Całkiem oszukany weekend czyli gdzie są te upały?
Zobacz oryginał wt., 18/06/2013 - 08:50Po pięknym słonecznym czwartku byłam pełna optymizmu na weekend pełen słońca. A tymczasem zaczęło się już w piątek, gdy z grupą ze studiów jechaliśmy na kajaki. Zachmurzyło się, zaczęło wiać i byliśmy pewni, że zaraz lunie. A tu wszyscy w krótkich spodenkach ;)
Na szczęście udało nam się zakończyć cały spływ przed deszczem. Ba, nawet po powrocie do Katowic tak się rozpogodziło, że poszliśmy na chwilę do parku. Mój K do nas dołączył i w końcu poznał moją ekipę ze studiów :)
Jeśli chodzi o sam spływ to byłam raczej negatywnie nastawiona. Żagle to co innego. Tam praktycznie nie było szansy na kontakt z wodą. A tutaj profesor nas wystraszył, że tydzień wcześniej było aż sześć wywrotek! o_O
Już siebie widziałam w tym gronie, a na prawdę baardzo nie chciałam się moczyć :P Miało to związek z tymi szczególnymi dniami, ale nie tylko :P Wiem, że spanikowałabym i jeszcze bym sama sobie i innym zaszkodziła. Dlatego drażnił mnie każdy, kto próbował się złapać naszego kajaka by na przykład mieliśmy się zatrzymać i poczekać na resztę. Na szczęście trafiłam na fajnego (i silnego) kolegę, który szybko nauczył się sterować tak, że z moja pomocą w miarę nie wpadaliśmy w szuwary. A wywrotek w końcu były trzy, wszystkie w tym samym miejscu. Na szczęście nie byłam wśród tej szóstki pechowców.
Koniec końców wróciłam szczęśliwa, że to doświadczenie mam za sobą. Może jeszcze pojadę na kajaki, bez takiego napięcia, że cała grupa i prowadzący patrzą i trzeba płynąć tak jak wszyscy. Sądzę, że taki wspólny wypad spodobałby się mojemu narzeczonemu :)
W sobotę zaś nastawiona byłam na opalanie. A tu znowu pogoda zawiodła. I z naszego pierwszego wolnego weekendu zrobił się dzień sprzątania. A po remoncie było co sprzątać. Bo na nic zdało się zasłonienie mebli i zamknięte drzwi. I tak wszędzie pełno było kurzu, a wcześniej nie opłacało się tego sprzątać bo przez ostatni miesiąc kurzyło się bez przerwy. A łazienka nadal nie uruchomiona :( Choć mamy piękne kafelki (jak się okazało wybrałam najdroższe :P), które wam pokażę jak wszystko będzie gotowe :)
Po południu na szczęście prognozy się nie sprawdziły i udało nam się zrobić grilla i nie zmoknąć :)
A tak poważnie to pozytywnie rozpatrzono moją reklamację spodni (jedynych, które pasowały do mojego nowego rozmiaru :P) i mogłam odebrać pieniądze. Po drodze wstąpiłam do Sinsay właściwie tylko po to by sobie pooglądać bo na otwarciu był za duży tłum. Przymierzyłam szarą spódnicę, na którą chyba każda dziewczyna, która była w tym sklepie zwróciła uwagę :) Widziałam dużo dziewczyn mierzących ją. Większość jednak odwieszała z powrotem. I na mnie nie leżała ona dobrze. Pewnie przez kieszenie, które poszerzają biodra. Szkoda :/
Choć pewnie K powiedziałby, że maxi spódnic mam już nadto (aż 3). Cierpliwie jednak czekał przed przymierzalnią :)
O dziwo udało mi się kupić w Sinsay dżinsy i to za 59zł! :) Jakoś na otwarciu nie zwróciłam na nie w ogóle uwagi :) Bardzo się cieszę bo mam teraz w czym chodzić aż do następnej zmiany na mniejszy rozmiar :) Mam nadzieję, że nastąpi to szybko :) Bo mimo tych 9kg ja wcale nie czuję się lżejsza ;(
A to jeszcze zdjęcie z naszego spacerku. Udało nam się zdążyć przed deszczem :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.









