Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Britney Spears: The Intimate - czyli słów kilka o wspaniałej niespodziance od Change Lingerie
Zobacz oryginał czw., 09/10/2014 - 08:06Wygrzebałam się z dołka.
Nastąpiło to mniej więcej w okolicach piątku - kilka godzin po dodaniu ostatniego posta.
Wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że zbyt długo to wszystko trwa.
I zbyt śmiesznie wygląda, jak się na to z boku popatrzy.
Pierwszym co zrobiłam (kiedy już wstałam z kanapy) było wywalenie do kosza tych leków, które to stan mojego ducha miały polepszyć, a niczego poza dodatkowym kilogramem (biorąc je byłam non stop głodna!) mi nie dały.
Zaraz potem rozczesałam włosy.
Następnie przełamałam lęk przed (rzekomo) wszędzie się na mnie czającymi jajami tych poczwar co mnie w połowie września dopadły i otworzyłam drzwi szafy - pomyślałam sobie, że bez przesady.
Nie mogę dłużej wyglądać jak żul. Nie mogę zawalać obowiązków. No i... nie mogę zaniedbywać bloga!
Kilka godzin później spacerowałam wraz z Lechem po parku, cieszyłam się jesienią i pozowałam do zdjęć, które - mam nadzieję - na dniach uda mi się Wam pokazać :)
Teraz zastanawiam się nad tym, dlaczego tak wiele czasu zajęło mi to dojście do siebie ;)
Co się stało, to się nie odstanie - trochę czasu zmarnowałam, ale cała ta sytuacja wielu rzeczy mnie nauczyła. Jakich, to już kwestia drugorzędna, najważniejsze że wróciłam do świata "żywych" ;)
Zanim jeszcze doszłam do siebie, mniej więcej dwa tygodnie temu, w czasie gdy kiwałam się na tej swojej nieszczęsnej kanapie w te i we wte i tylko czasami (dla umilenia sobie tego kiwania się chyba) zaglądałam za pośrednictwem telefonu do mojej elektronicznej skrzynki pocztowej znalazłam w czeluściach owej skrzynki bardzo miłą wiadomość - marka Change Lingerie, którą od jakiegoś już czasu znam, cenię i której bieliznę z upodobaniem noszę postanowiła zaprosić mnie do testu bielizny z kolekcji The Intimate zaprojektowanej przez samą Britney Spears.
Nie jestem ani nigdy nie byłam fanką samej Britney, jestem natomiast fanką asortymentu Change Lingerie.
I chociaż radosna to ja przez trzy ostatnie tygodnie nie byłam, to ta wiadomość naprawdę sprawiła, że się uśmiechnęłam.
Pani Marcelina (którą chciałabym w tym miejscu bardzo serdecznie pozdrowić) nie miała nic przeciwko temu, bym z wizytą w jednym z łódzkich salonów Change'a pojawiła się dopiero wtedy, gdy poczuję się nieco lepiej.
Ujęła mnie tym - doszłam do wniosku, że na sto procent nie popełniam żadnego błędu decydując się na to, iż właśnie marka Change Lingerie będzie pierwszą firmą z którą wejdę w blogową współpracę.
[Musicie bowiem wiedzieć, że propozycji współpracy dostaję co jakiś czas kilka - jednak żadnej z zaoferowanych mi do tej pory nie przyjęłam.
Nie dlatego, że nie proponowano mi miliona dolarów.
Bardziej dlatego, że ani chińskie szmatki warte kilkanaście złotych ani parowe żelazka, czy wreszcie stawianie darmowego piwa znajomym (których z racji mojego samotniczego trybu życia zbyt wielu nie mam - niewiarygodne, co? nie sprawiam wrażenia samotnika, prawda ;)? a jednak - po pracy/nauce najlepiej czuję się w swoim i Lecha towarzystwie ;) imprezy i popijawy to nie są moje klimaty ;)) nigdy nie były dla mnie atrakcyjnymi do tego stopnia, żebym za stosowne uznała związanie się z oferującymi mi te "precjoza" ludźmi jakąkolwiek umową, która na kształt mojego bloga w minimalny choćby sposób wpłynąć by miała.
