Lista blogów » aschaaa
Czy ja jestem kreatywna? Czyli jak pracuję i tworzę :)
Zobacz oryginał pon., 10/11/2014 - 19:33Nie bawię się z reguły w łańcuszki, ale bardzo lubię kreatywne zadania i ucieszyłam się przeogromnie na nominacje od przesympatycznej Marylki, którą bardzo lubię w naszym wirtualnym świecie, bo mimo, ze mieszkamy dobrze ponad 1000 km od siebie to mam wrażenie, jakbyśmy znały się od zawsze :)
Nad czym obecnie pracuję?
Obecnie jestem zajęta rzeczami, które absolutnie nie sprawiają mi radości i czekam do lutego, żeby wszystkie sprawy zakończyć i wreszcie zając się tym co mnie naprawdę interesuje. Zima to gorący okres u mnie w pracy – zakończenie roku. Każdy rachunek, każde zaksięgowanie, każda liczba w statystyce musi się zgadzać i mieć swoje wytłumaczenie, każda reklamacja wyjaśniona ,a każdy najmniejszy szczegół musi się zgadzać. W tym roku był szczególny chaos, bo kilka osób odeszło z mojego działu, kilka przyszło. Wiec troszkę obawiam się stycznia – bo to punkt kulminacyjny całego roku – nieprzyzwoita ilość nadgodzin, brak wolnych weekendów, napięcie i ciśnienie, żeby zdążyć. Jakby tego było mało, od roku chodzę do szkoły – taka trochę przyspieszona szkoła i to, czego inni uczą się w 4 lata, my zrobiliśmy w rok. Egzaminy końcowe – ustne i pisemne mieliśmy mieć w listopadzie, jednak grupa (łącznie ze mną) czuła się totalnie nieprzygotowana i egzamin został przesunięty na…styczeń. Zapowiadają się wiec pracowite miesiące przede mną.
A poza tym gdzie tylko jest czas wolny pracuje nad zdjęciami z Indonezji, żeby móc do wiosny skończyć foto książkę. Czekam na przyjście na świat dzidziusia mojej siostry, a co a tym idzie pomagam Pecie w małym fotograficznym projekcie nad którym obecnie pracuje. Planuje kolejny urlop i mocno liczę, ze uda nam się wyrwać na wakacje gdzieś w maju na parę dni. A także cieszę się przeogromnie na przyjazd Mamy i Babci do nas za 3 tygodnie :D
Ps. A wczoraj wymyśliłam, ze potrzebuje nowych talerzy, no tak bardzo ich potrzebuje, ze ja Wam mowie! I znalazłam filiżanki rybki, no i teraz jest problem bo Mysza twierdzi ze są „paskudne” i mam se kupić i sama z nich pic. No ale jak sama, ej?
Czy moje prace różnią się od innych?
Hmm… i co ja mam teraz napisać? Powinnam być raczej skromna i powiedzieć, ze…chyba nie… czy pewna siebie i stwierdzić z przekonaniem, ze oczywiście tak, różnią się :) Tak sobie myślę i chyba nie odpowiem jednoznacznie na to pytanie. We wszystko, co robię wkładam cale serducho (nawet w sprzątanie, zresztą strasznie lubię sprzątać), jestem troszkę specyficzna, wiec to co robię tez musi mieć taka specyficzna nutę. Nie lubię rzeczy tradycyjnych i takich, które maja wszyscy. Jednak to zbyt odważne, żeby powiedzieć ze moja praca rożni się od innych, skoro w dzisiejszych czasach każdy każdego kopiuje. Pewne rzeczy są powielane i to naturalna kolej rzeczy. Aczkolwiek staram się żeby moje prace miały swój specyficzny charakter :D
Jak wygląda mój proces tworzenia?
