Lista blogów » aschaaa
jezioro Titicaca - wyspa Taquile
Zobacz oryginał czw., 24/09/2015 - 19:53Jest 10.05.2015 – niedziela. Jak na niedziele zaczynamy ten dzień dość wcześnie, bo pobudka jest o 6 rano. O 6:20 siedzimy już przy stole na śniadaniu. Nasza „mama” serwuje cos w stylu pancakow – nie powiem dobre te jej peruwiańskie naleśniki. Do tego dżem, po 1 bułeczce dla każdego, muña zalana wodą. Musze tutaj Was ostrzec przed muña. Ta roślina rośnie na wyspach na jeziorze Titicaca. Każdy mieszkaniec może wyjść poza swój dom, zerwać i zaparzyć z niej herbatę. Mieszkańcy wierzą ze ma działanie lecznicze. Jakiekolwiek by ono nie było, pomaga w problemach żołądkowych. I wszystko byłoby super, ale ja jej wypiłam chyba ciut za dużo (co miałam innego pic jak nic nie było? A ze to ma posmak miętowy, a ja lubię miętową herbatę chętnie sięgałam po muñe). Po południu dostałam ostrych boli żołądka, ba! skurczów i skrętów. Ogólnie mało ciekawa sytuacja gdzie wiesz, ze musisz zaraz iść do ubikacji i się szykuje „gruba” sprawa, a wiesz ze w ubikacji nie ma papieru. Ok, masz chusteczki, no ale czy starczy? A jeszcze gorzej, kiedy wiesz ze musisz iść do ubikacji do której po Tobie ustawia się sznur innych osób, a nie ma jak spuścić wody, bo na wyspie nie ma spłuczek? Hmm… no nie śmiej się teraz przed komputerem, w dalszej części postu opowiem Ci jak to dokładnie było.
Ale ok, jemy śniadanko, żegnamy się z naszą gospodynią, robimy pamiątkowe zdjęcie i śmigamy razem z Dimitrij do portu. Jesteśmy jako pierwsi. Trzeba było nas tak poganiać? Z każdym kwadransem port zapełnia się coraz bardziej. Dostajemy sygnał przyzwolenia, by wsiadać na łódź. Chwila pożegnań i uścisków. Naszym celem jest wyspa Taquile, druga bardzo duża wyspa na jeziorze, znajdująca się jakąś godzinę jazdy do Amantani. Po wyjściu z łodzi nasz „kierownik wycieczki” każe nam „iść prosto” nie możemy się zgubić, bo jest tylko jedna droga i ona wije się na około całej wyspy. No wiec idziemy, nie jest lekko bo trzeba wchodzić pod górkę – a ja nie lubię się męczyć jak chodzę. To znaczy ja w ogóle nie lubię się męczyć. No to idziemy i idziemy i dalej idziemy. Calą godzinę – no ja myślałam ze ta wyspa będzie no taka trochę mniejsza… Wreszcie docieramy do dużego placu i tutaj mamy chwile wolnego, żeby moc pokręcić się po okolicy. Peta „znajduje” małą dziewczynkę, która bawi się z boku obserwując z zaciekawieniem wszystkich turystów. Peta „zagaduje” małą – rozmowa polega raczej na wymianie uśmiechów, niż na wymianie zdań, bo przecież w jakim języku? Mała ma może 3latka, ciężko, żeby mówiła cos trochę po angielsku. Mój mąż zaczyna szukać lizaków – no bo przecież on zawsze te lizaki nosi ze sobą. Pech chciał że Dziubi (czytaj jego zona) zjadła po drodze wszystkie. Zabieramy dziewczynkę do stoiska ze słodyczami i napojami – to był w sumie stoł przykryty obrusem. Mała szybko kapuje, że może sobie wybrać co chce, nieśmiało siega po… najmniejszy i najtańszy batonik. Z uśmiechem na ustach pałaszuje go tak szybciutko, jakby się bala, że ktoś jej go zaraz weźmie. Mimo, ze nie chce mieć dzieci i nie odczuwam żadnych instynktów macierzyńskich – taki widok mnie zawsze rozczula.
