Lista blogów » Mademoiselle Emnilda
Historia dawnej mody #1: XVIII wiek
Zobacz oryginał czw., 12/06/2014 - 20:52Jakiś czas temu, moja wychowawczyni ze szkoły podstawowej (korzystając z okazji bardzo, bardzo pozdrawiam!) zaproponowała mi wizytę w szkole, połączoną z jakąś ciekawą prelekcją dla uczniów. Zdecydowałam, że tematem tej prelekcji będzie historia mody. W związku z tym, moje plany były ogrrrrromne, ponieważ chciałam opowiedzieć o "wszystkim" (o starożytnych peplosach, o średniowiecznym goleniu czoła, o XVI-wiecznych butach weneckich itd.), ale kiedy zrobiłam próbę na Włóczykiju, plany wzięły w łeb (czas!), ograniczyłam się więc tylko do opowieści o modzie XVIII i XIX wieku.
Chociaż dzień przed prezentacją spanikowałam, że nie dam rady, bo publiczne wystąpienia bardzo mnie stresują, to jednak wszystko się udało. Opowiadanie o modzie i dawnych zwyczajach było bardzo sympatyczne. Najbardziej cieszy mnie fakt, że dzieciaki poznały coś nowego (tak przy okazji, nie mogę uwierzyć, że w podstawówce jest tylko godzina historii tygodniowo!), a ciche westchnienia dziewczynek, przy podziwianiu zdjęć starych sukien były bezcenne!
......
Pomyślałam też, że część mojej prezentacji przedstawię w formie niedługich wpisów na blogu. Myślę że różne osoby, które mnie podczytują (może poza blogerkami kostiumowymi), a nie interesują się modą historyczną na co dzień, znajdą w tej serii wpisów coś ciekawego.
Jednym z najbardziej znanych typów sukni, jakie noszono w XVIII wieku, była robe à la française czyli suknia w stylu francuskim. Na początku wieku była jeszcze odzieniem swobodnym o nieformalnym charakterze, jednak w połowie osiemnastego stulecia - kiedy stanik stał się sztywniejszy - zyskała miano oficjalnej sukni dworskiej. Cechą dla niej charakterystyczną był niewątpliwie otwarty przód, ukazujący spodnią spódnicę (w ubiorach oficjalnych bogato zdobioną koronkami) oraz luźny tył z podwójną fałdą, biegnącą od karku aż do stóp. Suknię układano na dużej owalnej rogówce czyli stelażu wykonanym z fiszbinów (rogowe części w podniebieniu wieloryba), której rozpiętość w najbardziej fantazyjnych modelach dochodziła do 3 m szerokości. Mając na sobie takie konstrukcje, ówczesnej damie najwygodniej było odpoczywać w pozycji półleżącej, tak jak robi to - na otwierającym dzisiejszy wpis obrazie Bouchera - Madame de Pompadour.
Alternatywą dla ciężkich i niewygodnych sukien, stała się pod koniec wieku lekka suknia-koszulka czyli chemise a la reine spopularyzowana przez Marię Antoninę. Była szyta z jasnej bawełnianej tkaniny, wciągana przez głowę i przewiązywana jedwabną szarfą. Do tej sukni kobiety najczęściej wkładały duży kapelusz ze wstążką.
Chemise miała rękawy wykończone falbankami, dlatego zdjęcie po prawej, to raczej taka współczesna wariacja na temat tej sukienki.
Czas na małą dawkę mody męskiej - habit à la française, który swoją popularność zdobył w II poł. XVIII wieku. Składał się z odzienia wierzchniego, kamizelki i krótkich spodni - culotte (dlatego rewolucjonistów z 1789 pochodzących z gminu, arystokraci nazywali pogardliwie sans-culottes, czyli bez krótkich spodni, i tak też nazywamy ich my współcześnie). Największą ozdobą tego ubioru były dekoracyjne hafty, którymi w zależności od modelu wykańczano mankiety, klapy kieszeni, kołnierze lub cały przód. Natomiast najpopularniejszym motywem hafciarskim były bukiety kwiatów lub liście traw.
A teraz czas na kilka gadżetów i urodowych trików, bez których nie mogły się obyć XVIII-wieczne damy.
- Takie pięknie haftowane kieszenie, używane były przez kobiety do przechowywania drobiazgów. Umocowane były na sznurku oplatającym talię i schowane pod suknią, a dostęp do nich dawało nacięcie w sukni.
