Lista blogów » Kobiecy blog o modzie
W połowie 2017 roku zaczęłam zastanawiać się nad koncepcją kalendarza. Pragnęłam wydać go w możliwie największym formacie i stworzyć projekt graficzny, który maksymalnie wyeksponuje zdjęcia. Jednak nagle uświadomiłam sobie, że w zasadzie nie mam pojęcia, czy ktokolwiek skusi się aby powiesić coś takiego na ścianie ;) W moje głowie kłębiło się od wątpliwości... czułam, że aby nie stracić zapału, po prostu muszę się ich pozbyć.
Powoli zaczęłam orientować się w kosztach związanych z drukiem oraz dystrybucją. Potrzebowałam również kilkunastu wysokiej jakości zdjęć. Na początku planowałam wybrać komplet najlepszych ujęć pochodzących z sesji wykonanych na przestrzeni ostatnich miesięcy... ale uznałam, że to będzie zbyt banalne i potrzebuję czegoś bardziej zaskakującego. W międzyczasie stworzyłam kolejną ankietę, dzięki której jeszcze lepiej poznałam oczekiwania moich czytelników. Jak już mam coś robić - to z rozmachem! Ale zaraz, zaraz... to wszystko wiązało się ze sporymi kosztami... Na szczęście okazało się, że obserwatorzy mnie nie zawiedli. Zorganizowałam zrzutkę, dzięki której mogłam swobodnie zrealizować swoje plany. Zakupiłam odpowiednią bieliznę, rajstopy oraz odzież i już na początku listopada siedziałam na pokładzie samolotu do Paryża. W stolicy Francji wynajęłam przytulne jasne mieszkanie - to właśnie w nim powstały pierwsze zdjęcia. Pozostałe ujęcia przygotowałam w apartamentach w Poznaniu. W ciągu kilku tygodni stworzyłam dziesięć kompletnie różnych sesji, osobiście trzymając pieczę nad każdym z ujęć. Przez cały czas brałam pod uwagę prośby i sugestie, którymi dzielili się ze mną czytelnicy - chciałam, aby w moim kalendarzu każdy znalazł coś dla siebie.
Jak wydać własny kalendarz? O tym, jak krok po kroku stworzyłam swój pierwszy produkt
Zobacz oryginał pon., 05/02/2018 - 20:00Od wydania mojego autorskiego kalendarza minęły ponad dwa miesiące. Czy stworzenie takiej publikacji leży w zasięgu ręki każdego influcencera? Dziś zdradzę Wam tajniki związane z poszczególnymi etapami powstawania mojego pierwszego produktu :)
Sam pomysł nie należał wbrew pozorom do spontanicznych. W mojej kolekcji od kilku lat znajduje się album zawierający zdjęcia publikowane w Kalendarzu Pirelli. Na pewno wiecie, że ów wydawnictwo przez lata słynęło z odważnych, kobiecych sesji, do których tworzenia angażowano największej sławy modelki oraz fotografów. Pamiętam jak potrafiłam godzinami wpatrywać się w te artystyczne zdjęcia, poszukując wartościowych inspiracji spod ręki mistrzów, a jednocześnie snując plany o stworzeniu w przyszłości zdjęć o podobnej estetyce. Nieco ponad dwa lata temu natknęłam się na przepięknie wydany kalendarz jednej z polskich marek. Wypełniony zmysłowymi, lecz eleganckimi ujęciami intrygującej kobiety o niezwykle zgrabnych nogach zahipnotyzował mnie na tyle, że powracałam do niego kilkukrotnie. Zaczęłam nieśmiało marzyć o tym, aby zrobić coś podobnego... ale nie miałam zielonego pojęcia jak się za to zabrać. Przez kolejne miesiące odkładałam realizację mojego pomysłu na później... aż uświadomiłam sobie, że nadszedł koniec roku i na wydanie kalendarza było za późno. Wtedy obiecałam sobie, że następnym razem nie dopuszczę do takiej sytuacji i zamiast usprawiedliwień, poszukam rozwiązań.
W połowie 2017 roku zaczęłam zastanawiać się nad koncepcją kalendarza. Pragnęłam wydać go w możliwie największym formacie i stworzyć projekt graficzny, który maksymalnie wyeksponuje zdjęcia. Jednak nagle uświadomiłam sobie, że w zasadzie nie mam pojęcia, czy ktokolwiek skusi się aby powiesić coś takiego na ścianie ;) W moje głowie kłębiło się od wątpliwości... czułam, że aby nie stracić zapału, po prostu muszę się ich pozbyć.