Nie lubię bowiem działać pod presją, nie lubię nie mieć wpływu na to, co "tworzę", nie lubię czuć się zmuszoną do dodania jakiegoś wpisu o tej i o tej godzinie tego i tego dnia, nie lubię czytać u innych postów "inspiracyjnych" które wcale nie są żadnymi inspiracjami a jedynie reklamą asortymentu danego sklepu - więc tym bardziej sama bym nie chciała czuć się zmuszoną do dodawania takowych, no i przede wszystkim - nie zamierzam wiązać się z żadną firmą rocznym albo dwuletnim kontraktem, ponieważ sama nie wiem co właściwie będę robiła wtedy i bladego pojęcia nie mam, czy znajdę za te x miesięcy czas na prowadzenie bloga.
Nie mam nic przeciwko blogowym współpracom jako takim - uważam, że jeśli bloger wkłada w prowadzenie bloga dużo serca, potrafi pisać i lubi to robić, to dlaczego miałby za to nie dostawać jakiegoś wynagrodzenia? I dlaczego - jeśli bloger jest "do rzeczy"- ktoś miałby nie chcieć wykorzystać jego umiejętności?
Ale że współpraca to prawie to samo co praca, to podobnie jak w wypadku pracy warunki współpracy powinny odpowiadać tak jednej, jak i drugiej stronie.]
Nie jestem ani nigdy nie byłam fanką samej Britney, jestem natomiast fanką asortymentu Change Lingerie.
I chociaż radosna to ja przez trzy ostatnie tygodnie nie byłam, to ta wiadomość naprawdę sprawiła, że się uśmiechnęłam.
Pani Marcelina (którą chciałabym w tym miejscu bardzo serdecznie pozdrowić) nie miała nic przeciwko temu, bym z wizytą w jednym z łódzkich salonów Change'a pojawiła się dopiero wtedy, gdy poczuję się nieco lepiej.
Ujęła mnie tym - doszłam do wniosku, że na sto procent nie popełniam żadnego błędu decydując się na to, iż właśnie marka Change Lingerie będzie pierwszą firmą z którą wejdę w blogową współpracę.
[Musicie bowiem wiedzieć, że propozycji współpracy dostaję co jakiś czas kilka - jednak żadnej z zaoferowanych mi do tej pory nie przyjęłam.
Nie dlatego, że nie proponowano mi miliona dolarów.
Bardziej dlatego, że ani chińskie szmatki warte kilkanaście złotych ani parowe żelazka, czy wreszcie stawianie darmowego piwa znajomym (których z racji mojego samotniczego trybu życia zbyt wielu nie mam - niewiarygodne, co? nie sprawiam wrażenia samotnika, prawda ;)? a jednak - po pracy/nauce najlepiej czuję się w swoim i Lecha towarzystwie ;) imprezy i popijawy to nie są moje klimaty ;)) nigdy nie były dla mnie atrakcyjnymi do tego stopnia, żebym za stosowne uznała związanie się z oferującymi mi te "precjoza" ludźmi jakąkolwiek umową, która na kształt mojego bloga w minimalny choćby sposób wpłynąć by miała.
Nie lubię bowiem działać pod presją, nie lubię nie mieć wpływu na to, co "tworzę", nie lubię czuć się zmuszoną do dodania jakiegoś wpisu o tej i o tej godzinie tego i tego dnia, nie lubię czytać u innych postów "inspiracyjnych" które wcale nie są żadnymi inspiracjami a jedynie reklamą asortymentu danego sklepu - więc tym bardziej sama bym nie chciała czuć się zmuszoną do dodawania takowych, no i przede wszystkim - nie zamierzam wiązać się z żadną firmą rocznym albo dwuletnim kontraktem, ponieważ sama nie wiem co właściwie będę robiła wtedy i bladego pojęcia nie mam, czy znajdę za te x miesięcy czas na prowadzenie bloga.
