Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Kapelusz G by Baczyńska i kolory jesieni

Zobacz oryginał

Nigdy nie miałam nic przeciwko współpracom projektantów z sieciówkami i sklepami nie do końca kojarzącymi się z luksusem, z jakim kojarzy się samo słowo "projektant".
Może dlatego, że wychodzę z prostego założenia: to każdego sprawa, jaki biznes plan napisał dla swojego przedsiębiorstwa i na jaką strategię marketingową się zdecydował. Mnie nic do tego.
Sama też wolałabym, żeby postronni nie wtrącali mi się do tego, jak kieruję własną firmą (gdybym taką - rzecz jasna - miała).
Dlatego też tak do pierwszej, jak i do drugiej kolekcji Gosi Baczyńskiej wprowadzonej przez nią do sieci drogerii Rossmann (pod nazwą G by Baczyńska) podeszłam nie z pogardą, nie ze współczuciem, a z zaciekawieniem - traktując ją jak każdą inną kolekcję ubrań będącą w zasięgu mojego wzroku i portfela.


Park-Ocala%25C5%2582ych-%25C5%2581%25C3%

Prawda jest taka, że choć moda na modę trwa i zostanie projektantem oraz znalezienie rynku zbytu dla projektanta tego wytworów jest dziś o wiele łatwiejsze niż jeszcze dziesięć czy piętnaście lat temu (ale nie sądzę, żeby było to typowe tylko dla biznesów modowych - w przeciągu tych dziesięciu minionych lat rozwinęła się przecież sprzedaż internetowa i przeciętny Polak korzysta z internetu z dużo większą biegłością, a to zdecydowanie ułatwia każdemu przedsiębiorcy znalezienie klienta!), to Polacy jako zbiorowość nie traktują ubrań jako priorytetu i niechętnie przeznaczają na nie duże sumy pieniędzy. Nawet, gdy nimi dysponują (bo kiedy pieniędzy nie mają, to ciężko oczekiwać, że zamiast opłacenia rachunków wybiorą zakup drogich butów).

O tym, dlaczego tak jest pośrednio (bo bezpośrednio o luksusie szeroko pojętym) dyskutowałyśmy niedawno u Soni (Sonii? zawsze mam problem z odmianą tego imienia, niech mnie Sonie uświadomią, jak powinno się ich imię odmieniać - językoznawcy rozkładają tu ręce) z bloga Jeans Please - tu, tu i tu znajdziecie tę dyskusję, polecam Wam jej prześledzenie. Może dorzucicie do niej swoje zdanie?

Nic więc dziwnego, że projektanci próbują szukać nowych sposobów na dotarcie do nabywców swoich produktów i na zaistnienie w nabywców tych świadomości - nawet, jeśli oznacza to konieczność obniżenia jakości i cen. Skoro się na to decydują, to przypuszczam, że zabieg ten jakoś im się opłaca. Moja mama (która o projektantach wie tyle, ile powiedzą w telewizji albo czasem napiszą w internecie) gdyby nie Rossmann nie miałaby nawet pojęcia, że Gosia Baczyńska to projektantka. Teraz już wie, czym Pani o tym nazwisku się zajmuje. Sądzę więc, że cel został osiągnięty.

Jeśli mam być szczera, to moim zdaniem projektanci sami sobie są winni, że po chwilowej euforii Polacy trochę się od nich odwrócili i nie są tak skorzy do zostawiania bajońskich często sum w ich butikach.

Dwa lata temu miałam okazję pracować w sklepie, w którym sprzedawano ciuchy i dodatki paru polskich projektantów. I powiem Wam, że wciskanie ludziom spódnicy kosztującej 300 złotych a uszytej tak, że po włożeniu ręki do jej kieszeni puszczają wszystkie szwy nie jest fair. Ludzie nie są głupi. W sieciówkach wyższej klasy raczej się to nie zdarza. Może dlatego, że o sieciówkach można napisać dużo złego, ale na ich liniach produkcyjnych działa chyba coś na wzór kontroli jakości. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym w jakiejkolwiek "lepszej" sieciówce spotkała ciuch krzywo zeszyty, niewykończony i źle leżący już na manekinie.

Tłumaczenia, że jak ma być jeszcze lepiej, to musi być jeszcze drożej nadają się moim zdaniem do wsadzenia w buty - chrzanię to i wybieram sieciówkę, skoro projektant robi mi łaskę i każe płacić sobie sto złotych więcej za prosto wszyty suwak ;>

ponczo-w-krate-blog.jpg
Ubiegłoroczną kolekcję Gosi Baczyńskiej dla drogerii Rossmann zlustrowałam z uwagą, ale niczego dla siebie w niej nie znalazłam - pamiętam, owszem, że spodobał mi się tam jeden sweter (trochę ponczo a trochę narzutka), ale nie zdecydowałam się go kupić.

