Lista blogów » Domowa Kostiumologia

gorset - zrób to sam?

Zobacz oryginał
Będąc całkowitą ignorantką w dziedzinie szycia, natknęłam się kiedyś na filmiki Lucy (bishonenrancher) na YouTube. Dziewczyna posiada ogromną kolekcję gorsetów, sama również zajmuje się ich produkcją. Opisuje krok po kroku samodzielne uszycie takiego gorsetu, moim zdaniem to prawdziwy skarb! Dzięki niej w ciągu kilkudziesięciu minut zaznajomiłam się z budową gorsetów, ich działaniem i wpływem na zdrowie (i obwód talii!). I choć sama nie czułam się na siłach, żeby brać się za robienie tak koszmarnie skomplikowanej konstrukcji, gorsety przez długi czas krążyły mi po głowie.

Nie minęło wiele czasu, gdy z nudów wybrałam się na oględziny. Kiedyś podczas wycieczki krajoznawczej po okolicznych second-handach wpadł mi w ręce dość paskudny gorset bieliźniany, który właściwie wcale nie wpływał na wymiary czy sylwetkę – ot, po prostu był. Wtedy pomyślałam sobie, że można by go przerobić; od zakupu powstrzymywała mnie jednak cena i myśl o minie mojej mamy, gdy wracam do domu z seksownym bieliźnianym gorsetem.


Po obejrzeniu filmików Lucy postanowiłam jednak zaryzykować. Sama konstrukcja takiego “bieliznowego” gorsetu w końcu nieco przypomina tę właściwą. Zajęło mi to sporo czasu, ale w końcu znalazłam – dość paskudny, ażurowy, z tyłem w cętki, nawet nie miał sznurowania – ale stwierdziłam “CHALLENGE ACCEPTED!” i zabrałam się do pracy. Po kilku dniach męczarni wyszło mi coś takiego:

corset2.jpgPierwszy samodzielnie wykonany gorset… Porażka tylko połowiczna.



Jak widać, gorsetowi daleko było do perfekcji – ale i tak byłam z siebie dumna, sama wykombinowałam usztywnienia (bonings), których w Polsce jako takich chyba nie ma, i różnica, chociaż niewielka, była widoczna.

Gorset przeleżał kilka miesięcy, głównie dlatego, że nie miał okazji być używany. Poza tym posiadał kilka zasadniczych wad, jak na przykład ogromna luka z tyłu, gdzie musiałam wyciąć przyszyty do niego… biustonosz.


Niedawno, za pośrednictwem Lucy, trafiłam na Sidney Eileen – gorseciarkę, która zmaga się teraz z poważną chorobą. Ponieważ dawno niczego nie robiłam, postanowiłam wypróbować jej najprostszy “przepis” na gorset.


Ten model nazywa się “ribbon corset” i był popularny w okresie edwardiańskim, czyli na początku XX wieku. Jego charakterystyczną cechą jest to, że zamiast materiału zbudowany jest w kilku szerokich wstążek, które nakłada się na siebie pod kątem. Nie będę może opisywać jego dokładnej budowy – w tym celu odsyłam was do tutorialu.


Moim głównym problemem był fakt, że nigdzie nie mogę dostać zapięcia typu “busk”, które zasadniczo służy do otwarcia gorsetu z przodu. Znalazłam co prawda jedną sztukę na Allegro, ale nie chciało mi się na nie czekać, poza tym było troszkę za długie i, no dobra, przyznaję, za drogie. Postanowiłam więc zaryzykować i po prostu zamknąć przód, zszywając go. Rezultat nie najgorszy, tylko muszę zainwestować w dłuższą wstążkę, która służy do wiązania z tyłu – gorset jest jednak dość ciasny i muszę sporo się namęczyć, żeby przecisnąć go przez głowę i ramiona.



P2148700.jpgSkończony (choć nie wykończony) ribbon corset.

Przyznajcie jednak, że jak na DIY, i to początkującej amatorki, jest całkiem nieźle! Polecam wam spróbować tego “przepisu” na gorset.


Tutaj moja przygoda z gorsetami się kończy. Mam nadzieję uskładać kiedyś na taki “prawdziwy”; a już w ogóle szczytem moich marzeń jest zdobycie jakimś cudem (chyba na zamówienie…) prawdziwego, wiktoriańskiego gorsetu.

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.