Nie mam nic przeciwko blogowym współpracom jako takim - uważam, że jeśli bloger wkłada w prowadzenie bloga dużo serca, potrafi pisać i lubi to robić, to dlaczego miałby za to nie dostawać jakiegoś wynagrodzenia? I dlaczego - jeśli bloger jest "do rzeczy"- ktoś miałby nie chcieć wykorzystać jego umiejętności?
Ale że współpraca to prawie to samo co praca, to podobnie jak w wypadku pracy warunki współpracy powinny odpowiadać tak jednej, jak i drugiej stronie.]
Skandynawska marka bieliźniana Change Lingerie dostępna jest w ponad 160 salonach w Europie, Ameryce Północnej i Azji.
Jej polskim przedstawicielem jest firma, której siedziba znajduje się właśnie w mojej Łodzi.
To w Łodzi także - jesienią 2011 roku - otwarto w Porcie Łódź pierwszy salon Change Lingerie w Polsce.
Salon Change Lingerie w łódzkiej Manufakturze odwiedziłam w ubiegłą środę.
Było to jeszcze w czasie, gdy pogrążałam się w odmętach mojej rozpaczy, dlatego też jako takie wyszykowanie się do tego wyjścia zabrało mi naprawdę wiele godzin.
Musicie mi więc wybaczyć, że na prezentowanych tu zdjęciach nie prezentuję się nadzwyczaj szykownie ani elegancko.
Uwierzcie na słowo - to były wyżyny tego, na co byłam wtedy w stanie się wznieść ;)
Już od pierwszych chwil po przekroczeniu progu sklepu czułam się... jak księżniczka.
Pracownice sklepu przywitały mnie jakbym była samą Kasią Tusk albo inną "sławnom blogerkom", co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło - nie spodziewałam się aż takiego przyjęcia.
Z natury jestem osobą bardzo nieśmiałą i skromną, czułam się więc dość niepewnie.
Jednak obsługa sklepu bardzo szybko sprawiła, że przestałam czuć się zakłopotaną :)
Panie z miejsca zaczęły mi prezentować całą kolekcję The Intimate.
Jak już zapewne wiecie - bo o premierze kolekcji było w mediach bardzo głośno - The Intimate by Britney Spears jest dostępna w Polsce od 24 września.
Zarówno w salonach Change Lingerie, jak i w salonach Gatty.
Tak, tak, tak - amerykańska gwiazda sama zaprojektowała tę kolekcję!

źródło grafiki: http://change.com/dk/
Ideą przyświecającą artystce w czasie projektowania linii było stworzenie bielizny seksownej, zmysłowej i podkreślającej piękno kobiecego ciała - bez względu na to, czy to kobiece ciało jest drobne, czy może nieco większe (biustonosze dostępne w kolekcji mają miseczki w rozmiarach od A do J).
"Każda kobieta powinna czuć się pięknie i być pewną siebie w każdej rzeczy, jaką na siebie założy!" - tak mówiła Britney, gdy zapytano ją o to, co chciała osiągnąć przez wypuszczenie The Intimate na rynek.
Można za Britney nie przepadać albo mieć do niej stosunek obojętny (jak ja), ale trzeba jej przyznać jedno - projektując swoją autorską kolekcję włożyła naprawdę wiele pracy w to, aby jej życzenie nie pozostało jedynie życzeniem.
Kolekcja The Intimate to prawdziwe bieliźniane działo sztuki!
Każda zaprojektowana przez Britney rzecz wykonana i wykończona została z dbałością o najdrobniejsze nawet detale.
Wśród naprawdę wielu zaprojektowanych przez Britney modeli znajdują się nie tylko tradycyjne biustonosze, stringi i figi, ale też halki, pasy do pończoch, peniuary, szlafroki, szorty, piżamy, bluzy, kimona, czy wreszcie długie koszule nocne.
Tak więc - nawet jeśli nie jest się eteryczną istotą lubującą się w koronkach i tiulach (ja też za nimi zbytnio nie przepadam ;>), to i tak na pewno znajdzie się tam coś, co będzie się chciało na siebie przywdziać.
Urzeka także kolorystyka poszczególnych linii kolekcji - znajdziemy tam zarówno bieliznę utrzymaną w drapieżnej, zmysłowej i klasycznej czerni, jak i modele w cukierkowym, pastelowym odcieniu różu, różu neonowym, subtelnym brązie, beżu, czy turkusie.

