Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Futrzak

Zobacz oryginał

"Futrzane" swetry to była/jest druga - po kracie zaraz - choroba "modowa", na którą tegorocznym sezonem jesień/zima zapadłam.


Owszem, widywało się takie cuda i w zeszłym roku i wcześniej nawet, ale jakoś nie udało im się do tej pory podbić mojego serca.

Właściwie określenie "futrzane" średnio tu pasuje, bo te swetry wiele z futrem wspólnego nie mają - bardziej odpowiednimi przy próbie ich opisu wydają się być słowa "puszyste" albo "włochate".

Jednak tak blogerki, jak i projektanci, styliści, domy mody, czy wreszcie zwykli klienci sklepów odzieżowych namiętnie "futrzanością" się w języku pisanym i mówionym posługują - przyjmijmy więc, że i mój prezentowany Wam tu dziś sweter jest futrzanym ;)

2.jpg

Sweter wypatrzyłam w Cukier Puder Vintage Store - przybytku, o którym pisałam Wam już przy okazji mojego posta z kocią bluzą w roli głównej.
Na zamieszczonych w tamtym poście zdjęciach oprócz przefajnej bluzy miałam na sobie czarną kamizelkę - pamiętacie?
Właśnie w Cukier Puder Vintage Store ją nabyłam.

1.jpg

Z racji tego, że butik ten (bo właściwie butikiem Cukier Puder wypadałoby nazywać - ci i te z Was, którzy i które po usłyszeniu słowa "vintage store" wyobrażają sobie ciasną, zatęchłą klitkę z niedbale rozstawionymi między jej ścianami wieszakami zapełnionymi mnóstwem śmierdzących i poplamionych szmat mile by się po wkroczeniu w progi Cukru Pudru rozczarowali: lokal jest przestronny, urządzony w nowoczesnym, skandynawskim stylu, ubrania są w dużym procencie nowe, a pachnie tam przepięknie!) mieści się niemal naprzeciwko tego w którym pracuję, to i okazji do zaglądania w jego pełne vintage'owych cudeniek progi mam... więcej, niż mój portfel może znieść ;P (dyplomatycznie rzecz ujmując ;)).

Zaglądam tam więc często.
Ostatnio jednak staram się robić to jak najrzadziej, bo do wypłaty jeszcze trochę czasu zostało ;P

6.jpg

Zatem - futrzak.

1.jpg

Jak tylko został mi pokazany (tak, właścicielki Cukru Pudru potrafią zachęcić klienta do zakupów u nich, oj, potrafią... wiedzą co pokazać, żeby klient z pustymi rękami nie wyszedł ;P), to już wiedziałam jedno: bez niego się nigdzie nie ruszam.

No dobra - wiedziałam, że będę musiała się ruszyć (bo nie miałam przy sobie pieniędzy) ale pewną byłam, iż muszę prosić o swetra odłożenie ;P

To właśnie takiego swetra szukałam przez kilka tygodni, codziennie niemal zaglądając do moich ulubionych sieciówek - z nadzieją, że wreszcie taki model jaki sobie wymarzyłam znajdzie się na półkach którejś z nich.

Więc... jak mogłabym go nie kupić?

7.jpg

Powiem Wam, że bardzo dobrze zrobiłam - gdyby nie ta spontaniczna wizyta u "sąsiadek", to pewnie zakupu puchatego swetra tą jesienią bym się nie doczekała.
Te futrzaki, które teraz w H&M'ie czy Reserved widziałam (dobry miesiąc po zakupie mojego egzemplarza!) zdecydowanie by w mojej szafie nie wylądowały - bardzo tandetnie wyglądają :()

10.jpg

Sweter jest nie tylko piękny - on jest przede wszystkim mega ciepły!
W dniu, w którym robiliśmy z Leszkiem te zdjęcia nie było co prawda jeszcze takiej na zewnątrz zimności jaka teraz panuje (okropność jakaś! chyba zawieszam bloga do marca ;( ;P), ale chłodno - owszem, było.
Mimo tego... wcalem nie zmarzła!
Ani trochę!
To Leszkowi - potrafiącemu zimą założyć płaszcz na koszulkę z krótkim rękawem, tak w ogóle - zrobiło się zimno ;)
Ja chłodu nie czułam.

5.jpg

Mój futrzak grzeje mnie i teraz - od kilku dni nawet na chwilę się z nim nie rozstaję.

To jest chyba najcieplejszy sweter, jaki mam w szafie.

Szczerze mówiąc - nie spodziewałam się tego po nim, bo ma taki splot, że miejscami jest "dziurawy".
Przygotowana byłam więc na to, że przez te "dziury" może się dostawać wiatr - nic bardziej mylnego.
Sweter izoluje przed późnojesiennym wiatrem jak talala ;)

2.jpg

Razem ze swetrem możecie podziwiać (chociaż to jest chyba słowo użyte na wyrost, bo średnio ją tu widać ;P) dżersejową sukienkę, którą oglądaliście już w poprzednim poście - tak, tę z H&M'u ;)

Po raz kolejny założoną w charakterze spódnicy.

