Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Black & White

Zobacz oryginał
W życiu czasami zadziewa się tak, że wszelkie plany i ustalenia biorą w łeb - i to w momencie, w którym bardzo jest nam to nie na rękę.

 Właśnie to przytrafiło się mnie w minionym tygodniu.


Chciałabym bardzo serdecznie przeprosić za moją słabą w blogosferze ostatnimi czasy aktywność.

Przeprosić wszystkich tych i wszystkie te, którzy i które dopytywali/dopytywały się: "Co się dzieje, Mar?", "Dlaczego nie ma posta?", "Czy zrezygnowałaś z bloga?"

I - jednocześnie - podziękować. Podziękować za troskę, jaką otoczyły mnie niektóre zaprzyjaźnione blogerki - Agata (Aschaaa) i Patrycja (Kosmetyczna Wyspa).
Agata - nawet nie wiesz, jak bardzo mi pomogłaś. Jesteś cudowną osobą.

Ach... A za wspaniale spędzone w zeszłą środę popołudnie chciałabym podziękować Sylwii (Vampiv), dzięki której miałam motywację do tego, żeby przestać histeryzować i wstać z łóżka, a potem pojechać wraz z Leszkiem i jego tatą do Poznania.
Posiedziałyśmy razem raptem dwie godziny, ale radość jaką odczuwałam z tego spotkania jest dla mnie nie do opisania.
Sylwia, przepraszam Cię, jeśli byłam sztywna i drętwa.
Ja się bardzo cieszyłam, ja po prostu obecnie słabo okazuję emocje, Słonko!!!

Przyczyna mojego stanu jest stosunkowo drobna, 90% z Was śmiałaby się z niej i nie wpadałoby z jej powodu w żadne "hople".
Zachorowałam. Złapałam coś. Od dzieci, z którymi ostatnio miałam kontakt.
Albo u lekarza.
Nie raka, nie HIV, nie rzeżączkę, nie ebolę. Coś, co się dobrze, podobno, leczy. Tylko wolno.
Fakt zachorowania na to coś i związane z leczeniem się z tego i unikaniem ponownego zarażenia procedury załamały mnie psychicznie.

Naprawdę.

Możecie się śmiać, stukać w głowy, parskać - no trudno. Tak się stało.
Ja przeszłam prawdziwe załamanie psychiczne, stan przypominający początki depresji albo silny epizod nerwicowy.

Jeśli chcecie zapytać, czy obecnie jest lepiej - minimalnie. To, że usiadłam do komputera aby napisać te słowa to naprawdę cud. Nawet nie wiecie, jak bardzo musiałam się do tego zmusić.

Gdyby nie Leszek - post nigdy by nie powstał.
To Leszek opiekował się mną przez te wszystkie dni, pomagał, wspierał, przytulał, był.
Po raz kolejny już przekonałam się, że mam najwspanialszego faceta pod słońcem. Gdyby nie On i jJego troska, to nie jestem pewna, jak by się to skończyło. 
Dziękowałam Ci już tysiące razy, ale napiszę i tu - dziękuję Ci, Leszku.
Za to, że jesteś.
Jesteś facetem, jakiego mogą mi pozazdrościć wszystkie kobiety na ziemi.
Dziękuję też Twojej siostrze - Agatko, jeśli to czytasz, to mam nadzieję, że się uśmiechasz :)

Liczę na to, że będzie już ze mną lepiej - jestem pod opieką lekarzy.

Zarówno tych od duszy, jak i tych od moich "nieproszonych" wewnętrznych gości ;)

Jeśli jakoś tam mnie lubicie i zżyliście/zżyłyście się ze mną, to trzymajcie za mnie kciuki - życzcie mi samych dobrych rzeczy. I dużo uśmiechu.
Na pewno mi to pomoże, nie zaszkodzi.

A, i obiecuję - ponadrabiam zaległości!
Pozaglądam do tych z Was, którzy dopiero niedawno zaczęli mnie odwiedzać.
Słowo Mar! To prawie jak słowo harcerza ;P

***

Szczerze mówiąc - gdy robiliśmy te zdjęcia (jakieś trzy tygodnie temu), to pogoda była całkiem, całkiem letnia.

18.jpg

Nic nie wskazywało na to, że zbliża się ta antycypowana przeze mnie w poprzednim poście jesień.
Upał, ciepło, sama radość.
Dziś pogoda jest już nie tyle wrześniowa, co listopadowa.

1.jpg

Z racji tego, że ja jeszcze nie do końca ogarniam rzeczywistość, to póki co... wcale się tym nie przejmuję.
Przez ostatni tydzień ubrania to było coś, co mnie nie interesowało absolutnie.
Na dzień dzisiejszy - też słabo mi wychodzi myślenie o nich.
Więc ani nie lamentuję, że nie można nosić już rzeczy zwiewnych i lekkich ani nie zastanawiam się nad tym, co założę na grzbiet, gdy temperatury spadną jeszcze bardziej.
Jakoś... nie jest mi z takimi myślami jeszcze po drodze.
Może za tydzień, może za kilka dni...