źródło: http://change.com/dk/
źródło: http://change.com/dk/
źródło: http://change.com/dk/
źródło: http://change.com/dk/
źródło: http://change.com/dk/
źródło: http://change.com/dk/
W kwestii materiałów dominują satyny, koronki i tiule, ale jest też dużo bardzo dobrej jakościowo bawełny.
Jeśli chodzi o modele biustonoszy, to i tu wybór jest bardzo duży - pośród całej kolekcji The Intimate zarówno posiadaczki drobnych piersi jak i Panie o obfitym biuście coś dla siebie wybiorą: mamy tu i klasyczne bardotki, balkonetki, jak i fullcup'y czy push-up'y.
Jeśli jeszcze nie wiecie, jaki model biustonosza jest dla Was najbardziej odpowiedni, to nie zawracajacie sobie tym głowy - oddajcie swoje piersi w ręce obsługi któregoś z salonów Change Lingerie.
Dosłownie!
Pracujące tam Panie nie będą oceniać kształtu ani jędrności Waszego biustu - nie musicie się więc wstydzić ani krępować.
Change Lingerie zatrudnia jedynie brafitterki, które znają się na swojej pracy i zajmują się wyłącznie doborem odpowiedniego dla Was rozmiaru i modelu biustonosza.
One doradzą Wam, czy dany model będzie w stanie podtrzymać Wasz biust we właściwy sposób.
Całe szczęście, że obsługa salonu w Manufakturze jest wyszkolona na tak wysokim poziomie - dzięki temu ja uniknęłam zakupu biustonosza pięknego (bez dwóch zdań), ale całkowicie dla mnie nieodpowiedniego.
Spodobał mi się bowiem jeden mięciutki, bezmiseczkowy model stanika - model z linii Anemone, Triangle Wireless (to ten pierwszy czarny model, który pokazałam Wam wśród wybranych przeze mnie z kolekcji Britney gdzieś tam u góry posta).
Niestety - pozornie rozmiar był "mój", ale okazało się, że ani ramiączka ani obwód nie utrzymałyby mi biustu na dłuższą metę w pożądany sposób.
I chociaż głuchą byłam na jakiekolwiek sugestie (bo pięknie wyglądałby ten stanik z wieloma moimi szyfonowymi koszulami!), to Panie dołożyły wszelkich starań, żeby jednak przekonać mnie do zmiany decyzji.
Udało im się to.
Posłuchałam.
Ostatecznie zdecydowałam się na biustonosz Seamless Push - Up i majtki Hipster z linii Begonia.
Prawda, że biustonosz jest piękny?
Spośród wielu salonów z bielizną od ponad roku największą sympatią darzę sklepy Change Lingerie właśnie dlatego, że posiadają biustonosze w naprawdę moim rozmiarze - 60E bądź 65DD.
W salonach Triumph'a czy Atlantica próżno mi szukać takiego rozmiaru.
A w sklepach Etam, to już w ogóle!
To, co mi tam proponują albo odstaje mi na biuście albo wisi na mnie jak na kiju.
Ubiegłotygodniowa wizyta w salonie Change Lingerie utwierdziła mnie więc w przekonaniu, że nie powinnam w najbliższym czasie zmieniać salonu bielizny - oprócz cudeniek z kolekcji Britney Change ma w swojej jesiennej ofercie kilka innych modeli, które wpadły mi w oko i które występują w moim rozmiarze.
Zauroczona nową kolekcją zamierzam na dniach skorzystać z obowiązującej w salonach oferty "3 modele w cenie 2!"
Z salonu Change Lingerie wyszłam po ponad dwóch godzinach - mogłabym tam spędzić bez żalu kolejne dwie.
Bardzo trudno było mi się rozstać z Paniami Sprzedawczyniami - chyba się nawet zaprzyjaźniłyśmy ;)
W tym miejscu chciałabym Je serdecznie pozdrowić :)
Zwłaszcza Panią, której panieńskie nazwisko brzmi tak samo jak moje ;)
Mam nadzieję, że zdjęcia - które w czasie moich "zakupów" popełnił nie kto inny jak Lechu ;> - spodobają się tak Paniom z Change'a, jak i Wam.
