Lista blogów » Neonowa Strzała

europejka

Zobacz oryginał
IMG_0963%2BNS.JPG

sukienka SoSimply | sweter sh | płaszcz House | torebka Pimkie | buty H&M


IMG_0966%2BNS.JPG

To bardzo zabawne, bo nigdy, ale to przenigdy nie uważałam, że czerwień to mój kolor. Wszelkie rzeczy właśnie w tym kolorze odpadały, a jedynie akceptowanym produktem była czerwona szminka. Odbieram ten kolor za mało twarzowy, więc generalnie darowałam sobie oglądanie się za nim. No, ale masz babo placek, znalazł się on w mojej garderobie i jestem z tego zadowolona. I nagle myślę, że jest nawet twarzowy. Jest jedno "ale", ten kolor niezmiennie kojarzył mi się ze świętami. Wiecie, Mikołaj, Coca-Cola (no jak święta, bez świątecznej kampanii Coca-Coli), czerwone bombki, czerwone wstążki, czerwony papier do pakowana, czerwony barszcz i wiele innych czerwonych rzeczy. Ja nie wiem, też tak macie? Czy to pierwsze świąteczne ozdoby w sklepach wpływają na moje myślenie?
Sweter znaleziony w używaku (coś te lumpy mają do siebie, że człowiek coś kupi, czego w życiu by nie pomyślał, aby kupić w sklepie) śmiało mogłabym połączyć z samymi rajstopami i nie świeciłabym bożeną na mieście (słowniczek Pana Jacykowa). Albo mogłabym się pokusić o jeszcze inne dość popularne rozwiązanie, jeśli chodzi o połączenia długich swetrów, otóż, nie wydłużając już, o kombinację ze skórzanymi czarnymi rurkami. Oczywiście, jest to też miłe dla oka rozwiązanie, ale myślę, że tak często spotykane na co dzień oraz na innych blogach (szczególnie w okresie świątecznym), że ja sobie mogę odpuścić taki set, dając fory rzadziej spotykanemu rozwiązaniu. Tak, rzadziej spotykanemu...

Ostatnio nieco myślałam o modzie charakteryzującej Polaków. Jeśli sposób, w jaki obywatele naszego kraju się ubierają można nazwać "modą". Wszystko szare, przeciętne, miałkie. My się chyba boimy mody. Tak, mody, czyli wszystkiego co ona za sobą kryje. Odbieramy ją jako Rów Mariacki wypełniony głupotą świata, gdzie tak naprawdę jest sztuką. I czasem uciekamy od niej, jakbyśmy się mieli tą wyimaginowaną głupotą zarazić. Co więcej? Boimy się eksperymentować. Boimy się wyróżniać. Boimy się kombinować z długościami. Boimy się nosić kolory. Boimy się założyć coś bardziej ekstrawaganckiego. Boimy się wyjść tak z domu i wybijać się na tle tłumu. Boimy się tych spojrzeń, a olaboga jeszcze ktoś nas wytknie palcem. TRAGEDIA! Po takim wyjściu, to już gwarantowanie z niczym nie zaszalejemy i przepadło. Przepadła okazja do pokazania się z innej strony. Przepadła okazja do zdjęcia maski, pokazania prawdziwego "ja". A może właśnie jest odwrotnie? Może jesteśmy masą, robotami, tak zakodowanymi, a w zwojach naszego mózgu jest genetycznie zapisana nijakość? Może, to właśnie inny ubiór jest dla nas nienaturalny, przytłacza nas (o to z pewnością, bo wyróżnianie się potrafi przytłaczać) i powoduje poczucie jakiejś obcości? A przecież każdy z nas nie lubi czuć się obco. Każdy chce mieć do kogo się uśmiechnąć, zagadać, a tu się wyróżni na ulicy i wszystko zaprzepaści. Tak jak z wyrażaniem opinii. Powiesz coś odmiennego, krytycznego i nagle tracisz "fanów". I tego zdania też boimy się wyrażać. Wszystkiego się boimy. Boimy się choroby, jesiennej chandry, utraty pracy, jazdy samochodem, latania samolotem, zastrzyków, psów i chomików, i że laska wpadnie, i pieniędzy nie starczy, i że potrawa nam nie wyjdzie, i że ktoś zepsuje o nas opinię, albo że sami ją zepsujemy. Boimy się innych ludzi, boimy się różnego zachowania, samochodem parkowania, wyprzedzania. No dosłownie wszystkiego. Jak my jeszcze żyjemy, jak co krok, czegoś się obawiamy? Parkiem spokojnie się nie przejdzie, bez lęku, że kupą ptasią się oberwie.
A może warto tak któregoś razu wstać i się niczego nie lękać. Tak jeden dzień na próbę. Zaszaleć. Pokazać charakter. Pokazać, że jest się kimś. Ma się swoje zdanie. Swoje pasje. Swoje upodobania. Wybić się z tłumu. Złamać kod. Ubarwić ten kraj. Dodać mu pozytywnej energii. Bo ja nie my, to kto?
Spójrzcie na siebie i pomyślcie, kiedy ostatnio zrobiliście coś bardziej odważnego? Kiedy ostatnio znów się czegoś baliście? Otwórzcie się na świat. Wyraźcie swoje zdanie. Nałóżcie coś bardziej crazy. Uśmiechnijcie się do kogoś obcego. To nic trudnego i z pewnością ostatnie co Was do tego zatrzymuje, to wyobraźnia :)
Nie mówię, że każdy jest taki. I bardzo się cieszę. Spotykam też ludzi pozytywnych, z energią, która zaraża i mnie. Bez względu, czy widzę ich w sieci, czy mijam na ulicy. Bez względu czy się do mnie uśmiechają, czy po prostu kolorowo ubierają. Mijam ich i myślę "moja krew". Pozytywna, uśmiechnięta niczym krew płynąca w żyłach Włochów, stylowa niczym krew Francuzów. I ja się staram taka być. Taka europejka, ciesząca się z życia, a strojem wyrażająca siebie, swoje oblicze i kolorową duszę :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.