Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.
Ja i żelazko.
Zobacz oryginał pt., 21/08/2015 - 06:09Ostatnio wspomniałam o mojej awersji do prasowania. Cóż, zawsze uważałam to za czynność z tzw. grupy pożeraczy czasu. A żem osobnik niecierpliwy, to nawet jeśli coś wymęczyłam żelazkiem, to i tak wyglądało na niemiłosiernie wymiętolone. Bo mi się spieszyło, bo robiłam to niedokładnie, a nie chciało mi się włączyć żelazka zaraz po ściągnięciu prania, czy chociażby dzień wcześniej. Już nie wspominając o tym, że siądziesz tyłkiem na krześle czy w tramwaju, przejdziesz się do sklepu lub co gorsza walniesz sobie krótką drzemkę - efekty intensywnego prasowania znikają w mgnieniu oka. I znów siedzisz w pogniecionej koszuli/sukience/bluzce i czujesz się co najmniej niechlujnie. Co gorzej, masz na sobie coś lnianego, wtedy nawet stojąc nieruchomo niczym woskowa figura z Muzeum Madame Tussaud i tak uda Ci się dorobić kilku zagnieceń.
No chyba, że masz to totalnie w głębokim poważaniu. Ty i żelazko nie stworzycie duetu marzeń. I ja się bratać z tym poręcznym urządzeniem nie zamierzałam. Choć z podziwem patrzyłam na koleżankę i jej sterty ubrań pieczołowicie szykowanych do prasowania czy na teściową, która po kilkugodzinnej podróży na nasz ślub zamiast odpocząć, poprosiła o żelazko i deskę by z chirurgiczną precyzją zacząć przywracać garniturom, koszulom i żakietom przyzwoity wygląd. Mi by się nie chciało. Bo ja leń z natury jestem.
A raczej byłam. Dziecko na prawdę potrafi odmienić człowieka. Od trzech tygodni przynajmniej raz dziennie macham żelazkiem. A dnia dzisiejszego mnie olśniło, że skoro już i tak zostałam zmuszona do wygładzania pieluch, śpiochów, ręczniczków to czemu przy okazji nie wyprasować sukienki czy kombinezonu. Bo jakimś cudem większość moich ostatnich nabytków to straszne gnieciuchy. A jak tu zrobić zdjęcia, żeby nie było wstyd ich pokazać. W końcu co innego czmychnąć do Biedry w "troszkę" wygniecionej kiecce, a co innego wrzucić fotę w internet (w końcu tu nic nigdy nie zginie) i poddać się ocenie innych.
Ale dzisiaj jeszcze w wersji, której prasować nie trzeba. Bez twarzy. Bo mężowi coś nie wyszło.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.