A tak biustonosz który wybrałam prezentuje się na mnie.
No nie mówcie, że nie było warto się na niego jednak zdecydować ;)
Trochę mi smutno, że nie jest czarny, ale i ten kolor okazał się świetnie współgrać z moimi czarnymi, szyfonowymi koszulami - także chyba nie mam czego żałować ;)
Tak jak wszystkie modele staników zakupione przeze mnie do tej pory w Change Lingerie, tak i ten biustonosz bardzo ładnie na mnie leży. Piersi są odpowiednio "zebrane" i podtrzymane, nic mi nie ucieka pod pachy ani na plecy, nie muszę kombinować ze skracaniem ramiączek ani zwężaniem obwodu stanika.
Nawet przy szybkim marszu, biegu za autobusem, czy schylaniu się piersi pozostają na swoim miejscu - w miseczkach.
A to wcale nie jest takie oczywiste w wypadku wielu dostępnych na rynku staników - o czym same zapewne dobrze wiecie.
(Tak, chcę jeszcze raz podkreślić, że szczerze jestem z tego "prezentu" zadowolona - moje pochlebne słowa na temat wybranego przeze mnie modelu bielizny z kolekcji The Intimate nie wynikają z tego, że ktoś kazał mi tak i tak w poście na temat tej bielizny napisać)
Jeśli jeszcze nie znacie salonów Change Lingerie, to mam nadzieję że zachęciłam Was chociażby do tego, aby trochę o marce poczytać.
A jeśli firma nie jest Wam obca, to szczerze polecam Wam wybranie się do jednego z salonów i zapoznanie się z kolekcją Britney Spears: The Intimate.
A nuż okaże się, że tak jak ja zakochacie się w niej - bez pamięci :)
Pozdrawiam Was serdecznie,
Wasza Mar
P.S.Chociaż post jest efektem współpracy, to nie dostałam żadnych "wytycznych" na temat tego, jak ma on wyglądać - pomysł zrobienia relacji i zaprezentowania bielizny wyszedł ode mnie. To tak gwoli ścisłości, gdyby ktoś pytał.
Jej polskim przedstawicielem jest firma, której siedziba znajduje się właśnie w mojej Łodzi.
To w Łodzi także - jesienią 2011 roku - otwarto w Porcie Łódź pierwszy salon Change Lingerie w Polsce.
Salon Change Lingerie w łódzkiej Manufakturze odwiedziłam w ubiegłą środę.
Było to jeszcze w czasie, gdy pogrążałam się w odmętach mojej rozpaczy, dlatego też jako takie wyszykowanie się do tego wyjścia zabrało mi naprawdę wiele godzin.
Musicie mi więc wybaczyć, że na prezentowanych tu zdjęciach nie prezentuję się nadzwyczaj szykownie ani elegancko.
Uwierzcie na słowo - to były wyżyny tego, na co byłam wtedy w stanie się wznieść ;)
Już od pierwszych chwil po przekroczeniu progu sklepu czułam się... jak księżniczka.
Pracownice sklepu przywitały mnie jakbym była samą Kasią Tusk albo inną "sławnom blogerkom", co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło - nie spodziewałam się aż takiego przyjęcia.
Z natury jestem osobą bardzo nieśmiałą i skromną, czułam się więc dość niepewnie.
Jednak obsługa sklepu bardzo szybko sprawiła, że przestałam czuć się zakłopotaną :)
Panie z miejsca zaczęły mi prezentować całą kolekcję The Intimate.
Jak już zapewne wiecie - bo o premierze kolekcji było w mediach bardzo głośno - The Intimate by Britney Spears jest dostępna w Polsce od 24 września.
Zarówno w salonach Change Lingerie, jak i w salonach Gatty.
Tak, tak, tak - amerykańska gwiazda sama zaprojektowała tę kolekcję!