- XVIII-wieczny makijaż był trochę upiorny (choć de gustibus non disputandum:)). Ideałem epoki była kobieta eteryczna, delikatna, o porcelanowej cerze, dlatego podstawą każdego makijażu było bielidło, czyli pasta z talku, tłuszczu i bieli ołowianej, która dla skóry - a czasem i życia - bywała zabójcza. Długotrwałe stosowanie tego specyfiku sprawiało, że cera stawała się ziemista, ale był na to sposób - jeszcze większa ilość bielidła! Popularnością w tamtym czasie cieszyły się różnokolorowe pudry, a także róże i pomadki w kontrastowych barwach (choć rodzaj i sposób upiększania się był zależny od pozycji społecznej, dlatego mieszczki nie mogły używać tych samych kolorów szminek, co przedstawicielki arystokracji). Szkodliwe specyfiki kosmetyczne i brak higieny powodowały, że skóra była narażona na pojawianie się krost. Na to również był sposób. Używano muszek, czyli sztucznych pieprzyków, które wycinano ze skóry w fantazyjne kształty (serduszka, gwiazdki) i przyklejano na zmiany skórne twarzy i dekoltu.
- Woda szkodzi, zabiera życiową energię i powoduje wiotczenie włókien ciała - alarmowali XVIII-wieczni lekarze. Zabiegiem kąpielowym, jaki zalecano na co dzień, było zamoczenie czubków palców w wodzie różanej, a zamiast mycia twarzy opracowano recepturę na pielęgnacyjną maseczkę z pasty chlebowej, mleka i żelatyny. Jeżeli już musiano się umyć, to sięgano po takie specyfiki jak alkohol lub mleko. A co ma higiena do wachlarza ze zdjęcia? Ano to, że wachlarz prócz swej podstawowej funkcji, jaką jest chłodzenie, zapewniał ówczesnym damom pomoc w ukrywaniu brzydkich zębów i nieświeżego oddechu. Kobiety np. zasłaniały nim swoje usta podczas rozmów z innymi. Panowie natomiast wykorzystywali w tym celu duże koronkowe mankiety. Warto wspomnieć, że każda dama nie dość, że obficie skrapiała się perfumami, to dodatkowo chowała otwartą fiolkę z zapachem w dekolcie sukni i wachlarz zapewne pomagał ten zapach rozsiewać wokół.
- Takie ozdobne klipsy kobieta nosiła przy pasie. Typowo damskie przedmioty, jak: naparstek, nożyczki, poduszka do szpilek podkreślały to, że była ona panią domu, a w doczepionych fiolkach można było schować sole trzeźwiące i perfumy.
- Przykład XVIII-wiecznych butów z patynką, czyli dodatkową osłoną, która miała chronić kosztowne, jedwabne pantofelki przed błotem na drogach i pomyjami na ulicach miast.
- Bawet czyli trójkątna wkładka przypinana do sukni szpilkami, którą zasłaniano sznurowanie stanika. Były to niezwykle strojne części ubioru, co widać na wspomnianym już obrazie Madame Pompadour (pierwszy w dzisiejszym wpisie), która ma bawet ustrojony różowymi kokardami.
- Pouf czyli XVIII-wieczna kobieca fryzura, to kolejna zadziwiająca sprawa. Czesanie pufa wymagało ogromnej cierpliwości od kobiet i niezwykłych umiejętności od fryzjerów, którzy tworzyli na stelażu konstrukcje z włosów konkretnej damy oraz włosów doczepianych (ludzkich bądź końskich), dodatkowo ozdabiając je koronkami, kwiatami, owocami, piórami etc. Niektóre wymyślne fryzury miały wpleciony we włosy model statku, lub klatkę z prawdziwym ptaszkiem. Uczesania te miały też charakter sentymentalny - umieszczanie konkretnych symboli oddawało nastrój lub pragnienia (np. panie dla których ważna była rodzina, wpinały sobie w koafiurę figurki przypominające jej członków).
- Przyrząd do rozpylania pudru na fryzurę.
- Karykatura Z XVIII wieku dotycząca pracy fryzjerów. Stworzenie pufa, prócz tego, że było czasochłonne, było też drogie, dlatego kobiety starały się jak najdłużej utrzymać uczesanie na głowie. Przy spaniu na siedząco w worku na głowie, średnio wytrzymywało ono 3-4 tygodnie. A że włosów wtedy nie myto...
- ...wszechobecne były wszy, które w pufie czuły się idealnie. Trzeba pamiętać, że głowa była jedną wielką zaropiałą, zatłuszczoną i skołtunioną raną. Żeby jednak nie niszczyć pięknego uczesania, noszono ze sobą drapaczki, które na jakiś czas przynosiły ulgę. We włosach umieszczano też pułapki na wszy (to te dwa pojemniczki po prawej), do których wkładano wacik nasączony krwią mający przyciągać owady. A jako ciekawostkę napiszę, że u jedna dama, która swoją konstrukcję rozebrała po 9(!) tygodniach, znalazła w niej w gniazdo myszy i przez tę szokującą informację miała poronić dziecko.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.











