Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.

Coś o szafie mojej i jej zawartości. Część 1.

Zobacz oryginał
Skompletowanie szafy idealnej jest niełatwym zadaniem. Zadaniem, które może trwać miesiącami a nawet latami. Dla niektórych zadaniem durnym dla innych całkiem ważnym. Co rozumiem pod pojęciem szafy idealnej? Przede wszystkim takiej, w której poszczególne elementy tworzą harmonijną całość, pasują do siebie jak elementy układanki, i co ważne, pasują także do jej właścicielki. Wbrew pozorom, nie jest to coś prostego. Mało która dziewczyna, a później kobieta, ubiera się w jednakowym stylu od momentu kiedy mama przestaje decydować co ma na siebie włożyć aż do końca życia. Lubimy eksperymentować, poddajemy się panującym trendom (do 5 klasy podstawówki byłam zapalonym dresikiem, w gimnazjum łączyłam materiałowe obcisłe spodnie z za dużymi bluzami z kapturem, a do 22. roku życia uparcie nosiłam adidasy do płaszczy - co poniekąd w końcu stało się powszechnie obowiązującym trendem). Koleżanka moja lubowała się w gotyckich klimatach, ale potrafiła przy kolczatce na szyi we włosy wpiąć różowego motylka. Jednak każda z nas w końcu odkryje styl, w którym się dobrze czuje. Kiedy jesteśmy na etapie "swojego stylu" bądź stylu, pod który się podpinamy - jest to przecież pojęcie względne - pora na wyższą szkołę jazdy. Coś o czym sama dowiedziałam się całkiem niedawno. Analiza kolorystyczna. Nie będę tłumaczyć o co chodzi, bo pewnie większość wie tyle co ja a może i więcej, ale odsyłam do niesamowitego bloga www.ubierajsieklasycznie.pl, który "otworzył" mi oczy. Wspominałam kiedyś o swetrach, chciałam mieć każdy w innym kolorze (łącznie z brzydkim zielonym i ciemnoczerwonym, których jak się okazało nie mam z czym nosić), spodniach - jeden fason w pięćdziesięciu odcieniach . Oczywiście po moich kolorystycznych fanaberiach ciągle są pozostałości w szafie w postaci intensywnie zielonej marynarki i sukienki, które miałam może raz na sobie... Czytając wspomnianego bloga, przed oczami miałam pewną panią, która ubiera się na biało, czarno, szaro i beżowo. Pierwsza myśl nuda - jednak gdybyście ją zobaczyli... zawsze wygląda perfekcyjnie. Przeanalizowałam swoją szafę, sposób myślenia podczas zakupów. Doszłam do wniosku, że nie każda z nam może być Macademian Girl i dobrze wyglądać w kolorach godnych najjaskrawszych papug. Posiadanie pięciu białych t-shirtów już nie jest dla mnie błędem, bo wiem, że je wykorzystam. Błędem będzie posiadanie szóstego w kolorze pomarańczy, bo on w moją szafę się nie wpasuje. Dlatego warto zagłębić się w ten temat, zastanowić się jakie kolory lubię, jakie do mnie pasują i jak będą pasowały do siebie. Istnieją gotowe paletki barw dla różnych typów urody - ja nie popieram tego całkowicie, ale jest to dość sporym ułatwieniem. I tak oto po obszernym wstępie, napiszę coś o mojej szafie (którą wreszcie mogę sklasyfikować w jakikolwiek sposób).
Moja szafa to w zasadzie cztery szafy na ubrania, trzy szafki na buty i jednak szafka na ubrania sportowe oraz stojak. Przyjmijmy, że ten dość spory zbiór szafek zwać dalej będę ogólnie "moją szafą".
W mojej szafie królują buty - jest ich zdecydowanie najwięcej, bo ok 100 par. W jednych chodzę częściej, w innych rzadziej, ale lubię mieć wybór.
Lubię wszystko co "jeansowe" czy "jeansopodobne" - od koszul, przez kurtki, szorty i oczywiście spodnie, wśród, których prym wiodą rurki i boyfriend'y (jak myślicie kiedy powrócą dzwony i szwedy?).
Kolory mojej szafy są bardziej klasyczne, mnóstwo beżów, szarości, czerni i bieli oraz pudrowego różu. Okazyjnie występuje kobaltowy (chabrowy jak zwał tak zwał), błękitny i miętowy.
Poza jeansem bardzo lubię ubrania ze skóry (bądź eko-skóry) lub z takowymi wstawkami.
Jeżeli wzór - to kwiatowy. Na wszystkim. Zdecydowanie. 
Jeżeli panterka - to tylko w odcieniach brązu.
Wolę luźną górę do obcisłego dołu.
Ubóstwiam wysokie szpilki, kozaki overknee, ale częściej spotkać mnie można pomykającą w trampkach czy adidasach.
Jeżeli mam 15 minut po przebudzeniu do wyjścia z domu - ZAWSZE - założę rurki, sweter i trampki. Zawsze.
Lubię szeroko rozumiany oversize - głównie w postaci wielkich swetrów.
Nie stworzę własnej listy must have, bo zawierałaby co najmniej 100 pozycji, ale mogę powiedzieć, że nigdy nie założę białych kozaczków z czubkiem, bluzki z długim rękawem pod sweter z krótkim rękawem, ani czegoś w kolorze fioletowym. I kaloszy w kwiatki. Nie i już.
Kocham styl boho, szczególnie frędzle.
Sukienki i spódnice raczej przed kolano, jeżeli dłuższe to tylko w wersji maxi.
I najważniejsze, 90 % mojej szafy to ubrania z lumpeksów, 9 % to ubrania z wyprzedaży bądź innych okazji, a 1 % to sezonowe zachcianki.

Nie okraszę dzisiejszego wpisu zdjęciami mojej szafy, wybaczcie, rano zaspałam i nie zdążyłam, a po pracy jest już ciemno :( Pojawią się w części no.2 ;) Za to dam fotę z soboty, kiedy to wybierałam się na wesele ;)

20140906_140836.jpg

Kto zgadnie skąd jest sukienka? Oczywiście z second-hand'u :P Dobranoc!

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.