Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Brown & Beige
Zobacz oryginał śr., 28/05/2014 - 03:49Lato! Lato wszędzie!
Przyszło lato!
Na termometrze trzydzieści stopni!
Wszechobecna zimność przeminęła, waciaki i grube swetry wyniosłam do piwnicy!
Żyć, nie umierać!
No dobra, wcale nie jest tak fajnie, bo tak, jak zimą marznę, tak w mega upały wysiada mi serce i nie mam czym oddychać, ale jak tylko skądś gdzieś wiatr (przyjemny bardzo) powieje, to od razy narzekać przestaję i uśmiecham się tak do siebie, jak i do innych.
Lubię, kiedy jest ciepło, bo nie muszę targać ze sobą wszędzie kurtki i nie muszę opatulać się w miliony różnych ciałootulaczy.
Ot, zakładam buty i wychodzę z domu.
W ciągi kilku ostatnich dni odkryłam, że moja szafa skrywa sporo skarbów, z których do tej pory - nie wiedzieć czemu - skorzystać nie raczyłam.
Hm... w sumie wiedzieć, wiedzieć - po prostu nie wyglądałam dotąd tak, jak wyglądać miałam, żeby móc część z tych rzeczy założyć ;P
Tak było ze wszystkimi bluzkami i topami odsłaniającymi brzuch.
Przy okazji przeszukiwań szafy w celu pomocy koleżance, która sesję w klimacie pin-up organizuje (jak ktoś jest w Łodzi lub okolicach ósmego czerwca, to zapraszam do kontaktu mailowego, może chcecie ładne zdjęcia? Lechu foty zapewnia! ja mogę pomalować!) wygrzebałam w jej (szafy, nie koleżanki) czeluściach całe zagłębie tego, co Wy w swoich postach tagujecie jak crop - topy. Wszelkie ich odmiany, mówię Wam!
Ponieważ przed dietą i odchudzaniem miałam bebech jak morświn, to jasnym było, że te rzeczy warto odłożyć "na kiedyś".
No i wreszcie - nadeszło to upragnione "kiedyś"!
Jak tylko moje znaleziska odświeżyłam i odprasowałam, to postanowienie noszenia ich w życie wcieliłam, a w dzisiejszym poście prezentuję Wam zdjęcia popełnione w czasie mojej i Lecha niedzielnej przechadzki po Parku Julianowskim, w trakcie której w jedną z "odkopanych" bluzek przyodzianą byłam.
"Stylizacja" (Jezu! jak mnie to słowo śmieszy! naprawdę! nadal! po tylu miesiącach w blogosferze!) wcale nie czarna (wiem, spodziewaliście się tego :>), tym razem - w odcieniach brązu i beżu.
Lubię bardzo to połączenie, niezwykle dobrze się w nim czuję.
Na wstępie zaznaczę, że tak - kopertówkę i tregginsy znacie już dobrze, prezentowałam je (także razem) w lutowej stylizacji BOHO Style.
Nadal się z nimi bardzo lubię i cieszę się, że zdecydowałam się na ich zakup.
Bluzkę, a właściwie koszulę kupiłam dwa lata temu, w Bershce - pracowałam tam wówczas w czasie wakacji.
Dziś żałuję, że nie zakupiłam tego modelu w jeszcze jakichś kolorach.
Co prawda łatwo się gniecie, ale też szybko prasuje - to zawsze jakiś plus ;P
Jest bawełniana i przewiewna.
Można ją nosić także niezawiązaną - ale wtedy traci cały swój urok.
Można też poodpinać jej jeszcze więcej guzików i zawiązać ją na wysokości biustu - wypróbuję kiedyś ten patent ;)
Dzisiejszy post jest też pierwszym, w którym mogę pochwalić się Wam dwoma moimi zeszłotygodniowymi nabytkami - okularami, które zwykło się nazywać "aviatorkami" i krótkim, czarnym "stanikowym" topem. Obie rzeczy kupiłam całkowitym przypadkiem w C&A.
Polazłam tam szukając kostiumu kąpielowego, ale że ichnie 34 przypomina raczej rozmiar 40, to szybko z działu z kostiumami się wyniosłam i już, już, miałam wychodzić ze sklepu... ale znowu mi - prawie tak, jak sławnemu już dziś Antkowi - nie wyszło.
Za dwa takie topy zapłaciłam dziesięć złotych, a za okulary - 17, co w porównaniu z podobnymi modelami sprzedawanymi choćby w H&M'ie stanowi sporą przebitkę ;)
"Tak, tak!" - powiecie - "Ale w H&M'ie, to mają te takie modne, kolorowe aviatorki, co to na niebiesko lub różowo połyskują sobie i na zdjęciach bajecznie wychodzą, a te Twoje, Mar, to takie zwykłe!"
Po pierwsze, to wcale nie takie zwykłe, bo też połyskują, ale na zielonkawo (chociaż - jak widać - na zdjęciach to nie wychodzi zbyt spektakularnie), a po drugie - w tych niebieskich wyglądałam jak pajac.
Myślałam, że to kwestia modelu (całe życie wybierałam okulary - muchy) ale okazało się, że jednak nie - w takich okularach jest mi, moim zdaniem przynajmniej, bardzo ładnie!
Więc - to chyba jednak była kwestia koloru szkieł ;)
Jako że lubię zakładać lekkie buty, to w taką pogodę, jaką teraz mamy cieszę się wielce, że wreszcie mogę to robić bez przeszkód (przeszkód, rzecz jasna, w postaci rozklejających mi je opadów atmosferycznych).
Lubię sandałki, ale najlepiej czuję się w balerinach.
Baleriny z tego posta to takie zamszowe (powiedzmy, bo koło zamszu to one chyba nie leżały...) wycieruchy, uwielbiam je wielce!
Identyczny model wypatrzyłam już rok temu, w H&M'ie.
Przeżyły sezon, więc kiedy w tym roku znowu zobaczyłam je na ha-i-em'owej półce, to z radości podskoczyłam.
Koszula - Bershka
Top - C&A
Tregginsy - Vero Moda (outlet)
Okulary - C&A
Bransoletki - H&M
Kopertówka - Allegro
Baleriny - H&M
Zostawiam Was z postem i uciekam do nauki, bo na mojej Alma Mater sezon zaliczeń i egzaminów rozpoczął się na dobre, a że nie wszystkie przedmioty darzę taką szczerą sympatią, jak zajęcia z afazji, to pozakuwać nieco muszę.
Boże, im jestem starsza, tym częściej łapię się na tym, że nauka mnie męczy ;P
Ściskam Was bardzo,
Wasza Mar!
P.S. W poniedziałek mam urodziny, możecie mi życzyć tego, żebym wreszcie zmądrzała! I żeby mi się jeszcze uczyć chciało, bo po tych studiach czeka mnie jeszcze jedna podyplomówka, więc muszę - muszę mieć umysł wiedzę chłonący ;P
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.

