POMYSŁ! Wszystko zaczyna się od jakieś idei, na która wpadam zazwyczaj gdzieś na spontanie, coś zobaczę, usłyszę, wpadnę na fajnego pomysła w momencie krojenia cebuli, bądź czyszczenia fug w łazience szczoteczka do zębów, czasem w środku nocy, często w pracy, podczas jazdy metrem. Kiedy jest pomysł, jestem zaabsorbowana jakiś czas „orientacją”. Musze się wywiedzieć czy to, co sobie wymyśliłam jest realne, kiedy i jak mogę to zrealizować. I tak w zależności od pomysłu jego realizacja jest rożna:
Blog – zaczyna się od ciuchów. Czasem wybieram i przebieram długo, czasem świetnie pasujące się do siebie szmatki wpadają same w moje ręce. Moja Mysza wybiera miejsce do zdjęć, wdzięczę się przed aparatem, wysłuchuje głupkowatych komentarzy mojego lubego, ze „to już 20 zdjęcie na którym zamykasz oczy”. W domu próbuję przebrać zdjęcia, wybrać te w miarę najlepsze, na których nie wyglądam jak ciężarówka, bądź zdechły kot. Wrzucam zdjęcia na blogspota i tam sobie czekają. Udostępniam je rożnie, zazwyczaj jak sobie wymyśle jakiś tekst do nich, albo i tez nie :P Tekst pisze zazwyczaj na tablecie w drodze do, albo z pracy.
Podróże – i znowu mamy pomysł, piękne miejsce, które koniczynie i najlepiej W TEJ CHWILI chce zobaczyć! Pierwsze to rozeznanie kiedy możemy lecieć i czy w ogóle możemy lecieć (zazwyczaj nie możemy wiec patrzę na google grafikę i ślinie się od monitora). Ale jak już stwierdzę, ze w sumie nic nie stoi na przeszkodzie, zaczynam szukać lotów, czasem impulsem jest jakaś fajna oferta i zarazem fajna cena i to ona naprowadza mnie na dalszy tor planowania. Jak już znajdę loty, bo to one są najważniejsze, szybka orientacja ile kosztuje hotel i ile samochód (jeśli mówimy o Europie). Jak już mam przybliżone ceny, zaczynam przekonywać mojego małżonka, ze to absolutnie fantastyczny termin do wyjazdu i ze smolić jakiś „kryzys finansowy” i takie tam, spędzimy przecież cudownie czas we dwójkę. Zazwyczaj potrzebuje kilka minut, po czym przystępuje do bookowania lotów. Jak już jest lot to banan nie schodzi mi z buzi przez najbliższych kilka dni. Następny czas schodzi mi na wolnym planowaniu tego co chcemy zobaczyć, szukaniu hotelu i samochodu. Plan podroży poza Europą jest inny. Już na lotnisku w Indonezji wiedziałam, ze następne wakacje spędzimy w Meksyku. Po przylocie następnego dnia poszłam do księgarni i kupiłam przewodnik. Na razie leży sobie samotnie na polce, bo muszę czytać inne paskudne rzeczy (np. jakieś badziewie do szkoły), ale od lutego zaczynam się brać za planowanie. W miedzy czasie orientuje się co do cen biletów i takich tam – no żeby wiedzieć czy muszę mocno oszczędzać czy tylko tak sobie :P:P:P
Zapraszanie gości – pomysł zaproszenia gości. No sorry u mnie nie ma spontanicznych wizyt znajomych – u mnie wszystko jest dopracowane w 100%. OK, jak już wiemy kogo chcemy zaprosić, bo znajomych to my mamy różnych i rozniastych, nie każdy z każdym by pasował :P OK, zapraszam na kolacje czy na obiad? Ok, jak już wiem, myślę jaki będzie motyw przewodni. No bo wiecie, albo gotuje tak żeby się „nażreć”, albo będzie to wykwintna kolacyjka. No dobra, to tez zależy kto do nas przychodzi. Jak już wiem takie podstawowe rzeczy (minimum tydzień przed impreza), poniedziałek zaczynam od planowania menu – no bo jak wykwintna kolacja to nie schodzimy poniżej 5 dan, no się