Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.
Czy istnieją skuteczne sposoby na ograniczenie zakupów?
Zobacz oryginał wt., 09/06/2015 - 14:51Nigdy nie byłam typem skłonnym do oszczędzania kasy. Od najmłodszych lat podbierałam pieniądze uprzednio ulokowane w śwince-skarbonce, a kiedy moja pustoszała, zabierałam się za skarbonkę młodszej o 5 lat siostry (przecież i tak nie umiała jeszcze liczyć) - niestety koniec końców zostałam przyłapana na tym okrutnym procederze i mama kupiła nam skarbonki jednorazowego użytku ;).
Jestem kobietą i uwielbiam zakupy. Po dwudziestce przekonałam się do lumpeksów i o dziwo, moje nowe uzależnienie zamiast ratować mój portfel, jeszcze bardziej go rujnowało. Cóż taka prawda, nie zawsze znajdzie się wolna stówka bądź dwie żeby iść do sieciówki, ale 5 zł na bluzeczkę w Sh zawsze się wygrzebie. A, że przy okazji trafiło się jeszcze na wymarzone spodnie za 15 zł, torebkę za 20 zł, dwie inne bluzeczki, t-shirt dla męża i czaderski sweter z 5 zł robi się prawie cała stówka. Przecież to okazje, a dobrych okazji nie można przepuszczać. Wpadłam więc przysłowiowo z deszczu pod rynnę.
Źródło: http://www.gump.pl
Teraz kiedy więcej czasu spędzam w domu i nie mam tyle chęci żeby wyruszać w miasto na nowe dostawy powinnam stać się znacznie bogatsza. Niestety, to, że nie mogę IŚĆ i KUPIĆ, nie znaczy, że kupić nie mogę wcale. Od czego jest przecież niezawodny internet. Po lumpach nie łażę, za to intensywnie przeglądam vinted i allegro. Ot cała ja - znajdę alternatywne wyjście z każdej sytuacji ;)
Źródło: http://www.whyatt.com.au
Paradoksalnie z miłą chęcią czytuję Szafę Minimalistki. I chociaż mogę powiedzieć, że metoda capsule wardrobe w swoich dość sztywnych regułach totalnie do mnie nie przemawia (wypróbowałam, nie nadaję się), to mimo wszystko jestem zwolennikiem czerpania z różnych metod po trochu tego co akurat nam pasuje. W ostatnim wpisie autorka zachęca do dania sobie bana na wszelkie ubraniowe zakupy.
Źródło: http://www.xdpedia.pl
I oto rodzi się pytanie, czy jestem w stanie zrezygnować całkowicie z kupowania nowych rzeczy, odmówienia sobie czegoś co mi się spodoba? Co musiałoby się stać żebym przez pół roku nie wydała ani jednej złotówki na ciuch dla siebie. Otóż już Wam mówię jakie nieszczęścia musiałyby mi się przytrafić:
# Zakaz handlu odzieżą używaną.
Zamknięcie wszystkich lumpeksów (bo tych w promieniu 100 km od mojego miejsca zamieszkania nie wystarczyłoby). Zakończenie działalności decobaazarów, allegrów, vintedów, waszych szaf i innych stron. Kara więzienia za próbę rozprowadzania używanych lumpów. Totalne rozbicie "szarej strefy" - czyli tych, którzy handlują a nie płacą podatków. Jednak nierealne - bo nieekonomiczne rozwiązanie :)
# Ogólnoświatowy nakaz chodzenia w parcianych workach.
"Niestety" również nie przejdzie, skoro dzieciaki w szkole buntują się wobec jednakowych mundurków, które zabijają ich poczucie odmienności to co dopiero zrobiłby tłum rozjuszonych bab zmuszonych do wyglądania tak samo? I to każdego dnia!
# Wysłanie mnie na tajną kosmiczną misję (trwającą kilkanaście lat).
W kosmosie nie ma sklepów to nie byłoby i zakupów. Poza tym musiałabym chodzić non stop w jakimś białym skafandrze a na głowie zamiast gustownego kapelusika niepodzielnie królowałby kask czy tam hełm kosmiczny. Przynajmniej nie musiałabym się czesać. Ale, ale. Nierealne, bo nie ukończyłam stosownych studiów do takiego przedsięwzięcia, nie pracuję w NASA, a i do takiej misji na bank wybrano by faceta.
# Nauczyłabym się szyć.
Umiejętne obejście zakazu kupowania ubrań, bo surowiec to jeszcze nie gotowe ubranie. Niestety przyszyć umiem tylko guzik, ewentualnie zaszyć jakąś małą dziurkę. Dwie lewe ręce i brak wyobraźni przestrzennej zdecydowanie nie przemawiają za tym sposobem.
Jak widzicie całkowity ban na zakupy nie wchodzi w grę. Co nie znaczy, że nie mogłabym ich ograniczyć. W jaki sposób?
# Znajdując obiekt pożądania.
Rzecz, na którą musiałabym zbierać kasę przez dłuższy okres czasu. Czasami mniej znaczy więcej ;) Chociażby torebka od Chanel. Czemu nie, może za 20 lat nazbieram połowę?
Źródło: http://www.jeja.pl
# Metoda jedna rzecz na tydzień/ 4 na miesiąc.
Dobra dla lumpeksiar, jak ja. Idealna żeby przećwiczyć swoją silną wolę. Jeżeli preferujemy zwykłe sklepy niechże będzie to jeden lumpek na miesiąc. W końcu jest to niejako kompromis pomiędzy "mną - zakupoholiczką" a "mną - chcącą zaoszczędzić".
# Chodzenie na zakupy tylko w towarzystwie męża.
Jego spojrzenie pełne dezaprobaty gdy oglądam kolejną parę butów potrafi totalnie mnie zniechęcić. Jednak nie spędzamy w swoim towarzystwie całej doby (ktoś musi pracować kiedy potomek w drodze), a mąż nie potrafi zablokować mi wszystkich sklepów online ;)
Źródło: http://www.jeja.pl
Źródło: http://www.smiesz.net
Źródło: http://www.jeja.pl
# Spisanie bardzo rygorystycznego planu zakupowego.
Świadomy konsumpcjonizm, kupowanie TYLKO rzeczy idealnych. Brak kompromisów. Ścisłe określenie naszych ubraniowych potrzeb. To jakby z setki czarnych, zwykłych golfów wybrać ten jedyny, niepowtarzalny (mimo, że na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie).
A Wy macie jakieś swoje, sprawdzone sposoby na ograniczenie zakupowego popędu? Szczerze mówiąc moje kombinatorskie podejście jak tu ukryć wydatki i nowe ciuchy przed mężem (coraz bardziej podejrzliwym) zaczyna mnie troszkę męczyć. Także z chęcią bym się ograniczyła, bo sama sobie bana nie dam :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



