Lista blogów » Lumpexoholiczka

Pierwszy post z Portugalii !!!
Nie mogłam się doczekać aż go dodam, ale ponieważ nie mam tak dobrego połączenia z siecią jak bym chciała, fotorelacje będą się pojawiać z kilkudniowym opóźnieniem.
Ale może od początku. Co ja tu właściwie robię? Jedno magiczne słowo. Erasmus. Najprostszy i najtańszy sposób na to, żeby zobaczyć coś co tylko pozornie wydaje się być odległe i nieosiągalne. Tak naprawdę leży w zasięgu ręki. Trzeba tylko chcieć. Trzeba tylko być ciekawym tego co jest po drugiej stronie. W moim przypadku po drugiej stronie Europy!
Do Lizbony przyjechałam z Gosią. W dwójkę zawsze raźniej pokonuje się setki kilometrów i przeprowadza do obcego kraju, gdzie wszystko jest inne. Inny język, inne jedzenie, inna mentalność ludzi...
Póki co wciąż szukamy swojego miejsca, w którym spędzimy najbliższe 9 miesięcy. Teraz mieszkamy pod miastem, i ponieważ nasz semestr rozpocznie się z 4 tygodniowym opóźnieniem (sic! to takie portugalskie) skupiamy się na tym co najprzyjemniejsze - zwiedzaniu :)



Zanim zobaczycie miasto, kręte uliczki, stare kamienice, małe knajpki i zabytki pokażę Wam stolicę z zewnątrz.
Wystarczy przedostać się na drugą stronę Tagu,który jest najdłuższą rzeką na Półwyspie Iberyjskim, do Almady, gdzie tuż za mostem na szczycie widać wielki posąg Jezusa Chrystusa, skierowanego twarzą w stronę Lizbony. To mniejszy odpowiednik tego, który króluje nad Rio de Janeiro.
Miasto z tego miejsca wygląda niewiarygodnie!





Po wjechaniu na szczyt figury warto zejść na wybrzeże i zobaczyć przeciwległy brzeg z innej perspektywy. Wzdłuż rzeki rozciągają się stare, opuszczone domki, zdobią je spalone słońcem ściany, łuszczący się tynk i kolorowe, potłuczone kafelki. Obok woda rozbija się o brukowaną posadzkę i wszystko to zarazem tworzy niesamowity klimat.






Na końcu tej drogi znajdziecie małą knajpkę z brazylijskim jedzeniem.
Chyba nie można wyobrazić sobie bardziej malowniczego miejsca, żeby zjeść kolację. Z drugiej strony właśnie przez to położenie 'Atira-te ao Rio' jest restauracyjką, gdzie zaglądają głównie miejscowi, a turyści nie mają o niej bladego pojęcia.
Można albo usiąść w lokalu, zająć stolik na dworze lub zjeść pod baldachimem. Można odetchnąć poczuć słony zapach wody i zrelaksować się jak nigdzie indziej.





Na górze krewetki, ryba z warzywami i ryżem.
Na dole krwisty stek z wołowiny oraz najlepszy pieczony banan w cieście jaki w życiu jadłam ! Pycha :)



ZDJĘCIA : Ja i Gosia
Fly Away
Zobacz oryginał ndz., 23/09/2012 - 17:54Pierwszy post z Portugalii !!!
Nie mogłam się doczekać aż go dodam, ale ponieważ nie mam tak dobrego połączenia z siecią jak bym chciała, fotorelacje będą się pojawiać z kilkudniowym opóźnieniem.
Ale może od początku. Co ja tu właściwie robię? Jedno magiczne słowo. Erasmus. Najprostszy i najtańszy sposób na to, żeby zobaczyć coś co tylko pozornie wydaje się być odległe i nieosiągalne. Tak naprawdę leży w zasięgu ręki. Trzeba tylko chcieć. Trzeba tylko być ciekawym tego co jest po drugiej stronie. W moim przypadku po drugiej stronie Europy!
Do Lizbony przyjechałam z Gosią. W dwójkę zawsze raźniej pokonuje się setki kilometrów i przeprowadza do obcego kraju, gdzie wszystko jest inne. Inny język, inne jedzenie, inna mentalność ludzi...
Póki co wciąż szukamy swojego miejsca, w którym spędzimy najbliższe 9 miesięcy. Teraz mieszkamy pod miastem, i ponieważ nasz semestr rozpocznie się z 4 tygodniowym opóźnieniem (sic! to takie portugalskie) skupiamy się na tym co najprzyjemniejsze - zwiedzaniu :)

Zanim zobaczycie miasto, kręte uliczki, stare kamienice, małe knajpki i zabytki pokażę Wam stolicę z zewnątrz.
Wystarczy przedostać się na drugą stronę Tagu,który jest najdłuższą rzeką na Półwyspie Iberyjskim, do Almady, gdzie tuż za mostem na szczycie widać wielki posąg Jezusa Chrystusa, skierowanego twarzą w stronę Lizbony. To mniejszy odpowiednik tego, który króluje nad Rio de Janeiro.
Miasto z tego miejsca wygląda niewiarygodnie!


Po wjechaniu na szczyt figury warto zejść na wybrzeże i zobaczyć przeciwległy brzeg z innej perspektywy. Wzdłuż rzeki rozciągają się stare, opuszczone domki, zdobią je spalone słońcem ściany, łuszczący się tynk i kolorowe, potłuczone kafelki. Obok woda rozbija się o brukowaną posadzkę i wszystko to zarazem tworzy niesamowity klimat.

Na końcu tej drogi znajdziecie małą knajpkę z brazylijskim jedzeniem.
Chyba nie można wyobrazić sobie bardziej malowniczego miejsca, żeby zjeść kolację. Z drugiej strony właśnie przez to położenie 'Atira-te ao Rio' jest restauracyjką, gdzie zaglądają głównie miejscowi, a turyści nie mają o niej bladego pojęcia.
Można albo usiąść w lokalu, zająć stolik na dworze lub zjeść pod baldachimem. Można odetchnąć poczuć słony zapach wody i zrelaksować się jak nigdzie indziej.

Na górze krewetki, ryba z warzywami i ryżem.
Na dole krwisty stek z wołowiny oraz najlepszy pieczony banan w cieście jaki w życiu jadłam ! Pycha :)
ZDJĘCIA : Ja i Gosia
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