źródło grafiki: http://change.com/dk/
Ideą przyświecającą artystce w czasie projektowania linii było stworzenie bielizny seksownej, zmysłowej i podkreślającej piękno kobiecego ciała - bez względu na to, czy to kobiece ciało jest drobne, czy może nieco większe (biustonosze dostępne w kolekcji mają miseczki w rozmiarach od A do J).
"Każda kobieta powinna czuć się pięknie i być pewną siebie w każdej rzeczy, jaką na siebie założy!" - tak mówiła Britney, gdy zapytano ją o to, co chciała osiągnąć przez wypuszczenie The Intimate na rynek.
Można za Britney nie przepadać albo mieć do niej stosunek obojętny (jak ja), ale trzeba jej przyznać jedno - projektując swoją autorską kolekcję włożyła naprawdę wiele pracy w to, aby jej życzenie nie pozostało jedynie życzeniem.
Kolekcja The Intimate to prawdziwe bieliźniane działo sztuki!
Każda zaprojektowana przez Britney rzecz wykonana i wykończona została z dbałością o najdrobniejsze nawet detale.
Wśród naprawdę wielu zaprojektowanych przez Britney modeli znajdują się nie tylko tradycyjne biustonosze, stringi i figi, ale też halki, pasy do pończoch, peniuary, szlafroki, szorty, piżamy, bluzy, kimona, czy wreszcie długie koszule nocne.
Tak więc - nawet jeśli nie jest się eteryczną istotą lubującą się w koronkach i tiulach (ja też za nimi zbytnio nie przepadam ;>), to i tak na pewno znajdzie się tam coś, co będzie się chciało na siebie przywdziać.
Urzeka także kolorystyka poszczególnych linii kolekcji - znajdziemy tam zarówno bieliznę utrzymaną w drapieżnej, zmysłowej i klasycznej czerni, jak i modele w cukierkowym, pastelowym odcieniu różu, różu neonowym, subtelnym brązie, beżu, czy turkusie.

źródło: http://change.com/dk/

źródło: http://change.com/dk/

źródło: http://change.com/dk/

źródło: http://change.com/dk/

źródło: http://change.com/dk/

źródło: http://change.com/dk/
W kwestii materiałów dominują satyny, koronki i tiule, ale jest też dużo bardzo dobrej jakościowo bawełny.
Jeśli chodzi o modele biustonoszy, to i tu wybór jest bardzo duży - pośród całej kolekcji The Intimate zarówno posiadaczki drobnych piersi jak i Panie o obfitym biuście coś dla siebie wybiorą: mamy tu i klasyczne bardotki, balkonetki, jak i fullcup'y czy push-up'y.
Jeśli jeszcze nie wiecie, jaki model biustonosza jest dla Was najbardziej odpowiedni, to nie zawracajacie sobie tym głowy - oddajcie swoje piersi w ręce obsługi któregoś z salonów Change Lingerie.
Dosłownie!
Pracujące tam Panie nie będą oceniać kształtu ani jędrności Waszego biustu - nie musicie się więc wstydzić ani krępować.
Change Lingerie zatrudnia jedynie brafitterki, które znają się na swojej pracy i zajmują się wyłącznie doborem odpowiedniego dla Was rozmiaru i modelu biustonosza.
One doradzą Wam, czy dany model będzie w stanie podtrzymać Wasz biust we właściwy sposób.
Całe szczęście, że obsługa salonu w Manufakturze jest wyszkolona na tak wysokim poziomie - dzięki temu ja uniknęłam zakupu biustonosza pięknego (bez dwóch zdań), ale całkowicie dla mnie nieodpowiedniego.
Spodobał mi się bowiem jeden mięciutki, bezmiseczkowy model stanika - model z linii Anemone, Triangle Wireless (to ten pierwszy czarny model, który pokazałam Wam wśród wybranych przeze mnie z kolekcji Britney gdzieś tam u góry posta).
Niestety - pozornie rozmiar był "mój", ale okazało się, że ani ramiączka ani obwód nie utrzymałyby mi biustu na dłuższą metę w pożądany sposób.
