Lista blogów » lifeINblond
Ile warta jest Twoja twarz?
Zobacz oryginał ndz., 28/12/2014 - 13:14Ile warta jest moja twarz? Większość z nas odpowie, że dużo. Twarz jest przecież naszą wizytówką. Niby nie oceniamy po wyglądzie, ale jednak "jak cię widzą, tak cię piszą". Nigdy nie postrzegałam tej kwestii przez pryzmat tego, co na swoją twarz nakładam. Czy wartość kosmetyków równa się wartości twarzy? Można by długo dyskutować. Ja zastanowiłam się nad problemem dopiero w momencie, kiedy mademoisellemagdalene nominowała mnie do wzięcia udziału w TAG-u. Przysiadłam zatem przy kolekcji moich kosmetyków, wyłowiłam te produkty, które towarzyszą mi przy codziennym makijażu i starałam się oszacować ich wartość. Jesteście ciekawi, ile kosztuje moja twarz? Zapraszam dalej ! :)
Zacznijmy od podstawy- podkładu i korektorów. Uważam, że są to produkty w które warto zainwestować. Tworzą bazę makijażu. Nawet najlepsze cienie czy pomadki nie będą wyglądać estetycznie, jeśli nie wyrównamy kolorytu całej twarzy.
Podkład, którego używam w tym momencie to Rimmel Lasting Finish w kolorze 100 Ivory [39zł]. To właśnie dla niego zrezygnowałam z mojego ulubionego do tej pory Affinitone. Polubiłam go za bardzo naturalny efekt końcowy. Buzia wygląda zdrowo, a przy tym nie ma ciężkiego efektu maski. Ponieważ nie mam problemu z sińcami pod oczyma, z rzadka nakładam w te miejsca korektor, częściej służy mi do maskowania drobnych przebarwień. W tej kwestii pomocny jest mi również Rimmel- Match Perfection [28zł]. Jeśli natomiast moja twarz się buntuje i wyrzuca niepożądane niespodzianki, niezastąpiony jest mi kamuflaż Catrice [13 zł]. Jeśli jeszcze go nie znacie, zapraszam do recenzji.
Kolejny krok w moim makijażu to utrwalanie i konturowanie.
W tym przypadku również uważam, że warto stawiać na porządne kosmetyki. Te w kamieniu mają to do siebie, że wystarczają na bardzo długo. Nawet kilkadziesiąt złotych w perspektywie używania przez rok, czy dłużej nie jest wygórowaną ceną. Do utrwalenia makijażu używam sypkiego pudru marki Manhattan Soft Mat Loose Powder w najjaśniejszym kolorze 1 Natural [30 zł]. Nakładam go jedynie na strefę T, aby uniknąć nieestetycznego świecenia. Przy konturowaniu twarzy pomocny okazał się Astor Skin Match 4ever Bronzer [33 zł]. Ponieważ z natury jestem bardzo blada, ciężko było mi znaleźć odpowiedni produkt brązujący, który ładnie stapiałby się z cerą. Astor w kolorze 001 Blonde radzi sobie w tej kwestii naprawdę dobrze. Kolejny krok po konturowaniu to w podkreślenie brwi. Moim ulubieńcem jest w tym momencie paletka Catrice Eyebrow Set Duo [16zł]. Za pomocą dwóch cieni, które mieszczą się w opakowaniu mogę nadać brwiom odpowiedni kształt i wypełnić brakujące włoski.
Przechodząc do makijażu oka, muszę przyznać, że od dawna jestem wierna swoim ulubieńcom.
Wykonując codzienny makijaż zwykle wybieram dwa cienie z mojej paletki Inglota [20zł]. Jaśniejszy nanoszę na całą powiekę, zaś zewnętrzny kącik i załamanie podkreślam czymś ciemniejszym. Posługuję się głównie odcieniami nude i brązów. Eyeliner już dawno zamieniłam na delikatniejszą, brązową kredkę. W tej chwili mój wybór padł na Eveline [13 zł]. Do tuszowania rzęs już od dłuższego czasu używam jednej mascary- Colossal Volume [30zł]. Pięknie podkreśla rzęsy, a przy tym daje subtelny, nieprzerysowany efekt.
Ostatni etap makijażu to usta.
W okresie jesienno-zimowym jestem okropną nudziarą pomadkową. Próby przekonania się do ciemnych kolorów spełzły na niczym. Nie czuję się zbyt dobrze, jeśli pomadka dominuje w całym makijażu. Wybieram więc kosmetyki, które dbają o kondycję ust narażonych na niskie temperatury. Często sięgam po kultowy już Carmex [9zł]. Alternatywą dla niego jest Baby Lips, który nie tylko nawilża, ale też działa jak błyszczyk- nadaje piękny różowy połysk [15zł].
Sumując ceny wszystkich produktów otrzymałam kwotę ok 250zł.
Czy jest to dużo, czy mało, pozostawiam Waszej ocenie. Uważam jednak, że zmierzam w dobrym kierunku. Zaczynając przygodę z blogowaniem miałam zupełnie inne podejście. Ogromna kolekcja kosmetyków wydawała mi się szczytem marzeń. Nie ważne co, za ile i czy będę tego używać. Dziś wybieram rozważniej. Nie kupuję pod wpływem chwili. Kalkuluję i zastanawiam się, czy naprawdę jest mi to potrzebne. Z wiekiem uczę się, że warto stawiać na jakość, a nie ilość. Wybierając to, co naprawdę nam służy zaoszczędzimy czasu, pieniędzy i nerwów związanych z eksperymentowaniem i ciągłym testowaniem. Twarz mamy tylko jedną. Nie warto robić z niej królika doświadczalnego.
Złota zasada na Nowy Rok- MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



