Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.

Jak zorganizować wesele i nie zbankrutować.

Zobacz oryginał
Organizacja wesela oraz sama ceremonia ślubna, kiedyś wydające się naturalną koleją rzeczy, coraz częściej staje się nie lada wyzwaniem i wiele par z niego rezygnuje. Nie chcę jednak pisać o kwestiach związanych z wiarą, bo to przecież każdego indywidualna sprawa czy chce przysięgać miłość przed Bogiem, urzędnikiem czy tylko przez partnerem. Ja jednak nigdy nie wyobrażałam sobie, żeby ślub miał się odbyć bez ogromnej imprezy weselnej. Los jednak chciał, że nie była to zabawa na 200 osób, bo ze strony męża mogło przyjechać tylko 8 osób. Wesele i ślub to jednak spory wydatek i nie warto zaciągać na jego organizację olbrzymich kredytów, jeżeli nas na to nie stać. Chciałam opowiedzieć jak ta organizacja wyglądała u mnie i na jakich elementach można całkiem sporo zaoszczędzić.
Pierwszy etap to załatwienie sali, kościoła, orkiestry/DJ-a. Wiadomo, że im większe miasto to i cena za osobę będzie wyższa, jednak tam gdzie ja pytałam zawsze oscylowała w granicach 140-200 zł/osoba. Większe różnice pojawiały się przy poprawinach, gdzie w jednym hotelu chcieli 20 zł, a w drugim już 60 zł. Generalnie chciałam powiedzieć, żeby ceną absolutnie się nie sugerować, że jak drożej to będzie lepiej, gówno prawda. Menu wszędzie niemal identyczne, wiadomo na powitanie rosołek, potem mięsko, warzywka, deser, garmażerka, sałatki i barszcz o północy. Kiedyś znajomi byli u swoich znajomych na jakimś "wypaśnym weselichu" z różnymi wymysłami i jedyne co to narzekali, że się nie najedli. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę co oprócz oczywistego jedzenie w tejże cenie się znajduje. Chodzi mi o dekoracje (u nas była w cenie), korkowe, ewentualnie potłuczone naczynia i takie inne wydaje się, że nic nie znaczące rzeczy. Niestety wynajem sali będzie też jedną z najdroższych rzeczy, o ile panna młoda nie planuje jakiejś wypasionej sukni ślubnej od projektanta. 
Druga sprawa, równie niezwykle ważna to ustalenie daty w kościele/USC. O ile w USC cena za ślub jest stała i wynosi 84 zł, o tyle w kościele może już być różnie. Wiele naczytałam się na forach, że księża liczą sobie całkiem niezłe sumki za odprawienie ceremonii. Nawet 1000 zł. A potem się dziwią, że młodzi unikają ołtarza jak ognia. Tak więc, jeżeli w Twojej parafii jest taki gagatek co zamiast pełnienia bożej posługi próbuje oskubać naiwnych parafian, lepiej poszukaj innego kościoła. Gdzie ksiądz będzie normalny, a zapłata będzie faktycznie "co łaska" bez żenującego sprawdzania kopert i jeszcze bardziej żenujących komentarzy. Nam proboszcz powiedział jedynie, że oni nie mają cennika, każdy powinien dać tyle ile może, jednak, że boli go kiedy w kopercie jest 100 zł a suknia panny młodej jest za 5000 zł. Być może mnie też by to zabolało. Nie wiem. W każdym bądź razie od nas dostał dokładnie 5-krotność wartości mojej sukni.
Ostatnia z najważniejszych to kwestia zespołu. Zasada jest prosta, im więcej członków w zespole tym większą kasę trzeba wyłożyć. Taka orkiestra to wydatek rzędy 3000-5000 zł. Moim zdaniem sporo, a o ile nie byliście na weselu na którym grali, ciężko przewidzieć czy dobrze grają. Niestety nie wszyscy mają swoje wykonania w wersji ogólnodostępnej. O wiele tańszym rozwiązaniem jest wynajęcie DJ-a. Znajomi mieli pana z Poznania, który wołał 1800 zł (podejrzewam, że w grę wchodził również dojazd), my z mojego rodzinnego miasta, swoją drogą świetnego DJ-a, bardzo profesjonalnego i często grającego na weselach, a zapłaciliśmy jedynie 1000 zł. O ile mój wuja przed imprezą zapowiedział, że "wesele bez orkiestry to nie wesele" ostatecznie był naszym DJ-em zachwycony i świetnie się bawił. Co moim zdaniem jeszcze działa na korzyść DJ-a oprócz ceny? Może zagrać wszystkie spontanicznie wybrane utwory, zespół nie zawsze może mieć jakiś kawałek,o który błaga ciotka w repertuarze. Ponadto w ślubach "międzynarodowych" DJ również da sobie lepiej radę, bo nie musi uczyć się nagle śpiewać po ukraińsku, rumuńsku czy węgiersku ;)