I chociaż głuchą byłam na jakiekolwiek sugestie (bo pięknie wyglądałby ten stanik z wieloma moimi szyfonowymi koszulami!), to Panie dołożyły wszelkich starań, żeby jednak przekonać mnie do zmiany decyzji.
Udało im się to.
Posłuchałam.
Ostatecznie zdecydowałam się na biustonosz Seamless Push - Up i majtki Hipster z linii Begonia.
Prawda, że biustonosz jest piękny?
Spośród wielu salonów z bielizną od ponad roku największą sympatią darzę sklepy Change Lingerie właśnie dlatego, że posiadają biustonosze w naprawdę moim rozmiarze - 60E bądź 65DD.
W salonach Triumph'a czy Atlantica próżno mi szukać takiego rozmiaru.
A w sklepach Etam, to już w ogóle!
To, co mi tam proponują albo odstaje mi na biuście albo wisi na mnie jak na kiju.
Ubiegłotygodniowa wizyta w salonie Change Lingerie utwierdziła mnie więc w przekonaniu, że nie powinnam w najbliższym czasie zmieniać salonu bielizny - oprócz cudeniek z kolekcji Britney Change ma w swojej jesiennej ofercie kilka innych modeli, które wpadły mi w oko i które występują w moim rozmiarze.
Zauroczona nową kolekcją zamierzam na dniach skorzystać z obowiązującej w salonach oferty "3 modele w cenie 2!"
Z salonu Change Lingerie wyszłam po ponad dwóch godzinach - mogłabym tam spędzić bez żalu kolejne dwie.
Bardzo trudno było mi się rozstać z Paniami Sprzedawczyniami - chyba się nawet zaprzyjaźniłyśmy ;)
W tym miejscu chciałabym Je serdecznie pozdrowić :)
Zwłaszcza Panią, której panieńskie nazwisko brzmi tak samo jak moje ;)
Mam nadzieję, że zdjęcia - które w czasie moich "zakupów" popełnił nie kto inny jak Lechu ;> - spodobają się tak Paniom z Change'a, jak i Wam.
A tak biustonosz który wybrałam prezentuje się na mnie.
No nie mówcie, że nie było warto się na niego jednak zdecydować ;)
Trochę mi smutno, że nie jest czarny, ale i ten kolor okazał się świetnie współgrać z moimi czarnymi, szyfonowymi koszulami - także chyba nie mam czego żałować ;)
Tak jak wszystkie modele staników zakupione przeze mnie do tej pory w Change Lingerie, tak i ten biustonosz bardzo ładnie na mnie leży. Piersi są odpowiednio "zebrane" i podtrzymane, nic mi nie ucieka pod pachy ani na plecy, nie muszę kombinować ze skracaniem ramiączek ani zwężaniem obwodu stanika.
Nawet przy szybkim marszu, biegu za autobusem, czy schylaniu się piersi pozostają na swoim miejscu - w miseczkach.
A to wcale nie jest takie oczywiste w wypadku wielu dostępnych na rynku staników - o czym same zapewne dobrze wiecie.
(Tak, chcę jeszcze raz podkreślić, że szczerze jestem z tego "prezentu" zadowolona - moje pochlebne słowa na temat wybranego przeze mnie modelu bielizny z kolekcji The Intimate nie wynikają z tego, że ktoś kazał mi tak i tak w poście na temat tej bielizny napisać)
Jeśli jeszcze nie znacie salonów Change Lingerie, to mam nadzieję że zachęciłam Was chociażby do tego, aby trochę o marce poczytać.
A jeśli firma nie jest Wam obca, to szczerze polecam Wam wybranie się do jednego z salonów i zapoznanie się z kolekcją Britney Spears: The Intimate.
A nuż okaże się, że tak jak ja zakochacie się w niej - bez pamięci :)
Pozdrawiam Was serdecznie,
Wasza Mar
P.S.Chociaż post jest efektem współpracy, to nie dostałam żadnych "wytycznych" na temat tego, jak ma on wyglądać - pomysł zrobienia relacji i zaprezentowania bielizny wyszedł ode mnie. To tak gwoli ścisłości, gdyby ktoś pytał.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



