9.jpg

No i nowości, na fanpejdżu zapowiadane, na fanpejdżu prezentowane!

19.jpg

Po pierwsze - torba.

Torba kupiona przypadkiem, po ponad dwa tygodnie trwających poszukiwaniach nowego torby modelu.

17.jpg
Celem moich poszukiwań miała być torba "elegancka" - cokolwiek to miało oznaczać.

A, i koniecznie z okuciami w kolorze srebra - żeby mi pasowały do okuć oficerek, które też są nowością i o których kilka słów będzie niżej.

Polowałam na kilka skórzanych, shopperowych modeli na DaWandzie oferowanych.
Jeden już nawet kupiłam.
Niestety - musiałam odesłać.
Na żywo wydał mi się...  zbyt elegancki.
Taki... "pańciowaty" ;P
I w ogóle do mnie mało pasujący.

Postanowiłam przeszukać sklepy stacjonarne - żeby kolejnej takiej akcji z odsyłką uniknąć.
Złaziłam pół Manufaktury.
Niczego nie znalazłam.
Albo inaczej - znalazłam wiele fajnych modeli, ale okucia miały złote :(

18.jpg

Aż wreszcie - wychodząc już niemal z tej mojej Manufaktury nieszczęsnej - przypadkiem prawie (bo sweter na wystawie wiszący mnie zainteresował) weszłam do Zary.
Sweter okazał się mieć koszmarny skład.
Korzystając z tego, że już jestem w środku rozejrzałam się po półkach z torbami.
Bez jakiejś szczególnej na znalezienie czegoś fajnego nadziei.

I zobaczyłam ją... Torbę - worek. Z dość długim paskiem! Z frędzlami (no dobra - z czymś na frędzli modłę ;P)!
I... takimi okuciami, jakich szukałam <3

8.jpg

To była miłość od pierwszego wejrzenia.

4.jpg

Chwilę wahałam się nad zakupem - bo z tymi zarowymi torbami to jest tak, że jak tylko się w sklepach pojawią, to zaraz zaczynają zalewać ulice.
One i ich "podróbki" (niech będzie - modele "inspirowane" tymi zarowymi ;P).
A ja nie lubię zbyt często widzieć jakiejś mojej rzeczy na kimś innym ;P

Ale koniec z końców opuściłam sklep z torbą pod pachą ;)

Oficerki - oficerki upolowałam na Zalando.

16.jpg
Potrzebowałam oficerek prostych, bez zbędnych ozdób, czarnych i koniecznie skórzanych.
Nie musiały być drogie, nie musiały być jakiejś niesamowitej jakości.
Miały być w miarę choćby porządne.

Te wpadły mi w oko, gdy szukałam modelu dla mamy (podała mi tylko markę i cenę, zanim te wypatrzone przez nią odnalazłam, to pół godziny minęło -.-) - moja mama zakupy na Zalando uwielbia, więc w jej wypadku większość ubrań i butów trafia do niej właśnie poprzez ten portal.

15.jpg
Buty spodobały mi się niemal od razu, zamówiłam je więc bez zbędnych rozkmin i przemyśleń (acz nie bez lęku o to, czy cholewka okaże się wystarczająco luźna - nie cierpię oficerek z ciasną cholewką!).

Zakupu nie żałuję w żadnym razie - no dobrze, póki co mam z nimi jeszcze ten sam problem, który mam zawsze z nowymi, wysokimi i skórzanymi butami.
Cholewka jest sztywna i mało ułożona, w związku z czym się zagina - jak paskudnie jej to wychodzi, możecie zauważyć na niektórych zdjęciach (myśmy na to zupełnie w trakcie cykania fot uwagi nie zwrócili :/).
Na kilku wyglądam, jakbym miała dziurę w łydce ;)

O, choćby na tym:

3.jpg

Jakby co - "dziura" jest już mniejsza ;P
Skóra się powoli "wyrabia" ;P

11.jpg

Sweter - no name (Cukier Puder Vintage Store)
Sukienka - H&M
Rajstopy - Gatta
Rękawiczki - Butik Nashe (Zgierz - ulica Parzęczewska)
Torba - ZARA
Oficerki - Zign (Zalando)

12.jpg

Czy Wy też macie takie kłopoty ze znoszeniem tego ochłodzenia?
Powiem szczerze, że ja ledwo daję radę przemieszczać się po mieście.
Nie minie pięć minut i już jestem cała skostniała :(
I chociaż mam ostatnio jakąś dobrą passę w kwestii wymyślania fajnych połączeń ciuchowych (w jesienne i późnowiosenne dni zawsze jestem bardziej twórcza ;P), to Leszek nie jest w stanie nakłonić mnie do tego, bym zechciała pozować do zdjęć :(

Także - jeśli w najbliższym czasie zaczną się tu pojawiać posty kosmetyczne, to wiedzcie, że w łódzkiem temperatura jest bardzo, bardzo niska ;P

20.jpg

Uciekam!
Mam przed sobą kolejny pracowity dzień.
Mam nadzieję, że chociaż Wy macie więcej czasu na polenienie się, niż ja ;P

Ściskam Was!

Wasza Mar!

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.