Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.

Instagram, sąsiad, brak motywacji i ból piszczeli.

Zobacz oryginał



x.jpg


I znowu frekwencja postów na blogu pada na łeb. Niestety, powodem tego nie jest moje wylewanie hektolitrów potu podczas codziennych treningów. Dni przelatują mi przez palce, obudzę się rano (no dobra, już nie aż tak wcześnie rano, bo Piotruś rozsmakował się w późno-godzinno-porannych pobudkach, a co więcej czasami zrobi mi takiego psikusa, niby, że już wstał, już chce jeść, a jak ja przybędę z mlekiem - on dalej słodko śpi.

Prawie 4-miesięczne niemowlę potrafi być przezabawne. Szczególnie kiedy znęca się nad wiszącymi naokoło niego zabawkami. Zaczyna się śmiać na głos i to dość długo, niestety nie rozpracowałam jeszcze co właściwie ten śmiech powoduje (raz zaczął kiedy rozmawiałam z mamą o tym, że nasz sąsiad chyba ma coś nie halo w głowie - może rozumiał?).

c.jpg


Z moimi treningami idzie bardzo opornie. Ewa znowu się kurzy, bieganie dało się mocno we znaki  (moja przypadłość ma nawet fachową nazwę Shin Splints co w sumie się nie tłumaczy bezpośrednio na język polski, ale takim niby odpowiednikiem jest ból piszczeli, co oczywiście jest błędnym nazewnictwem, nie mniej jednak wujek google słysząc o piszczelach przekierował  mnie tam gdzie trzeba. Nie wiem czy to wina mojego fizia na punkcie kręcenia kilometrów, czy to wynik biegania po asfalcie, postanowiłam jednak postąpić racjonalnie i zrobić sobie przerwę. Dopadła mnie także refleksja, że skoro tyle buduje się dróg na rowerzystów, dlaczego nie robi się ścieżek dla biegaczy? Z miękkim podłożem? No pewnie, nie ma po co, bo biegać można wszędzie - szkoda tylko, że u mnie nie ma lasów, wielkich parków (są małe, w których można by maksymalnie nakręcić 300 metrową pętlę). Wyczytałam, że w trakcie przerwy dobrze jest przerzucić się na rower - co też uczyniłam. Zrobiłam jedną pętelkę (chciałam dwie, ale zaczęło zbyt mocno padać, a wolę nie ryzykować choróbska przy małym szkrabie) i nawet się nie spociłam. Oczywiście skoro mało (prawie wcale) nie ćwiczyłam  to też pofolgowałam sobie przy jedzeniu. Skutek? To co straciłam, przybyło. Jedyne czym mogę się aktualnie pochwalić, to to, że od dwóch dni (co za sukces przez duże "S") nie piłam pepsi.

Co do sąsiada i jego wybryków - wizyta dzielnicowego póki co poskutkowała i jest spokój. Ponoć był bardzo skruszony, przeprosił i obiecał, że to się więcej nie powtórzy. Nie mniej jednak jego rodzice są na nas śmiertelnie obrażeni ;).

W końcu dorobiłam się konta na instagramie :) W zasadzie to dzięki temu, że dorobiłam się nowego telefonu. A raczej namówiłam męża ;) Były szalone dni w Orange, do którego i tak lada dzień miałam zamiar się przenieść a tu proszę, mój wymarzony telefon w mega promocji. Pierwszy raz dokonywałam tak poważnego zakupu w internecie (w sensie umowa, abonament itd) i zanim ogarnęłam to za pierwszym razem telefony się skończyły :D. Coś mnie jednak tknęło, żeby sprawdzić ich dostępność jeszcze raz. Trzy razy wypełniałam wnioski, 10 razy dzwoniłam na infolinię (początkowo chciałam przenieść numer, na szczęście w ostatniej chwili przypomniało mi się, że umowę z Plusem mam na panieńskie nazwisko co bardzo skomplikowało by całą sprawę). Wracając jednak do instagrama, znajdziecie mnie pod nazwą dorotamielia. Jeśli ktoś ma ochotę oczywiście. Dodałam już nawet pierwsze zdjęcie (brawo ja). I tu pojawia się prośba do Was - podajcie mi swoje nazwy kont oraz konta jakie obserwujecie i możecie polecić. Przy moim Piotrusiu ciężko mi wykrzesać trochę więcej czasu na internety a to by mi baaaardzo łatwiło sprawę :)

z.jpg

Dzisiaj dla odmiany zdjęcia Piotrusia. Ostatnie jest moim ulubionym, to chyba najładniejsze zdjęcie jakie kiedykolwiek udało mi się zrobić :) Piotruś z Prababcią :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.