Lista blogów » Lumpexoholiczka
DREAM A LITTLE DREAM
Zobacz oryginał czw., 06/06/2013 - 23:50Cofnijmy się o jakieś 30 dni:
Koleżanka: Jakie masz plany na majówkę?
Ja: Jadę do Krakowa.
Ona: Do Krakowa? A co to za atrakcja...
Do cholery, czy ja jestem naprawdę ostatnią osobą, której noga nie stanęła w ex-stolicy?
Tak, otóż nigdy nie byłam. Nie wstydzę się tego. Co więcej, (prze)żyłam z tą świadomością całe 25 lat. Ale.. not any more.
Przeszłam na drugą stronę mocy, wsiadłam w pociąg Warszawa-Kraków (kto by pomyślał, że w Warsie mają taką dobrą sałatkę grecką, którą trzeba jeść całe 3h, żeby mieć gdzie siedzieć) i dołączyłam szczęśliwie do grona tych co byli. Widzieli. I podobało się, a jakże.
Przeszłam na drugą stronę mocy, wsiadłam w pociąg Warszawa-Kraków (kto by pomyślał, że w Warsie mają taką dobrą sałatkę grecką, którą trzeba jeść całe 3h, żeby mieć gdzie siedzieć) i dołączyłam szczęśliwie do grona tych co byli. Widzieli. I podobało się, a jakże.
W Krakowie czas jakoś wolniej płynie. Wszędzie jest blisko, więc można zwiedzać pieszo.Wszystko jest kameralne i przytulne.
Stare, to i stylowe. Panie ekspedientki bardziej uśmiechnięte. Ogólnie panuje szeroko pojęty luz.
Stare, to i stylowe. Panie ekspedientki bardziej uśmiechnięte. Ogólnie panuje szeroko pojęty luz.
No ale po kolei.
W A W E L
W A W E L
Jak na żółtodzioba przystało zaczęłam od miejsca, które plasuje się gdzieś w pierwszej trójce krakowskiego must see.
Panie, panowie na lewo Wisła, na prawo Zamek Królewski. No, uroczo, uroczo :)
Nabijam się delikatnie, ale tylko dlatego, że nie jestem fanką szlaków turystycznych. Nie lubię tych szalejących tłumów z mapami w rękach. Grupek podążających za przewodnikami, którzy na głowach mają kolorowe czapeczki / parasoleczki / chorągiewki czy inne pierdoły - co by się nie pogubić.
Wszystko to jest dla mnie antonimem poznawania. Jak tu się delektować chwilą, jak tu się zatrzymać i poczuć, kiedy w słuchawce ktoś się drze "idziemy dalej". Aż mnie mierzi...
A z drugiej strony być w Karwowie i nie być na Wawelu? To jak zjeść schabowego bez ziemniaków i surówki. Czujecie klimat?

Odpowiednia stylówka by zwiedzać Wawel to podstawa.
Na dziedzińcu, wśród krużganków poczułam się jak w portugalskim klasztorze Hieronimitów, w Belem. Piękne miejsce!

K A Z I M I E R Z
Spędziliśmy tu cały dzień.
Filmowa wręcz architektura przypominała mi Lizbonę. Brakowało tylko wzniesień i brukowanej kostki. Dziesiątki klimatycznych knajpek. Sklepiki, które, zdaje się, że są tu od zawsze. To wrażenie, że wszyscy znają wszystkich. Masa fotogenicznych zakątków.
Mieszanka polsko-żydowskiej kultury...

Spędziliśmy tu cały dzień.
Filmowa wręcz architektura przypominała mi Lizbonę. Brakowało tylko wzniesień i brukowanej kostki. Dziesiątki klimatycznych knajpek. Sklepiki, które, zdaje się, że są tu od zawsze. To wrażenie, że wszyscy znają wszystkich. Masa fotogenicznych zakątków.
Mieszanka polsko-żydowskiej kultury...


Idąc w stronę Placu Nowego, minęliśmy grupkę studentów: "Ej, to tu jest ten plac na, którym sprzedają te słynne zapiekanki?"
Jakie zapiekanki? Skąd mam wiedzieć. Przecież, ja tu jestem pierwszy raz. Heloł!
No, ale kolejka -wyobrażam sobie, że tak mniej więcej wyglądały te za komuny- nie pozostawiała żadnych wątpliwości. Zapiekanki z pewnością muszą uchodzić za kultowe. Spróbowałam. Były smaczne i świeże, ale żeby czekać na nie, lekką ręką, 30 minut. Przesada.

