Bottoms up, bottoms up.
Zobacz oryginał wt., 20/11/2012 - 18:31Nie przepadam za klubami dlatego pojawiam się w nich sporadycznie. Nie chodzi o to, że nie lubię się bawić, po prostu atmosfera, która tam panuje jest trochę odmóżdżająca. Nie wiem czy to kwestia mojego pecha ale w klubie, nie spotkałam ani jednego interesującego człowieka. Może dyskoteki nie są przystosowane do poznawania się i z założenia nie powinno się chcieć tam normalnie rozmawiać? Sam fakt tego, że wszechobecny ścisk i dźwięk uniemożliwia poznanie się. Z jednej strony zdajemy sobie sprawę, że męża nie znajdziemy w tłumie facetów tańczących z piwem w ręku w rytm `I am sexy and I know it`. Z drugiej strony nie ma osoby, która nie stara się wyglądać nieco lepiej niż na co dzień. Może to kwestia tego że bywam w nieodpowiednich miejscach. Za każdym razem, odkrywając kolejne miejsce, mam nadzieję na nietuzinkowe znajomości. Zwykle jednak kończę w barze na tłustym kebsie. Zmęczona, zażenowana i z wyrzutami sumienia po zjedzonych kaloriach. Mam jednak nadzieję, że w końcu znajdę takie miejsce, w którym ktoś zagada w przyjemny i miły sposób, tekstem innym niż `co tak sama stoisz?`.
A może to we mnie jest coś beznadziejnego? W końcu miliony osób potrafią odnaleźć przyjemność w tego rodzaju rozrywce. Liczę na to, że i mnie też się to wkrótce uda. Będę wytrwale szukać. A może mam jakieś zbyt wygórowane wymagania?
Nocna stylówa
bluza - adidas
spodnie - Bershka
szalik - H&M
buty - Timberland
kolczyki - prezent od Rudej
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