Po godzinie takie kręcenia się po placu okolicy przychodzi nasz przewodnik i zabiera nas do restauracji. Bardzo fajna malutka restauracja z 3 wielkimi stolami na dworze. Piękny widok i taki spokój. Możemy zamówić zupę i drugie danie. Do wyboru ryba i… zapomniałam co, bo byłam tak napalona na rybę. Do tego do picia munia – orkiestra na żywo – no żyć nie umierać. W czasie, kiedy czekaliśmy na nasze jedzonko sprytnie „przemycono” sposób zarobku dla miejscowych. Najpierw wszedł miejscowy grajek, który śpiewał i grał na harmonijce. Oczywiście płacisz jeśli chcesz i ile chcesz. No ale nie wypada nie wrzucić, prawda? Akurat tutaj nie szkoda mi było wydanych soli – fajnie grał – należało mu się. Później przyszła babeczka, która cos tam wyrabiała. A potem nasz przewodnik opowiadał o różnych zwyczajach na wyspie Taquile. Np. mieszkańcy nie maja lekarstw i lekarzy – leczą się sami, zazwyczaj roślinami zerwanymi z pola. Ich strój tez nie pozostaje obojętny – nieżonaci mężczyźni noszą czerwono-białe czapki z pomponem. Jeśli pompon jest tyłu głowy tzn. ze jest już zajęty i nie szuka kobiety, mówiąc po naszemu ma dziewczynę. Jeśli pompon jest z prawej, albo lewej strony to znaczy ze szuka laski. Żonaci mężczyźni noszą czapkę czerwoną z niebieskimi paskami. A kobiety? Te samotne noszą czarne chusty zakończone wielkimi kolorowymi pomponami, a mężatki rezygnują z kolorów, pompony są dużo mniejsze w stonowanych barwach jak kawa czy czerń. Samotne kobiety na wyspie noszą pas zrobiony ze swoich włosów. Kiedy wychodzą za mąż oddają ten pas mężczyźnie. Jest to znak przynależności do męża. Jak stwierdził nasz przewodnik na Taquile nie ma rozwodów. Zresztą nie tylko nie ma tam problemów rodzinnych, ale tez innych, mieszkańcy nie potrzebują prezydenta ani burmistrza, bo sami sobie radzą z problemami. Dla mnie bardzo ciekawy był sposób pozdrawiania się. Mężczyźni noszą ze sobą kolorowe torebeczki uszyte przez kobiety W środku maja liście koki. Podczas spotkania zamiast pozdrowienia na przywitanie wymieniają się liśćmi. Strasznie mi się to wszystko podobało – historie o ludziach z wyspy, pyszne jedzonko…. Mój świetny nastrój zepsuł… bol brzucha, o którym pisałam na początku… przegonił mnie do ubikacji, która nie miała spłuczki, a pod która stała kolejka innych kobiet chcących załatwić swoje potrzeby. Żeby spuścić wodę trzeba było wyjść z toalety, nabrać wody do wiaderka (duże wiadro stało obok kibelka), wrócić i zalać toaletę woda. Szkoda jak trzeba było iść po ta wodę 5razy bo Ci nie starczyło na spłukanie. No i jeszcze wielka szkoda jak się woda w dużym wiadrze skończyła… No ok… jakoś poszło to elegancko z Peta schodziliśmy w doł już w kierunku łodzi. No szkoda, że mój żołądek zaczął w porcie strajkować po raz drugi – no to szybko na łódke, na łódce kołysze, woda w dużym wiadrze do spłukiwania się skończyła a ja nie mam chusteczek – papier tez nam się skończył. No super. Peta gdzieś od kogoś wziął chusteczki i zorientował się ile będziemy jeszcze czekać (w grupie mieliśmy starszego pana o kuli, który wolno schodził z góry, dzięki czemu czekaliśmy chwilkę). Szybko pobiegam do ubikacji w porcie, a Peta czekał na czatach, żeby czasem dziadek o kulki nie przyszedł szybciej i łódka nie pojechała bez nas. Ah ja Wam mowie – ja zawsze musze mieć jakąś taka głupią przygodę!
Późnym popołudniem docieramy do Puno – śmigamy do naszego dobrze już znanego hotelu i jeszcze na kolacje na miasto. To były absolutnie świetne dwa dni i taka wycieczkę mogę polecić każdemu z Was!
Info:
- 10.05 - jezioro Titicaca, 2 dzien, wyspa Taquila (ten post właśnie skończyłeś czytać)
- 09.05 - wycieczka na wyspy Uros + nocleg na wyspie Amantani (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 08.05 - droga z Cusco do Puno (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 07.05 -droga z Aquas Calientes do Salineras + tarasy solne + dojazd do Cusco (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 06.05 - Macchu Pichu (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 5.05 - dojazd z Cusco do Aquas Calientes + zwiedzanie miasteczka (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 04.05 -> Cusco (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 03.05 -> lot do Limy i nocleg w stolicy (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 01.05-03.05 -> Madryt i relaks przed wylotem do Ameryki Pld (post możesz przeczytać TUTAJ)
Ceny:
- Wycieczka 2-dniowa na wyspy Uros, Amantami i Tanquil – 200 soli za osobę.
Przelicznik:
100€ = 290 Soli
3,40€ = 10 Soli
10zl = 8,40 Sola
10 Soli = ok. 12zl
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.













