rozumie, nie? Wiec plan na przystawkę, plan na zimna płytę, plan na zupę, plan na danie główne, plan na deser. Trochę mi schodzi czasu, ale ogólnie to lubię. Musze być ostrożna, bo nie gotuje dwa razy tych samych rzeczy jak mają przyjść goście, zawsze próbuję czegoś nowego. Dobra, potem myślę jak będzie wyglądał stol. No bo to nie tak, ze ja walne talerzyk i już, tylko ja stół nakrywam dzień wcześniej, wiąże ładnie serwetki, owijam sztućce jakimiś niteczkami i wstążkami, robię kokardkę, wkładam jakiś kwiatuszek albo gałązkę, poleruje sztućce, myje wszystkie kieliszki, no takie normalne rzeczy, prawda?! Później sprzątam, gotuje, piekę, najlepiej jakby Peta zszedł mi z drogi i on to doskonale wie. Ah no zapomniałabym – zakupy! Robię je na kilka rat. Co tydzień w sobotę zawsze idziemy z Peta na zakupy na cały następny tydzień, ale ja nie będę czekać do soboty, wiec każdego dnia kupuje coś i dokupuje. Tak żeby w sobotę kupić tylko to co ciężkie i czego nie chce mi się samej nosić :P
Remont – toż to zawsze jest dyskusja! Ja to mogłabym co chwile coś remontować i odnawiać, no bo tak to mi nudno jakoś w tej chałpie :P Mój Peta jest innego zdania, bo on „się cudownie czuje w naszym mieszkaniu, bo to ja tworze ta wspaniałą atmosferę”, jaaaasssnneeeee, jedziemy mi tu czołg? Pecie się nie spieszy do remontowania, bo to on musi to robić :D:D:D:D Mój Mąż to bardzo zdolna bestia i co sobie umyśli, to zawsze tez zrobi, no ale znajdź tu babo czas na to? I ekhmm chęci? No wiec, jak wpadnę na jakiś… pomysł (tak, tak od tego się wszystko zaczyna) mowie mu mimochodem o moich życzeniach. Wtedy następuję burza mózgów – każde z nas ma swoje zdanie i swoja idee, dlatego dyskutujemy, żeby dojść do porozumienia. Jak już dojdziemy zaczynamy przystępować do dzielą. Ja jestem odpowiedzialna za meble i dekoracje, a Peta za realizacje pomysłów yyy budowlanych, no wiecie ściany, podłogi, metody nakładania jakiś dziwnych rzeczy na ścianę, cokolwiek, ufam mu w 100% i wiem, ze będzie ładnie. Jak już wszystko mamy, Peta zaczyna tworzyć. Czasem trwa to dużej, bo przecież nie będzie z powodu remontu brał sobie wolnego. Dla niego nie ma rzeczy strasznych i nie do wykonania, wiec chwila moment i mieszkanko zrobione :)
Powinnam kogoś nominowac, prawda? Ale zabawa jest taka fajna, ze ja nie będę nominowała nikogo z imienia. Kazdy, któremu się podoba pomysł i te trzy pytanie, niech odpowie na nie na swoim blogu. Napiszcie mi ale o tym w komentarzu proszę, żebym nie przegapiła tego wpisu u Was!
Powinnam kogoś nominowac, prawda? Ale zabawa jest taka fajna, ze ja nie będę nominowała nikogo z imienia. Kazdy, któremu się podoba pomysł i te trzy pytanie, niech odpowie na nie na swoim blogu. Napiszcie mi ale o tym w komentarzu proszę, żebym nie przegapiła tego wpisu u Was!
-------------------------------------------------------------------------
Ludzie, teraz widzę jak się rozpisałam, kończę bo to aż nieprzyzwoite tyle tekstu w dwóch postach pod rząd na blogu. Popatrzcie sobie na moje wakacyjne fotki. Ostatni dzień na Sycylii – odwaliłam się trochę, a co!?
Ps. Wiem, ze pokazuje zdjęcia nie po kolei od momentu ich robienia, ale to chyba obojętne, nie?
sweather / golf - zara
clutch / puzderko - stradivarius
scarf / chustka - H&M
shoes / buty - ebay
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.

















