko mi się z nich zsuwają ;P)
(dlatego jeszcze dodatkowo podkreśliłam ją kucykami - nie mam ich na wszystkich zdjęciach, bo moje włosy są jakieś takie śliskie i wszelkie gumki zawsze szybko mi się z nich zsuwają ;P)
Kapelusz - H&M
Koszula - Peperuna (od Moda i Takie Tam)
Marynarka - H&M
Spodnie - H&M
Listonoszka - H&M
Baleriny a'la mokasyny - Deichmann
Zdjęcia z dzisiejszego posta to kolejne po wpisie z warkoczem i po wpisie z zieloną maksi, które zrobiliśmy wraz z Leszkiem nad zbiornikiem retencyjnym "Zgierska".
Trochę przypadkowo wybraliśmy na plener właśnie to miejsce (w moim ukochanym Parku Julianowskim było już zbyt ciemno), a teraz nie wyobrażam sobie, że mogłyby powstać gdzieś indziej.
Jeśli jesteście z Łodzi i szukacie ciekawych miejscówek do fotografowania, to z całego serca polecam Wam ten teren - właśnie teraz, we wrześniu!
Teraz te wszystkie wcześniej jednakowo zielone krzaki i chaszcze kwitną wielobarwnie i efekt (zwłaszcza jeśli Wasz obiektyw rozmywa tło!) jest naprawdę przyjemny dla oka :)
Poza tym jest tam kilka ładnych mostków i alejek, a ludzi kręci się zdecydowanie mniej niż w parkach ;)
W chwili kiedy czytacie ten post jestem wraz z Leszkiem w Częstochowie.
Z Paulą się nie zobaczyłam, bo wyjechała (farciara!) na swój zagraniczny urlop i smaży się zapewne na jakiejś rajskiej plaży, ale i tak wrażeń mi nie brakuje - nasi częstochowscy przyjaciele opiekują się stadkiem malutkich kotków.
A że ja kotki uwielbiam, to ciągle przy nich siedzę i piszczę z zachwytu.
Zapewne w godzinę wyjazdu będę zmuszała Leszka do tego, żebyśmy jednego zabrali ze sobą do Łodzi ;P
Trzymajcie się ciepło - Mar przesyła Wam moc niedzielnych uścisków!
Pamiętajcie o moich profilach na:
INSTAGRAMIE
FACEBOOKU
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



















