Chorwacja
Zobacz oryginał pon., 10/08/2015 - 12:45Cześć! Witam was po dłuższej przerwie. Wczoraj wróciłam z Chorwacji, po mojej 12-dniowej podróży, która chyba była najdłuższą i najbardziej męczącą w moim życiu. Tak właściwie to nawet nie wiem od czego zacząć.To była pierwsza moja taka podróż, kiedy czułam się podróżnikiem, a nie zwykłym turystą. Nigdy specjalnie nie przepadałam za byciem turystą, ani samym tym określeniem, więc dużo lepiej czułam się w tej trochę innej roli. Na czym polegała moja podróż? Najlepsze było to, że tak właściwie ani ja, ani moje koleżanki, z którymi podróżowałam, nie wiedziałyśmy, co przyniesie jutro i w jakim miejscu się znajdziemy. Ta niewiadoma dodawała niepewności i doceniania każdej chwili w konkretnym miejscu, w którym się znajdowałyśmy. Przejechałyśmy 3 wyspy i w sumie 9 miast, które rozrysowałam na poniższej mapce:
Zaczęłyśmy od południa, od małego miasteczka Ploce, i potem po kolei Trpanj - Orebić - Korcula - Polace - Dubrovnik - Sibenik - Wodospady KRKA - Trogir - Split.
Przemieszczałyśmy się promami między wyspami, a na lądzie autobusami, raz też udało nam się złapać stopa i uratować życie przed przejściem 15 km w pełnym słońcu i 40 stopniach.
Co mogę napisać o samej Chorwacji? Gorąco, gorąco i jeszcze raz gorąco. Pierwszy raz doświadczyłam takiej temperatury, a byłam już w ciepłych krajach. Tego się jednak nie da porównać, gdyż nawet jeśli temperatura wynosiła te 35 stopni, odczuwało się je jako 40 albo wyżej, gdyż w powietrzu było zero wilgotności, duszno, przez większość czasu czułam się jak w saunie. Ciężko zwiedzić kraj w takich warunkach, więc jednak większość dnia spędzałyśmy chłodząc się w morzu, albo biorąc przykład z mieszkańców i urządzając popołudniową sjestę. Wstawałyśmy o 17 i dopiero wtedy potrafiłyśmy w miarę normalnie funkcjonować. Czasami zdarzało się, że wymeldowywałyśmy się z hotelu i szłyśmy kupić bilety na autobus, a wcześniej jeszcze pochodzić po mieście, ale już po paru minutach leżałyśmy pod drzewem, aż w końcu stwierdzałyśmy że zostajemy w tym mieście jeszcze jeden dzień i szukałyśmy noclegu, żeby mieć dostęp do klimatyzacji i przespać te najgorsze godziny.
Ale mimo upałów, podróżowania w pełnym słońcu z ciężkim plecakiem na plecach, głodując, i czasami nie mając się gdzie podziać, wspominam tę podróż z ogromną nostalgią. Było cudownie i nie zmieniłabym niczego. Wszystko, czego doświadczamy, w jakiś sposób nas kształtuje i tak było również teraz. Gdybym mogła przeżyć tę podróż jeszcze raz, zrobiłabym to bez wahania. Tęsknię za tym miejscem, za wąskimi uliczkami, kolorowymi okiennicami, widokiem gór na horyzoncie i błękitem morza.
Odwiedziłam też mnóstwo miejsc, które pokochałam i z pewnością kiedyś będę chciała do nich wrócić. Jednym z nich jest wyspa Korcula, a dokładnie miasteczko o takiej samej nazwie, w którym od razu się zakochałam. Spędziłyśmy tam też najwięcej czasu, bo 3 dni. To małe miasteczko, w którym widać wpływ Wenecji. Uwielbiałam gubić się w tych wąskich uliczkach, spacerować brzegiem morza i słuchać muzyki na żywo późnym wieczorem, leżąc na murku i patrząc na oświetlone dookoła miasto. Ale o tym w następnym poście, kiedy przedstawię wam bliżej to miasteczko. Dzisiaj dodam trochę zdjęć z Ploce i półwyspu Peljesac, gdzie odwiedziłyśmy dwa miasta- Trpanj i Orebić.
Na wyspach zdecydowanie mają problem z kotami, jest ich bardzo dużo. W drodze na plaże natknęłyśmy się na legowisko z około 15 kotami, którymi opiekują się i dokarmiają mieszkańcy. Oczywiście moja miłość do kotów eksplodowała i zrobiłam milion zdjęć, ale oszczędzę wam ich :P
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.





