Lista blogów » Lumpexoholiczka
CZARNA MAXI DRESS || W LIZBONIE CZAS STOI W MIEJSCU
Zobacz oryginał wt., 07/10/2014 - 21:06
Bilety lotnicze to takie magiczne kawałki papieru, które przenoszą nie tylko w miejscu, ale też w czasie. Ten ostatni przerzucił mnie z deszczowej jesieni do upragnionego lata. Potrzebowałam oddechu, potrzebowałam zmiany, chociażby chwilowej.
Wylądowałam w otulonej słońcem Lizbonie, która wyglądała dokładnie tak samo, jak przed dwoma laty, kiedy spacerowałam po niej ostatni raz. Te same ciasne uliczki z unoszącym się przez cały dzień zapachem espresso i słodką wonią ciepłych ciasteczek. Ci sami uliczni sprzedawcy kasztanów. Niezmiennie krążące tu i ówdzie żółte tramwaje, które zawiozą Was do najbardziej malowniczych zakątków portugalskiej stolicy. I palmy! Wszędzie te palmy, na których widok, zawsze czuję, że krew w moich żyłach pulsuje szybciej, a uśmiech nie chce się odkleić od twarzy.
Ta przewidywalność i uporządkowany rytm miasta, mam wrażenie dyktowany przez kolejne filiżanki kawy, sprawiają, że jeśli już raz tutaj zawitacie, przy każdym powrocie poczujecie się jak w domu. Bo to ono jest dla Was, a nie Wy dla niego. I chociaż nie lubię spędzać wakacji w tym samym miejscu jest kilka takich zakątków, dla których warto złamać tę zasadę. Lizbona to jeden z nich.









ZDJĘCIA: Maciej
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



