Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.
Bujny świat dziecięcych marzeń.
Zobacz oryginał ndz., 31/05/2015 - 18:11Marzenia.
Marzenia są po to by je spełniać.
Marzenia są darmowe.
Każdy marzy o czymś, bądź o kimś.
Z upływem czasu zmieniają się, stają się bardziej realne, bardziej przyziemne.
O czym marzy dorosły człowiek? Zazwyczaj. O wygranej w Lotto, o zdrowiu, o dziecku, o dobrze płatnej i satysfakcjonującej pracy. Marzymy o wczasach w egzotycznym zakątku Ziemi, o podróży dookoła świata, o wyjeździe na NYFW. Pragniemy nowego samochodu (bądź jakiegokolwiek samochodu - jak ja), większego mieszkania, domu z ogrodem, apartamentu z widokiem na panoramę miasta. Marzy nam się sława, osiągnięcia na poziomie światowym, sukcesy sportowe. Generalnie każde z wyżej wymienionych, przykładowych (ale chyba także najczęstszych) marzeń można spełnić. Tak, tak, trafienie szóstki jest zdecydowanie mniej prawdopodobne - jednak żeby wygrać trzeba grać. A jak jest ze zdrowiem wszyscy wiemy, nie mniej jednak trzeba o nie dbać, bo wiele chorób to nie kara za grzechy, a skutek złego trybu życia.
A czy pamiętacie jeszcze o czym marzyłyście będąc dziećmi? Jakie życzenie kierowałyście do spadającej gwiazdy, w piękną, sierpniową noc? Czy któreś z tych cudownych, naiwnych marzeń udało się Wam zrealizować?
W wieku 5 lat marzyłam o tym, że kiedyś zostanę mamą uroczej gromadki. Gromadka miała być bardzo skromna, 11 chłopców. Marzenie to jednak trwało nad wyraz krótko, bo mam uświadomiła mi, że nie można mieć dzieci nie mając męża. A męża to ja zdecydowanie nie chciałam.
W wieku 6 lat oszalałam na punkcie Michaela Jacksona. Oczywistym było, że najbardziej pragnęłam znaleźć się na jego koncercie. Niestety byłam zbyt mała by dążyć ku realizacji tego marzenia, po dwóch latach fascynacja minęła, a teraz powracając do tego marzenia, wiem, że nigdy nie będzie mi dane go ziścić. No chyba, że daje koncerty tam gdziekolwiek teraz jest, a i ja po śmierci tam trafię.
W wieku 9 lat gust muzyczny nieco mi się zmienił, Michael spadł w moim rankingu na dalekie miejsce, a na samym jego szczycie królowały długo i niepodzielnie Spice Girls. Nadal jednak byłam za młoda, żeby pojechać na ich koncert (co oczywiście było czymś o czym marzyłam każdej nocy). Pozostało mi jedynie udanie się do kina na Spice World i obklejenie całego pokoju w plakaty z podobiznami przebojowych Brytyjek.
W wieku 11 lat marzyłam o tym, że jestem Czarodziejką z Księżyca. Ktoś pamięta tą anime? Emitowana była codziennie rano na Polsacie. Niestety obowiązki szkolne nie pozwalały mi się beztrosko cieszyć każdym odcinkiem. Kiedy więc ujrzałam moją pierwszą spadającą gwiazdę (która była na prawdę gwiazdą, a nie światłami samolotu) pierwsze o czym pomyślałam to o tym, żeby móc obejrzeć wszystkie odcinki Sailor Moon. Po 10 latach plułam sobie w brodę, że nie poprosiłam wtedy gwiazdy o kupę kasy, bo wszystkie 202 epizody tejże anime pojawiły się w internecie. I tak dzięki postępowi technologicznemu mogłam spełnić jedno z moich dziecięcych marzeń. Oczywiście poszłam za ciosem i postanowiłam, że w jeden szczególny dzień stanę się Usagi Tsukino, co więcej przebrałam koleżanki za jej towarzyszki, czarodziejki z Marsa, Wenus, Jowisza i Markurego i tak paradowałyśmy po ulicach Poznania na pochodzie juwenaliowym.
Dla tych którzy nie wiedzą, bądź nie pamiętają. Oto Sailor Moon :)
Źródło: http://www.tickettail.com
Marzyłam też o wielu innych rzeczach: o wyjeździe na Igrzyska Olimpijskie, o romantycznym, ale i wystawnym ślubie z każdą moją ówczesną sympatią (gdy już miałam 13 lat i stwierdziłam, że jednak posiadanie męża nie może być aż takie złe), najpierw o rodzeństwie a potem o własnym pokoju (niestety całe życie dzieliłam go z młodszą siostrą - zero prywatności).
Lata mijały, wielkie wesele na 300 osób ustąpiło miejsca skromnej imprezie w gronie najbliższych, jedenastka własnych pociech zamieniła się w jedno dziecko, góra dwoje. Na koncerty znanych na naszym rodzimym podwórku udaję się przy okazji plenerowych imprez w mojej mieścinie (chociaż nie zawsze mi się chce), a Czarodziejką jak już wiecie, byłam przez jeden dzień.
Jednak te dziecięce marzenia wydają mi się teraz takie beztroskie, być może trochę głupie. Tak jakby zawsze miały pozostać niezrealizowane. Te dorosłe z kolei, choć na pierwszy rzut oka nierealne bądź mało prawdopodobne, przy wystarczających chęciach i motywacji, mogą w końcu przestać być tylko marzeniami. Ba, nawet powinny przeistoczyć się z tego co pragniemy, w to do czego dążymy.
Chyba jednak nie pogniewałabym się, gdyby jednak okazało się, że Ziemi grozi zagłada a ja ja jestem Księżycową Księżniczką, której przeznaczeniem jest obrona świata przed jego wrogami z kosmosu :D
Na koniec zapraszam na zdjęcia z dzisiejszego spaceru :) Miłego wieczoru :)
Na koniec zapraszam na zdjęcia z dzisiejszego spaceru :) Miłego wieczoru :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.