Zasadzałam się też na jakieś rękawiczki, tyle że sprzątnięto mi je sprzed nosa, a kiedy pojawiły się potem na jakiejś rossmanowej wyprzedaży, to już ich nie potrzebowałam.

Zupełnie inaczej rzecz miała się z kolekcją tegoroczną - jeszcze przed jej premierą moją uwagę zwróciły bardzo ładny kapelusz i kamizelka ze sztucznego futerka.

stylizacja-z-kapeluszem-blogerka.jpg
Początkowo nie sądziłam, że zdecyduję się je kupić, ale kiedy kolekcja trafiła wreszcie do sprzedaży i miałam możliwość popatrzeć na te rzeczy "na żywo", to bez wahania wrzuciłam je do drogeryjnego koszyka.

Niczego im nie brakowało, ich ceny i jakość były takie same jak w wypadku rzeczy, które zazwyczaj kupuję, a wobec kamizelki zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że tak porządnie wykonanej nie znalazłabym w sieciówce za takie niewielkie pieniądze.

Wszystkie te sztuczne futerka zwykle muszą kosztować około 200 złotych, żeby nie wyglądały tandetnie.

teczka-vintage.jpg

Kamizelkę zamierzam pokazać Wam wkrótce, dziś za to prezentuję Wam kapelusz :)

portret-w-kapeluszu.jpg

To już szósty kapelusz w mojej kolekcji i znając mnie na pewno nie ostatni.

Różni się jednak od moich pozostałych kapeluszy tym, że jest taki... bardzo kobiecy :)

No dobrze, mój kapelusz z wielkim rondem też jest bardzo kobiecy, ale właściwie już go nie noszę, bo źle się w nim czuję ;P

Ten natomiast odpowiada mi w stu procentach - bardzo fajnie wypada tak w zestawach eleganckich (biała koszula, żakiet, ta futrzana kamizelka właśnie!), jak i w nonszalanckim nieco boho.

stylizacja%2Bna%2Bjesie%25C5%2584.jpg

Tu widzicie go w towarzystwie innego mojego nowego nabytku, o którym wspominałam Wam w poprzednim poście, przy okazji kwęku na długi czas oczekiwania na przesyłkę z C&A - to właśnie to cudo zamówiłam razem z grubym paskiem: kraciaste ponczo.

Ponczo trochę inne od wielu, które mam w szafie, bo wykonane z cienkiego, "szalikowego" materiału i wciągane przez głowę.

stylizacja-na-jesie%25C5%2584-trendy.jpg

Ten cienki materiał może być - oczywiście - dużym poncza minusem, bo na zimne dni na okrycie wierzchnie to ono się raczej nie nada.

Ale sprawdzi się jako narzutka na kurtkę czy płaszcz.
I jako zastępca swetra, jeśli zazwyczaj sweter zakładamy w pracy czy w domu na bluzkę lub koszulę.

Z doświadczenia wiem, że grube swetry i narzutki powodują czasem dyskomfort, jeśli siedzimy w nich w pomieszczeniu.

Człowiek się poci, coś go gryzie i uwiera - takie cienkie ponczo uwalnia od tych nieprzyjemnych doznań ;)

12a.jpg
Ten post jest kolejnym, w którym powracają moje musztardowe spodnie - spodnie, których przynależności gatunkowej nadal nie jestem pewna.

Kupowałam je jako bryczesy, bo dół ich nogawki jest dopasowany i opinający łydkę, a okolica bioder luźna.

Jednak po iluś tam pokazaniach ich w blogosferze przekonałam się, że ogół za bryczesy uznaje coś innego.

Nie nazwę ich spodniami baggy, bo aż tak obniżonego kroku nie mają.
Niech będzie, że to są po prostu "spodnie". I tyle.

jesienna-stylizacja-blogerka.jpg
Noszę te portki najchętniej w chłodne miesiące, bo najbardziej podobają mi się w połączeniu z oficerkami (a poza tym musztarda to kolor jesieni! ja noszę musztardową żółć cały rok, ale jesienią lubię ją najbardziej - zestawiona z rudościami całkowicie wtapia się w kolory plenerów, w których się ją nosi!). Owszem - zestawiam je też z niskimi butami, ale to zawsze wymaga ode mnie wysiłku. Przy płaskim obcasie sylwetka nie wygląda w nich najkorzystniej, a z kolei wsadzić tych ich wąskich co prawda nogawek w cholewkę butów takich jak sztyblety nie da się tak łatwo. Wystają, marszczą się - ja tego nie cierpię.

