Lista blogów » Mademoiselle Emnilda
Dzień dobry czyli Sa-bah al-cha-jer!
Zobacz oryginał ndz., 13/07/2014 - 21:38Sklepik ten w zasadzie nie wyróżniał się niczym szczególnym, jeśli porównać go do innych tego typu przybytków, znajdujących się na pewnej handlowej uliczce w Egipcie. Jak wszędzie, tak i tutaj, towar wychodził do klienta, w workach przed wejściem piętrzyły się kwiaty hibiskusa, naturalne pumeksy i inne specyfiki, w powietrzu zaś unosił aromat kadzideł i egzotycznych owoców, a sprzedawca już z z daleka nawoływał, żeby odwiedzić właśnie jego sklep. Jednak to, co przyciągnęło moją uwagę, kazało się zatrzymać, obejrzeć dokładnie witrynę, a następnie wejść do środka, były starocie* (no i twarz Hugh Laurie'go, który "firmuje" ten sklepik, nazywający się po prostu Doktor House).
......
Nieczęsto zdarza mi się wpadać podczas swoich podróży na tego typu sklepiki (w zasadzie jedynym odnotowanym w mojej pamięci jest sklep ze starzyzną w El-Jem w Tunezji, ale ceny były zaporowe), więc tym chętniej zajrzałam do środka, a tam... istny oczopląs! Serio! Nie wiedziałam na co mam patrzeć, bo cały sklep - w tym ściany i sufit - pełne były najróżniejszych przedmiotów: małych i dużych, śmiesznych, tradycyjnie islamskich, pięknych, nieużytecznych, kolorowych i kiczowatych. Po prostu raj poszukiwacza. Spędziłam tam dobre 40 minut, racząc się w międzyczasie pyszną beduińską herbatą i opowieściami właściciela, który okazał się przemiłym gościem.
......
Do sklepiku wracałam kilkukrotnie, traktując go później bardziej jako magiczną miejscówkę, w której można napić się herbaty, niż miejsce zakupów (te zrobiłam za drugim razem). Najbardziej przypadł mi do gustu właśnie - bądź co bądź - kiczowaty wystrój, który jednak tworzył fantastyczną całość, a wygodne kanapy i cudowne zapachy aromatyzowanych herbat sprawiały, że za każdym razem opuszczałam to miejsce niechętnie. Właściciel sklepu pozwolił mi również zrobić w swoim królestwie kilka zdjęć na bloga, a nawet sam się na nich pokazał :) Tak więc zostawiam Was z tymi fotografiami i mam nadzieję, że choć trochę oddadzą Wam niesamowity klimat tego miejsca.
* Egipskie przepisy celne nie pozwalają przewozić przedmiotów, które liczą sobie więcej niż 100 lat.
......
Nieczęsto zdarza mi się wpadać podczas swoich podróży na tego typu sklepiki (w zasadzie jedynym odnotowanym w mojej pamięci jest sklep ze starzyzną w El-Jem w Tunezji, ale ceny były zaporowe), więc tym chętniej zajrzałam do środka, a tam... istny oczopląs! Serio! Nie wiedziałam na co mam patrzeć, bo cały sklep - w tym ściany i sufit - pełne były najróżniejszych przedmiotów: małych i dużych, śmiesznych, tradycyjnie islamskich, pięknych, nieużytecznych, kolorowych i kiczowatych. Po prostu raj poszukiwacza. Spędziłam tam dobre 40 minut, racząc się w międzyczasie pyszną beduińską herbatą i opowieściami właściciela, który okazał się przemiłym gościem.
......
Do sklepiku wracałam kilkukrotnie, traktując go później bardziej jako magiczną miejscówkę, w której można napić się herbaty, niż miejsce zakupów (te zrobiłam za drugim razem). Najbardziej przypadł mi do gustu właśnie - bądź co bądź - kiczowaty wystrój, który jednak tworzył fantastyczną całość, a wygodne kanapy i cudowne zapachy aromatyzowanych herbat sprawiały, że za każdym razem opuszczałam to miejsce niechętnie. Właściciel sklepu pozwolił mi również zrobić w swoim królestwie kilka zdjęć na bloga, a nawet sam się na nich pokazał :) Tak więc zostawiam Was z tymi fotografiami i mam nadzieję, że choć trochę oddadzą Wam niesamowity klimat tego miejsca.
* Egipskie przepisy celne nie pozwalają przewozić przedmiotów, które liczą sobie więcej niż 100 lat.
W sklepie pełno było starych zdjęć, w pięknych ramach. Skusiłam się na jedno, przedstawiające czterech panów w fezach na głowie. Nazywam ich egipskimi wujkami, ale ciągle myślę nad imionami. Jakieś pomysły?
Świetnym pomysłem na częściową ozdobę sufitu, który podpatrzyłam u Doktora House'a jest drewniana sztukateria, która może być dodatkowo oświetlona, dzięki czemu wnętrze nabiera ciepła i charakteru.
Wypróbowałam większość instrumentów muzycznych, które były dostępne w sklepie. Niestety, raczej z marnym skutkiem.
Podstawowymi towarami sprzedawanymi w sklepie były rozmaite zioła, przyprawy, herbaty, kremy i olejki. Tych ostatnich było - tak na oko - kilkadziesiąt rodzajów: przeciwzmarszczkowe, wybielające skórę, powiększające piersi, zmniejszające fałdki na brzuchu, leczące egzemy i liszaje, zapobiegające migrenie, odstresowujące, wspomagające leczenie depresji, a także typowe olejki roślinne. Ja zaopatrzyłam się w krem do ciała z olejkiem kokosowym, który świetnie natłuszcza suchą skórę.
A to duma właściciela, stara francuska maszyna do wyświetlania filmów (o ile dobrze zrozumiałam).
Oglądanie samych tylko cudeniek umieszczonych w witrynie wystawowej zajęło mi dobrych kilka minut.
Wszystkie mazidła można było przetestować przed zakupem. A o tym co kupiłam w sklepie, co w ogóle przywiozłam i lubię przywozić z podróży, napiszę w którymś z kolejnych postów. Stay tuned.
......
Gdybyście byli akurat w Sharm El-Sheikh i chcieli odwiedzić sklep Doktor House'a, podaję adres:
Nabq Bay - El Khan Mall - sklep nr 26 (uliczka naprzeciwko Hard Rock Cafe).
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