Raz w roku przeprowadzam na blogu badanie, dzięki któremu poznaję preferencje swoich czytelników. Tym razem do ankiety dorzuciłam kilka dodatkowych pytań, dzięki których mogłam przekonać się ilu z nich będzie zainteresowanych moimi autorskimi produktami - w tym kalendarzem. Na szczęście już po kilku dniach wiedziałam, że moje obawy były nieuzasadnione - większość przyjęła pomysły z dużym entuzjazmem. Klamka zapadła - nie mogłam nikogo zawieść ;)
Powoli zaczęłam orientować się w kosztach związanych z drukiem oraz dystrybucją. Potrzebowałam również kilkunastu wysokiej jakości zdjęć. Na początku planowałam wybrać komplet najlepszych ujęć pochodzących z sesji wykonanych na przestrzeni ostatnich miesięcy... ale uznałam, że to będzie zbyt banalne i potrzebuję czegoś bardziej zaskakującego. W międzyczasie stworzyłam kolejną ankietę, dzięki której jeszcze lepiej poznałam oczekiwania moich czytelników. Jak już mam coś robić - to z rozmachem! Ale zaraz, zaraz... to wszystko wiązało się ze sporymi kosztami... Na szczęście okazało się, że obserwatorzy mnie nie zawiedli. Zorganizowałam zrzutkę, dzięki której mogłam swobodnie zrealizować swoje plany. Zakupiłam odpowiednią bieliznę, rajstopy oraz odzież i już na początku listopada siedziałam na pokładzie samolotu do Paryża. W stolicy Francji wynajęłam przytulne jasne mieszkanie - to właśnie w nim powstały pierwsze zdjęcia. Pozostałe ujęcia przygotowałam w apartamentach w Poznaniu. W ciągu kilku tygodni stworzyłam dziesięć kompletnie różnych sesji, osobiście trzymając pieczę nad każdym z ujęć. Przez cały czas brałam pod uwagę prośby i sugestie, którymi dzielili się ze mną czytelnicy - chciałam, aby w moim kalendarzu każdy znalazł coś dla siebie.
Po wybraniu najlepszych zdjęć, zasiadłam nad projektem, który również stworzyłam samodzielnie. Chciałam mieć pełną kontrolę nad wszelkimi możliwymi kwestiami ;) W międzyczasie zapinałam na ostatni guzik sprawy związane z drukiem. Ostatecznie zdecydowałam się skorzystać z usług poznańskiej drukarni OpenPrint, którą polecił mi przyjaciel. Po rozmowie z konsultantem firmy, dobrałam odpowiedni rodzaj i gramaturę papieru oraz poprosiłam o sprawdzenie stworzonego przeze mnie projektu. Chciałam, aby kalendarz był jak najwyższej jakości, ale jednocześnie wraz z kopertą ważył stosunkowo niewiele - dzięki temu mogłam zminimalizować koszty związane z wysyłką.
Kolejną ważną kwestią było stworzenie sklepu internetowego arimajshop.com. Postanowiłam skorzystać z platformy do zakładania własnych sklepów odzieżą i akcesoriami Selino, która w zamian za niewielką prowizję, umożliwia sprzedaż nie tylko produktów z własnej oferty odzieżowo-gadżetowej, ale dowolnych, które się jej dostarczy. Istotną zaletą takiego rozwiązania okazało się to, że sprzedaż na platformie nie wymaga prowadzenia własnej działalności gospodarczej (rozliczenie następuje na podstawie umowy o dzieło). Taki bezpłatny sklep może założyć każdy z Was - wystarczy kilka minut :) Ja poprosiłam jednak o wykonanie indywidualnego projektu w wersji dwujęzycznej. Po dokonaniu ostatnich poprawek, musiałam oszacować wielkość nakładu, dlatego na początku grudnia ruszyłam z przedsprzedażą, o której oczywiście poinformowałam na wszystkich moich stronach. Po kilku dniach zleciłam druk, a w połowie grudnia ruszyłam z wysyłką. Kwestiami logistycznymi i obsługą klientów oraz zamówień zajęło się oczywiście Selino, ale byłam tak podekscytowana, że postanowiłam na kilka godzin dołączyć do sympatycznej ekipy i wspólnymi siłami przygotować dla Was pierwszą partię do wysyłki. To było niesamowicie ekscytujące przeżycie - patrzeć jak cały stos kopert z moimi kalendarzami wyrusza w podróż do różnych zakątków świata.