Dlatego oficerki. Klasyczne, przed kolano - chociaż poważnie rozważam kupno muszkieterek. Mam jedne, ale ich nie noszę, bo ich cholewka pogrubia mi nogi. Chciałabym sprawić sobie muszkieterki z cholewką dopasowaną, opinającą łydkę - ale te najczęściej występują w sklepach w wersji dla tirówek, czyli na szpilce ;)

Znalazłam jedne fajne muszkieterki na Zalando, w dodatku w jakiejś mega promocji, jednak trochę przerażają mnie opinie wystawione im przez użytkowników - podobno rozbieżność między zdjęciem na stronie a realnym wyglądem butów jest taka, jakby porównywać yorka do amstaffa. Trochę nie chce mi się w to wierzyć, bo ja buty na Zalando kupuję często i taka sytuacja jeszcze mi się nie trafiła. Zobaczymy, na czym stanie - pewnie je kupię. Na szczęście zwroty w Zalando są dość proste...

ponczo-w-krat%25C4%2599-C%2526A.jpg

Kapelusz - G by Baczyńska (Gosia Baczyńska dla sieci drogerii Rossmann)
Szalik - SinSay
Ponczo w kratę - C&A
Teczka vintage - no name (Second Land)
Rękawiczki - no name
Musztardowe spodnie - no name (Butik Nashe - Zgierz, ul. Parzęczewska)
Skórzane oficerki - Lasocki (dla CCC)

ponczo-na-jesie%25C5%2584-blog.jpg

Zdjęcia z dzisiejszego wpisu zrobiliśmy w miejscu, w którym jeszcze nas nie było, chociaż mieszkamy z Leszkiem dosłownie tuż obok niego - w Parku Ocalałych.

To chyba najpiękniejszy i najbardziej zadbany łódzki park. Na pewno najmłodszy. Został otwarty 30 sierpnia 2004 roku, z inicjatywy ówczesnego Prezydenta Miasta Łodzi - Jerzego Kropiwnickiego. Data ta nie była przypadkowa - to data upamiętniająca 60. rocznicę likwidacji łódzkiego getta istniejącego w okupowanej przez Niemców Łodzi w latach 1940 - 1944.

Ideą przyświecającą utworzeniu Parku (zlokalizowanego na obszarze przylegającym w czasie wojny do terenów, na których umiejscowione było getto) było upamiętnienie osób ocalałych z Holocaustu i które przeszły przez Litzmannstadt Ghetto. Pomysł ten wyszedł od jednej z ocalałych - Haliny Elczewskiej.
Każdy ocalały posadził na terenie parku "swoje" drzewko - drzewek posadzono dokładnie 418. Każde otrzymało tabliczkę z nazwiskiem osoby, która je posadziła. Dziś drzewek jest już trochę więcej :)

Na terenie parku znajdują się Pomnik Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej, Kopiec Pamięci oraz siedziba Centrum Dialogu im. Marka Edelmana.

Wszystkich, którzy interesują się historią oraz architekturą Łodzi i chcieliby poczytać trochę o tym pięknym parku odsyłam na stronę Centrum Dialogu - tutajGorąco do tego zachęcam!

stylizacja-z-ponczo.jpg
Uciekam - mając nadzieję, że dzisiejsze zdjęcia przypadną Wam do gustu.

Dajcie znać, czy Wy skusiłyście się na którąś z rzeczy sygnowanych przez Gosię Baczyńską i dostępnych w Rossmannie.

Jeśli chcecie podzielić się ze mną swoim zdaniem na temat kooperacji projektantów z sieciówkami i dyskontami, to piszcie je śmiało - wiecie, że lubię dyskutować :)

13.jpg

Pozdrawiam serdecznie - Wasza Mar!

15.jpg
ODWIEDŹCIE MNIE NA:



kapelusz-g-by-baczy%25C5%2584ska.jpg
A na koniec wpisu - zdjęcia z Jeżem :)

kapelusz-g-by-baczy%25C5%2584ska-portret
Pana Jeża kupiłam w Biedronce, razem z Panem Żółwiem.

Dojrzałam tam te maskotki dwa tygodnie temu i z miejsca się w nich zakochałam.

I postanowiłam też, że z Jeżem koniecznie muszę mieć zdjęcia! Takie jesienne ;)

No i mam :D

Uwielbiam pluszaki, ale to pewnie Was nie dziwi - wiele razy pisałam tu, że jestem dużym dzieckiem, które nigdy nie dorośnie ;P

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.