Lista blogów » Różnotematycznie.

Czy należy bać się dodatków do żywności?

Zobacz oryginał
Hej!

   O dodatkach do żywności możnaby napisać książkę. Ewentualnie dwie. No, może kilka tomów. I jeśli mielibyśmy opisywać każdy z nich po kolei, to przypuszczam, że nawet autorom by się odechciało. Bo po pierwsze: kto by to czytał? Po drugie: tylko zniechęciliby ludzi. No właśnie. Do tego posta zainspirowały mnie niedawne zakupy w markecie jednej z popularnych sieci. W poszukiwaniu dobrej drożdżówki trafiłam na ten okaz. Jako, że będąc dzieckiem uwielbiałam bułki z nadzieniem jogurtowym, byłam ciekawa co znajdę w tej. Pewnie zdziwicie się, ale... nie znalazłam nic, a przynajmniej w tamtej chwili nie mogłam rozszyfrować składu. Dlaczego? Już mówię, a w zasadzie pokazuję. 
   Nie wiem naprawdę, co strzeliło do głów producentom tego wypieku, żeby przyczepić karteczkę ze składem. Fajnie, że nie chcieli, aby klient czuł się oszukiwany. Brawa za odwagę! Tylko... Dlaczego na etykietce roi się od "E, E, E" i przedziwnych skrótów? Przyznam, że miałam problem z rozszyfrowaniem samych skrótów typu "pr. wypr. w pr.", "des. do. ub", chyba znaleźć oznaczenia dodatków to już mniejszy problem. Jedyne słowa napisane w całości to "wyrób z ciasta drożdżowego", "z ciasta głęboko mrożonego" i nazwa producenta. Pierwsza myśl była taka: po kiego grzyba pisali w ogóle ten skład? Chyba po to, żeby zamącić w głowe klientom i zniechęcić do zakupu. Prawie nikt nie zna tych oznaczeń, więc nie lepiej byłoby napisać "wyrób pełen chemicznych dodatków"? Druga myśl taka: no okej, tylko skoro to drożdżowe, to gdzie te drożdże są? Tajemnicze sformułowanie: "miesz. do pr. ciast dr.". Mieszanka do produkcji ciast drożdżowych, czyli konkretów brak, a kto wie, co w tej mieszance jest. "Czytajcie dalej", a zobaczycie o co chodzi!

e.png

     No ale, rozłóżmy bułeczkę na czynniki pierwsze. Bo wzięłam, zjadłam i taka zła nie była. To może jednak nie jest tak źle? Czy te dodatki mimo, że brzmią przerażająco, w rzeczywistości sa aż takie złe? 


IMAG4378.jpg


Zaczynamy. WYRÓB PÓŁCUKIERNICZY Z CIASTA DROŻDŻOWEGO, to chyba jasne. Nie wiem tylko, jak wspominałam, ile tej drożdżowości tam jest :)
- mąka pszenna
- nadzienie (25%)- fakt, było go sporo. Powinno być jogurtowe, ale patrzymy dalej. W skład jego wchodzą:

- woda,
- utwardzony tłuszcz roślinny- wspominałam przy innej okazji, że tłuszcze utwardzone to ogromne świństwo, zawierają izomery trans szkodliwe dla naszego zdrowia (post bardziej szczegółowy na pewno się pojawi)
- cukier biały
- mleko

