Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

A ja noszę kalosze! (a do kaloszy - ponczo)

Zobacz oryginał

Deszczu, to tegorocznym majem mam już po dziurki w nosie.


Szczególnie po minionej sobocie, kiedy to zanim doszłam do pracy dwa razy zmuszona byłam wylewać wodę z butów.
Zatem - pogoda wcale nie przedletnia, a jeszcze typowo wiosenna, bo kapryśna jak panna na wydaniu.
A jak pogoda kapryśna, to i na jej kaprysy trzeba być przygotowaną.
Chociażby w taki sposób, że warto mieć zawsze pod ręką kalosze.

Ja kalosze noszę z wielkim upodobaniem.
Mój ulubiony model - taki wysoki, wysoki, że hej - nabyłam... uwaga... jeszcze raz - uwaga!... w sklepie ogrodniczym. 

Zapłaciłam za niego całe trzydzieści złotych ;P
Biorąc pod uwagę to, że takie cuda w normalnych sklepach obuwniczych kosztują około ośmiu dych, to do dziś dumna jestem z milionów monet, jakie zaoszczędziłam na tym zakupie ;)

Kalosze przeszły już wiele.
Nawet zdążyła zrobić mi się w nich wielka dziura, którą załatałam... w zakładzie wulkanizacyjnym ;P
Nie miałam pojęcia co począć z dziurą w kaloszowej podeszwie, a że dziurawy kalosz to nie kalosz, więc któregoś dnia, niewiele myśląc, zaniosłam mojego gumiaka do pobliskiego wulkanizatora.
Nie sądziłam, że będzie gotów mi pomóc, ale podeszłam do sprawy w pełni poważnie: zrobiłam słodką minę, zamrugałam oczami i powiedziałam, że skoro opony się łata, to może i z kaloszem też da radę?
Facet, którego zastałam w zakładzie wcale mnie nie wyśmiał, przełożył peta w drugi kącik ust, zabrał ode mnie buta, wrócił za pięć minut i zażyczył sobie pięciu złotych ;P

Tak więc - pamiętajcie: z dziurą w kaloszu idzie się tam, gdzie z dziurą w oponie ;P

2.jpg

W dniu, w którym wybraliśmy się z Lechem (tak, to ten sam, którego nazywam MOF'em ;P) na zdjęcia od rana padało i padało.
Sądziłam, że ze zdjęć nic nie wyjdzie, bo gdzie właściwie mielibyśmy je robić, skoro na dworze ulewa?
Postanowiłam jednak być dobrej myśli. Choć z domu wychodziłam dość wcześnie, to na zdjęcia umówiliśmy się po lechowej pracy, czyli w okolicach siedemnastej - pogoda miała czas na poprawę ;P
I - o dziwo - poprawiła się! Wyszło słońce, po porannej ulewie nie było śladu, a ja myślałam, że ugotuję się w tych moich pięknych gumiakach.

Właśnie tak jest z wiosenną pogodą u mnie - jak się nie przygotuję (tak, jak w sobotę, kiedy do tej nieszczęsnej pracy człapałam), to zaskoczą mnie burza, zamieć i gradobicie, a jak się naszykuję na wszystkie pogodowe anomalie, to zrobi się w pięć minut lato stulecia.

9.jpg

Do moich kaloszy zakładam różne rzeczy - zdarzało mi się nosić do nich marynarki, eleganckie koszule, spodnie w kant, raz też przywdziałam spódnicę (ale to z głębokiej konieczności, spódnicom mówię zwykle nie). Najbardziej lubię je jednak łączyć z moimi ukochanymi, luźnymi swetrami.
I z ponczami.
Poncza kocham ponad wszystko!
Stanowią niemal połowę mojej jesiennej i zimowej garderoby :)

Moim ukochanym ponczem jest od kilku lat piękny, ciepły i utrzymany w lubianych przeze mnie rudościach model nabyty kiedyś tam w Reserved (tak, tak, na wyprzedaży - gdzież indziej ;)?).
Spodobał mi się w nim przede wszystkim ten piękny, rudy kolor.

Pamiętam, że widziałam w Reserved taki sam model, tyle że czarny. Wróciłam się po niego, ale niestety - nie jestem jedyną klientką Reserved, która lubi poncza :( Wykupiiiiiili :(

4.jpg

Do luźnych "gór" zwykle staram się dobierać dopasowane "doły".
Stąd też spodnie nie są jakieś wymyślne ani fikuśne.
Ot, moje ukochane H&M'owe rurki.

5.jpg
Swoją drogą - o H&M'owych rurkach napiszę chyba kiedyś osobny post ;P
Spodnie w H&M'ie mogę kupować w ciemno ;P Wiem, że każdy ich model w moim rozmiarze będzie na mnie dobry.
A w dodatku co roku mają w ofercie Basic sztuki niemal identyczne, jak w latach poprzednich - różnią się zwykle jedynie przeszyciami, kolorem suwaka albo guzika, ale krój i długość zawsze są te same.
Uwielbiam ich za to. 

6.jpg

7.jpg

Razem z ponczem kupiłam w Reserved dużą, lakierowaną bransoletkę.
W sklepie wydawało mi się, że jej odcień jest identyczny, jak odcień poncza.
Niestety - jak się później przekonałam - kolory się różnią ;P
O tyle, o ile przy codziennym noszeniu jakoś mi to nie przeszkadza, to na zdjęciach razi mnie to okropnie. No, ale już nic z tym nie zrobię ;P

8a.jpg
Tak, jestem takim chrzanionym szczegółowcem.
Bardzo zwracam uwagę na to, żeby dodatki które wybieram były dopasowane do ubrań w stu procentach.
Chyba, że na kontraście między nimi mi zależy - wtedy, to już zupełnie inna sprawa ;)

1.jpg
 Ponczo - Reserved
Kalosze - no name
Spodnie - H&M
Koszulka - Stradivarius
Torba - Stradivarius
Bransoleta - Reserved 

11.jpg
***
Długo się zbierałam na dodanie tej wzmianki w którymś z postów, ale zawsze zapominałam.
W każdym razie - tym razem pamiętam, więc piszę!

Chciałabym Wam bardzo serdecznie podziękować za wszystkie komentarze (jest ich coraz więcej!), odwiedziny (licznik puchnie :)) i obserwacje.
Cieszę się, że Wam się u mnie podoba, a jeszcze bardziej od słów aprobaty dla roboty mojego Lecha radują mnie te, w których chwalicie moją pisaninę :)

Bądźcie więc ze mną dalej!

Pozdrawiam!
Wasza Mar!

10.jpg

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.