Fotograf/kamerzysta. My z kamerzysty zrezygnowaliśmy całkowicie, bo prawda jest taka, że raz czy dwa film byśmy obejrzeli a potem by się kurzył na półce. Zdecydowaliśmy się na fotorelację ślubną. Moja rada jest taka, aby nie iść do jedynego fotografa w mieście, który ma swój salon i ceny z kosmosu. Coraz więcej osób pasjonuje się fotografią i zajmują się relacjonowaniem takich imprez w czasie wolnych. Nie chodzi mi o to, żeby zatrudniać totalnego amatora tylko po to, żeby zaoszczędzić na takiej pamiątce jaką bezsprzecznie są zdjęcia. Jednak takie osoby mają swoje galerie w internecie i łatwiej niż w przypadku zespołu określić nam czy twórczość danej osoby nam również się podoba.
Ważną sprawą, bo na całe życie, są obrączki. Ktoś może powiedzieć, że tu nie ma co marudzić, bo to rzecz na kilkadziesiąt lat. Cóż, racja. Pod warunkiem, że nie dajemy się nabić w balona przez wielkie salony z galerii handlowych. Serio. My kupiliśmy nasze obrączki na Ukrainie za niecałe 3000 hrywien czyli na tamtą chwilę ok. 1100 zł. Jednak z moich klientek zwróciła uwagę na moją obrączkę, mówiąc, że jej syn ma niemal identyczne ze swoją żoną i zapłacili za nie 4500 zł. U jubilera, który się reklamuje m.in w telewizji. Można też inaczej to załatwić, brzydko mówiąc. Można przejrzeć katalogi z obrączkami a następnie takie zamówić u miejscowego jubilera. Za robociznę zapłacicie 1000-1500 zł, a cenę możecie obniżyć dając swoje stare złoto, którego już nie będziecie nosić. Tak, jestem zorientowana w tej kwestii, bo ja swoją obrączkę zgubiłam :(
Wreszcie, suknia ślubna. Od razu odradzam salony mody ślubnej, bo po prostu przepłacicie. Jedyne po co warto tak iść, to tylko po to aby poprzymierzać i zobaczyć w jakim fasonie i kolorze czujemy się najlepiej. A co potem? Znaleźć dobrą krawcową. Koleżanka za uszycie swojej przepięknej sukni zapłaciła 1400 zł, a miała dokładnie taką jaką sobie wymarzyła. Podobny model w salonie kosztował 2 razy więcej. Założenie, że jeśli kupicie suknię z salonu za trzy koła i potem sprzedacie za co najmniej 2 jest błędne. Sorry, ale jeśli miałabym kupić używaną suknię za więcej niż 1000 zł to wolałabym dołożyć drugie tyle i kupić nową i przez dwa miesiące nic nie jeść ;) Też miałam zamiar szyć suknię, ale trafiłam na przepiękny (moim zdaniem) egzemplarz w lumpie. I tak nie miałam sukni za 1500, ani za 1000, ani nawet za 200 tylko za jedyne 60 zł. Nie każdemu jest pisane taki życiowy interes, ale warto poszukać lumpów gdzie regularnie mają w dostawach suknie ślubne. 10 będzie starodawnych i obleśnych, a 11 może się okazać prawdziwą perełką.
Z innych porad:
-nigdy w salonie nie mówcie, że chodzi o fryzurę ślubną, bo za samą nazwę  zapłacicie dwa razy więcej. Mnie czesała dziewczyna u siebie w domu.
-to samo tyczy się makijażu. Ja miałam to szczęście, że moja przyjaciółka jest z wykształcenia kosmetologiem i obraziłaby się śmiertelnie gdyby to nie ona mogła zrobić mi makijaż i pomalować paznokcie.
- i sytuacja powtarza się w kwiaciarni. Nie używajmy terminu "ślub" i pokrewnych a zaoszczędzimy nawet kilkadziesiąt zł.
- buty kup takie, które jeszcze nie raz założysz. Typowe ślubne buty są okropne.
- napoje typu soki, wody i inne kupuj na promocjach w marketach. Co chwila w Lidlu czy Biedronce są okazje typu Pepsi 2x2l za 4,99 zł. Nie trzeba kupić wszystkiego od razu, ten wydatek można rozłożyć w czasie i wtedy nie będzie on taki dotkliwy.
- na alkohole również bywają ciekawe promocje, zawsze możesz też popytać wśród znajomych czy ktoś nie jest właścicielem sklepu i mógł kupić wódkę w cenie hurtowej. Kto pyta nie błądzi.

To byłoby chyba na tyle w tym temacie. Sama organizacja była dla mnie bardzo stresująca, ale dałam radę, no i nie zostałam z durnym kredytem do spłacenia ;) Mam nadzieję, że chociaż komuś moje wypociny pomogą :)
Do miłego.

_X9B2235.jpg

_X9B4269.jpg

_X9B4289.jpg

_X9B4377.jpg
 Fot. Borys Leliński

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.