- emulgator E427b- nie znalazłam na jego temat konkretnych informacji :(
- lecytyna sojowa- naturalny emulgator, tutaj na szczęście producent nie wprowadza nas w błąd :) ponadto jest dobrym źródłem fosfolipidów, inozytolu i choliny, które wpływają pozytywnie na nasza wątrobę, mózg i układ nerwowy, pamięć, nastrój, w okresie ciąży- na rozwój płodu i mnóstwo innych "akcji" organizmu. PLUUUUS!- E472e- mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych (estryfikowane kwasem mono- i diacetylowinowym). Brzmi ciężko? A jednak nie są szkodliwe. Trawione tak samo, jak pozostałe tłuszcze w naszym organizmie.
- E420ii- syrop sorbitolowy- jest naturalną słodzącą substancją w czereśniach czy jabłkach i w zasadzie nie jest szkodliwy. Trawi się w organizmie nieco gorzej i u osób wrażliwych na ten składnik może powodować biegunki, dlatego mimo braku szkodliwości jednak bym uważała :)
- E460i- celuloza mikrokrystaliczna- wypełniacz, zagęstnik i przeciwzbrylacz. stosowany często przy niskokalorycznych produktach. Podobno nie ma wyznaczonego maksymalnego poziomu spożycia, znaczy to, że nie jest szkodliwa.
- E466- karboksymetyloceluloza- podobne zastosowanie, jak powyżej. jest dodatkiem do chipsów, fast food'ów i innych takich. Do słodkich bułek jak widać też. Może powodować zaparcia, biegunki, problemy jelitowe i chociaż nigdzie nie ma podanej dopuszczalnej dawki- jedząc w przydrożnych fast food'ach jelitowe rewelacje gwarantowane. Dodają do nich naprawdę spore ilości...
- sól
- aromat
- barwnik E160a
- mieszanina karotenów- a więc spokojnie, tylk natura.
KREM W PROSZKU:  (nadal jesteśmy przy nadzieniu!)
- cukier
- skrobia modyfikowana E1414-
acetylowany fosforan diskrobiowy- 
modyfikacje skrobi poprawiają jej rozpuszczalność i ogólne właściwości "poprawiające" trwałość produktu, ale nie jestem przekonana, na ile takie przemiany skrobi mogą wpływać na metabolizowanie jej w organizmie. Podejrzewam, że jest ono trochę utrudnione.
PREPARAT MLECZNO- TŁUSZCZOWY W PROSZKU:
- serwatka- naturalne białko mleka, baaardzo lekkostrawne
- białka mleka- tutaj pewnie kazeina, białko mleka wykrozystywane dużo szerzej w przemyśle
- tłuszcze roślinne utwardzone- pisałam na ten temat, syf jakich mało
- E471- emulgator- mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych (podobna sprawa, jak przy E472)
- E341- fosforany wapnia- regulator kwasowości- mimo, że występuje naturalnie w owocach i warzywach, to na skale przemysłową robiony jest... przemysłowo, no. Ale nie bójcie się, krzywdy Wam nie zrobią, a wręcz przydadzą się dla mocnych kości!
- "PR. WYPR. W PR."- eee? Produkt wyprodukowany w proszku? Proszek wyprodukowany w produkcie? Nie mam pomysłu, jak by to wytłumaczyć. Może wiecie? W każdym razie- coś w nadzieniu.
W każdym razie zawiera:
- syrop glukozowy- jeden z głównych sprawców otyłości, cukrzycy typu ll i wielu chorób!
- utwardzony tłuszcz roślinny
- E472a- emulgator- mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych (byyyły :))
- E322- lecytyna. Pisałam wyżej, samo dobro :)
- kazeina, serwatka
- cukier
- E160a- mieszanina karotenów, w tym beta-karoten. To, co w marchewce, prekursor witaminy A, więc możemy bez obaw go spożywać i wyjdzie nam jeszcze na dobre :)
- mleko pełne w proszku- o nim krążą różne legendy
- E401 i E 407- zagęszczające. Alginian sodu i karagen- o ile o pierwszym nie znalazłam danych o szkodliwości, o tyle karagen jest coraz częściej potępiany za prawdopodobne prowadzenie do wrzodów układu pokarmowego, a w nadmiarze podobno jest rakotwórczy.
- aromat
- sól

-regulator kwasowości E270- kwas mlekowy. Nie jest szkodliwy w produktach spożywczych, najlepiej przyswaja się w formie L, natomiast w formie D gorzej. Nie powinniśmy podawać go niemowlętom, gdyż go nie trawią. Ale my jak najbardziej :)
- E101- groźnie? To tylko ryboflawina, witamina B2, także bez obaw!
- E160a (ii)- beta karoten, wspominany wcześniej.
- woda

   Poza tym w skład naszej bułki wchodzą też jaja, mieszanka do produkcji ciast drożdżowych (ciekawe ile drożdży w tym), białko jaja w proszku, E472 i E471- mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych,  lecytyna, glukoza, serwatka w proszku, E450- spulchniacze (difosforany). Produkt z ciasta głęboko mrożonego.
   Ostatni akapit chyba brzmi najbardziej ludzko, dotyczy w sumie samego ciasta, ale tak przewijam i przewijam w górę i... przestaję się dziwić, dlaczego wszystko jest napisane takimi skrótami i oznaczeniami "E". Ale i tak to zniechęca. Samo czytanie. Czy w takim razie zmarnowałam 3 godziny na pisanie posta? Ależ SKĄD. Przynajmniej wiem ja (i wiecie Wy, o ile dotrwaliście), że niekażde E to zbrodnia, jedne są wręcz zdrowe, inne nie wpływają na nasz organizm, ale sa potrzebne by produkt był trwały.

Nie dajmy się zwariować i... niech nasza świadomość rośnie :) 

Buziaki,
Kats.

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.