Jeśli macie jakiekolwiek pytania, chętnie na nie odpowiem :)
English version:
It has been more than two months since I released my special calendar - an original product unique to me. So could any influencer on the Internet produce such a publication? Well, today I will share with you the secrets behind the different stages of the creation of my first product :)
The idea itself was not a spontaneous one. Among my collection of books and literature, and something I have had for several years, is an album containing pictures previously published in the renowned Pirelli calendar. It has been made famous over the years for its brave yet ultra-feminine photoshoots featuring some of the world’s most famous models and photographers. I remember spending many hours staring in awe at such artistic photographs, searching for valuable inspiration from the masters of their art while at the same time forming plans to create similarly aesthetically-pleasing pictures of my own in the future. Just over two years ago, I came across a beautiful calendar produced by one of Poland’s leading pantyhose brands. Filled with sensual, but elegant, pictures of intriguing women with extremely shapely legs, the calendar had a profound effect on me, hypnotising me to such an extent that it drew my attention time and again.
I began tentatively dreaming about producing a similar calendar of my own... but I had no idea how to go about it. So over the coming months I put my idea on the back burner... until I suddenly realised that the end of the year had crept up on me and I had missed my chance to publish such a calendar. That’s when I promised myself that I wouldn’t make the same mistake twice, so instead of looking at ways to justify producing a calendar I would instead look for solutions and ways to make it work.
So in the middle of 2017, I began thinking about the specific concept of the calendar. I wanted it to be as big as possible in terms of size while at the same time feature a strong graphic design which would maximise the effect of the pictures. But then it suddenly occurred to me that I had no idea whether people would actually want to hang pictures of me on their wall :) But in order to stay positive and drive the project forward, I knew that I had to banish such doubts from my mind.
Once a year I conduct research on my blog, which allows me to learn about the preferences of my readers. So this time I added a few additional questions to the survey, which enabled me to guage how many people would be interested in me producing my own products - including a calendar. I needn’t have worried. After just a few days I knew that my fears were unfounded - as the majority of respondents accepted my ideas with great enthusiasm. The die was cast, I couldn’t let anyone down :)
I began researching the costs involved in printing and distributing the calendar. I also needed a dozen high-quality photographs. Initially, I planned to choose the best pictures from photoshoots I had already undertaken in recent months... but I decided that they were perhaps a little too familiar and that I needed something new and bold, something more dramatic and eye-catching. In the meantime, I created a second survey which enabled me to understand the expectations of my readers still further. So from the feedback I decided that if I was going to do something, I would give it my all and do it with real style and panache! But such a bold move would come at a cost - a high cost. Fortunately, my readers rose to the challenge and helped me meet that cost. I organised a fundraising drive, through which I could press on and freely fulfill my dreams of producing my calendar. With the money, which came via donations, I bought suitably appropriate underwear, nylons and outerwear, and at the beginning of November I found myself sitting on a plane bound for Paris. I rented a bright, cosy apartment in the French capital - and it was here that I shot my first pictures. The remaining pictures were taken in apartments throughout Poznań. Within a few weeks I had pieced together 10 different sessions, personally overseeing each shot, and all the time I took into account the various requests and suggestions that my readers had shared with me. I really wanted everyone to find something in the calendar that was particularly special to them.
After selecting the best pictures, I began to think about the specific design of the calendar as I really wanted to have full control over everything :) Next came the printing requirements. Ultimately, I decided to use the services of a printing house on the recommendation of a friend. After discussions with a company consultant, I selected the type and weight of the paper to be used. I wanted the calendar to be of the highest possible quality while weighing as little as possible to help minimise the costs associated with shipping.
Another important obstacle to overcome was the creation of an online store from which to sell the calendar. That’s when arimajshop.com came to fruition. I worked on an idea for a bilingual version of my shop and shared my thoughts with an IT specialist. After proofing the pages and making final corrections, I had to estimate how many calendars I actually wanted to print, which is why at the beginning of December I initiated pre-sale, which was flagged up across all of my social media sites. A few days later I ordered a print run, and in the middle of December I began shipping. Printing house was in charge of logistics and customer service, but I was so excited seeing my long-held dream finally become reality that I decided to spend a few hours with the friendly team helping prepare the first batch for despatch. It was an incredibly exciting and moving experience watching the stack of envelopes, stuffed with my sensual calendars, set off on their journey to different corners of the world.
If you have any questions, I will be more than happy to answer them :)
Złote sandały na szpilce - Renee.pl
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.