Cmentarz żydowski.

Oldschoolowa wystawa sklepowa z wekami.
Czas stanął tu w miejscu.

Refleksja - Kraków dziwnymi nazwami stoi.
Mówię tu zarówno o ulicach, restauracjach, barach jak i innych punktach usługowych.
Podzieliłam je nawet na kategorie.
1. Kulinaria - Krakowska manufaktura czekolady (odmiana z akcentem regionalnym); Czajownia; Miód malina; Trzy papryczki;
2. Fauna i flora - Królicze oczy; Pesto; Love Krove;
3. Dwuznaczne - Trzecie oko, (a ja myślałam, że Ranne kakao na Roxy to szczyt językowej finezji); Zaułek niewiernego Tomasza; Piwnica pod złotą pipą (serio!)
4. Abstrakcyjne - Pierwszy lokal na Stolarskiej, po lewej stronie, idąc od Małego Rynku; Skład towarów różnych; i mój faworyt Ulica Kupa.
Dorzucicie coś ?



R Y N E K
W pociągu do Krakowa towarzyszył mi Baltazar, dlatego miejsce z tego zdjęcia chciałam zobaczyć najbardziej.
Wiecie, człowiek się naczyta i potem do głowy przychodzą mu różne fanaberie - zwiedzić Kraków śladami Mrożka. Kiedy ruszyliśmy do centrum uparłam się, żeby iść w pierwszej kolejności na Krupniczą 22.
Samą kamienicę łatwo znaleźć, ale na miejscu szok! Ani pomnika, ani nawet tablicy upamiętniającej, której się spodziewałam. Nic. No budynek jak każdy inny...
Wiecie, człowiek się naczyta i potem do głowy przychodzą mu różne fanaberie - zwiedzić Kraków śladami Mrożka. Kiedy ruszyliśmy do centrum uparłam się, żeby iść w pierwszej kolejności na Krupniczą 22.
Samą kamienicę łatwo znaleźć, ale na miejscu szok! Ani pomnika, ani nawet tablicy upamiętniającej, której się spodziewałam. Nic. No budynek jak każdy inny...
Trochę rozczarowani, trochę wkurzeni zaczepiliśmy starszego pana, który wychodził z klatki.
-Tak, tak to jest ten słynny Dom Literatów, mieszkam tu od kilkudziesięciu lat. Znałem ich wszystkich... Wisię Szymborską, Sławka Mrożka, Adama Włodka, Tadka Nowaka, Kisielewskiego, Edzia Rączkowskiego. Wiedzą Państwo ilu ich się tu przewinęło przez te wszystkie lata? Ponad 100 pisarzy, artystów. O, a widzą Państwo te okna? Tam Andrzejewski pisał Popiół i Diament.
Opowiadając to starszy Pan miał łzy w oczach.

Niestety, jeśli miałabym ocenić ten wyjazd pod kątem restauracyjno-kawiarnianym, to z małymi wyjątkami, był kulinarną katastrofą. Nad czym ubolewam do tej pory. Przyzwoitość i dobre serce nie pozwalają mi wymieniać miejsc, które uraczyły nas paskudnym żarciem...
Na fb poprosiłam Was o podrzucenie fajnych gastronomicznych adresów. Fizycznie, niemożliwe było ogarnąć wszystkich, ale wśród nich było to miejsce - Krakowska manufaktura czekolady. Hit majówki!
Trafiliśmy tam pierwszego dnia i wracaliśmy każdego następnego. Gdybym w Warszawie natrafiła na coś takiego jak tamtejszy Wulkan kawowy, byłabym stracona. Poezja smaku!

Hamburgery też dały radę. Nazwy knajpy nie pamiętam, ale była tuż obok Teatru Starego.
Nie wiem czy będąc w jakimś mieście przez 3 dni, można mówić o tym, że ma się w nim swoje ulubione miejsce, ale cóż, ja mam. O tu.
Ta nazwa - Zaułek Niewiernego Tomasza. Ten klimat. 

Rynek Główny :)



Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



