Lista blogów » Corba Style

Here comes the Bride...

Zobacz oryginał

Dziś zaprezentuję wam relację z poszukiwań idealnej sukni ślubnej :)
Zdjęcia sukien ślubnych mam na komputerze już od dawna. Specjalny folder zawiera na dzień dzisiejszy 130 zdjęć różnych modeli. Polubiłam na facebooku okoliczne salony i zagraniczne marki. Rok temu zaś byliśmy na targach ślubnych. Miałam więc w głowie obraz sukienki jaka by mi się podobała. Postanowiłam zacząć od salonu Fasson w Paniówkach reklamowanego jako największy na Śląsku. Umówiłam się na sobotę pasującą towarzyszącym mi osobom : mamie, siostrze i dwóm koleżankom. Na miejscu okazało się, że salon wcale nie jest taki duży, a ponadto na jedną godzinę zawsze umawiane są dwie przyszłe panny młode i choć każda ma do dyspozycji swoją przymierzalnię to w salonie jest tylko jeden podest by pokazać się towarzyszącym nam osobom. Musiałam czekać w kolejce by zobaczyć się w lustrze i pokazać z każdej strony oceniającym mnie bliskim. W dodatku patrzyło na mnie dziesięć innych obcych ludzi co skradło tej wyjątkowej chwili jej magię.

Na początek poszła sukienka, którą sobie upatrzyłam jako tę idealną. Niestety na miejscu był tylko kolor ivory, ale panie zapewniły mnie, że każdy z modeli można uszyć również w białym tak jak jest zaprezentowany na stronie internetowej. Sukienka była piękna, ale mama zwróciła mi uwagę na to, że idąc na przykład po schodach będę suknię trzymała w rękach, a w tym przypadku tiul po puszczeniu nie opadał swobodnie. Musiałabym ciągle się poprawiać. 
01.jpg
Drugą suknię również upatrzyłam sobie wcześniej i myślałam, że będzie bardziej swobodnie opadać. Okazało się, że owszem opada, ale na manekinie. Mi wyszła princessa w stylu "Moje wielkie cygańskie wesele" :/
02.jpg
Potem przymierzyłam zaproponowaną mi przez Liliannę sukienkę bardzo podobną do tej pierwszej upatrzonej. Ta jako jedyna była w kolorze białym. Na mnie jednak wyglądała jakoś sztucznie. Od tego momentu zaczęłam się zastanawiać czy faktycznie nie wyglądam lepiej w ecru/ivory.
04.jpg
W tym momencie zaczęłam czuć pewien niepokój. Pani doradczyni zaproponowała bym przymierzyła coś zupełnie innego. Tym sposobem moja mama przemyciła swój pomysł - skromną sukienkę z muślinu. Co prawda sama miała zastrzeżenia co do wykończenia i brałybyśmy z mniejszą ilością koronki na samej górze i z innymi ramiączkami. Wyglądałam ładnie, sukienka fajnie podniosła mi biust. Ale ja w myślach próbowałam wyobrazić sobie siebie wysiadającą z samochodu pod kościołem. Nie czułam, że to "ta jedyna". Nie wyobrażałam sobie ludzi myślących sobie "wow!". Mama twierdziła potem, że widząc mnie w tej sukience czuła jak jej się ścisnęło w żołądku, ale stwierdziłam, że najwyraźniej była głodna :)
Ja nie czułam się w niej ładna. Choć teraz patrząc na zdjęcie ta sama sukienka w kolorze białym wydaje mi się całkiem fajna.
05.jpg
W tym momencie pani pracująca w salonie stwierdziła, że przyniesie mi dwa zupełnie inne kroje. W międzyczasie jednak Iwona zasugerowała bym przymierzyła sukienkę bez ramiączek. Zdesperowana zgodziłam się na tę propozycję. Okazało się, że jest bardzo wygodna dzięki dodatkowemu ściągającemu paskowi wewnątrz sukni na wysokości talii. Nie ma obaw, że sukienka będzie się zsuwać. Ja jednak wolę i tak mieć ramiączka. Pani zapewniła mnie, że doszyją takie jakie będę chciała po czym zaskoczyła mnie przynosząc coś w rodzaju bolerka zapinanego z tyłu na śliczne guziczki. Założyła mi je, a koniec przykryła wstążką tak, że całość wyglądała jakby tak od początku była uszyta. To było to! Góra taka jaka od początku mi się podobała (czyli w stylu pierwszej mierzonej sukni), dół choć tiulowy to dzięki obszyciu na dole i dodatkowemu obciążeniu koronką w miarę swobodnie spływający i piękne plecy :) Minus? 3400zł podczas, gdy chciałam zmieścić się w trzech tysiącach.
03.jpg
Zdecydowałam, że mam dosyć na jeden dzień. Muszę się z tym przespać. Niestety nie można było na miejscu robić zdjęć co też nie pomogło mi w podjęciu decyzji. Wiadomo, że inaczej ogląda się siebie w lustrze, a inaczej na zdjęciu. Po powrocie do domu miałam już nieco zatarty obraz każdej z pięciu sukienek. Na jednym salonie więc się nie skończy. Na szczęście mam jeszcze trochę czasu. Możliwe, że koniec końców skorzystam z propozycji kuzyna, który dał mi namiary do krawcowej, która uszyła siedem lat temu suknię dla jego żony za 1500zł (cena tej samej z katalogu : 3200zł). Na kolejną relację z poszukiwań zapraszam już wkrótce :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.