Bardziej smuci mnie to, że nie ma słońca :(!

5.jpg

Ale z radością patrzę na te zdjęcia - wspominam dobry humor, jaki miałam w czasie gdy je robiliśmy :)
Szkoda mi było ich nie zamieścić.

Poza tym - prezentowany na nich zestaw jest (w sumie) całoroczny, bo cały rok człowiekowi zdarza się musieć założyć na grzbiet coś bardziej wyjściowego.
Czyż nie?

2.jpg

Pamiętacie? Nie tak dawno temu pisałam, że nie, nie i jeszcze raz nie - Mar i biel?
Jaka biel? 
I to z czernią?
Gdzie biel z czernią? Jak niby mam to nosić?
Ja???
Mnie z bielą nie po drodze przecież...

Mimo tego - coś mnie wzięło te parę tygodni temu na to, żeby jednak spróbować, zobaczyć.
"Może ta biel to wcale nie taki zły wybór?" - zapytałam siebie któregoś dnia, otwierając moją przepastną jak jama legendarnego smoka z miasta na literę K szafę.

Całe szczęście, że miałam jak to sprawdzić ;)
W czasie letnich wyprzedaży przemogłam się i zaryzykowałam zakup jednego białego ciucha.
No bo grosze kosztował (19,90), a fajny był... fajnie leżał... 
Szkoda było nie zabrać do domu ;P

4.jpg

Tym ciuchem jest ta oto bluzka.

Urzekła mnie tym, czym i urzekł mnie czarny kardigan z poprzedniego posta (też z Reserved, jeśli ktoś nie pamięta :> - bo i ta bluzka z Reserved pochodzi) - tym "wytłaczanym" wzorem.
Nie wiem, co mi się stało w tym roku, ale lecę na te tłoczenia niesamowicie.
Jak ćma do świecy.

No i krojem mnie oczarował- dlatego właśnie łyknęłam tę biel, że bluzka jest... inna.
Oczywiście - przede wszystkim jest "duża".

Taka nieco oversize'owa (chociaż fakt, na zdjęciach słabo jej oversize'owość widać).
A ja obok takich "większych" rzeczy przejść obojętnie nie potrafię :>

6.jpg

Ma też bardzo, ale to bardzo fajne rękawy - ja to chyba jestem fetyszystką tego rodzaju rękawów.
Zawsze miałam nieodparte wrażenie, że tak jak luźne cholewki butów podkreślają szczupłość łydek, tak i szerokie rękawy podkreślają smukłość rąk.
A że lubię swoje ręce (mogłabym mieć tak chude łydki, jak chude mam łapska ;P), to i ich smukłość bez oporów podkreślam ;)

3.jpg

Do bluzki dobrałam dopasowaną, krótką, czarną - oczywiście, no bo w jakim innym kolorze Mar mogła kupić taki "bazowy" ciuch :> - spódnicę.

Bandażowa? Tak się na takie modele mówi?
Chyba tak ;P

Tak -  spódnica też jest "wytłaczana" :P

Nie wiem, czy projektanci Reserved tego lata podobnie jak ja zachorowali na te tłoczenia, że na niemal każdym ciuchu je dawali, wiem tylko tyle, że... im więcej "tłoczeń" w mojej szafie, tym lepiej ;P

meh.jpg

Do ciuchów dodałam dobrze Wam już znane czarne szpilki.

(UWAGA, Mar się będzie żaliła: ostatnio mi się te piękne butki rozpadły :( obleciałam wiele sklepów - tych tańszych, tych droższych... - i w żadnym nie udało mi się znaleźć takiej fajnej pary jak ta :(
Dlaczego, o co chodzi?
Dlaczego nikt już nie produkuje zwykłych, czarnych szpilek z migdałowym noskiem, na platformie i z normalnym, obitym jakimś wytrzymałym w miarę materiałem obcasem?
Teraz wszędzie ostre czuby, paski wokół kostek... i zamsz :( przecież ja zamszowe szpilki zniszczę po tygodniu :(
Wrrrr!!!111jedenjedenjeden...) 

17.jpg

I moją ukochaną kopertówkę - no wiecie, tę wielką, tę fajną. Tę, co to jak prawdziwa, ogromna koperta wygląda ^^

16.jpg

(No dobra, coś we mnie pękło - teraz to naprawdę zatęskniłam za ciepłymi dniami.
Przecież jak jest zimno, jak pada, jak się wszelkie czapki, chustki, szaliki i parasole nosi ze sobą, to kopertówka egzaminu nie zdaje ;(
Choćby jeszcze większa niż ta moja była.

Rany - jak ja przeżyję bez noszenia kopertówek ;P?)

A oprócz nich - taki mały drobiazg.
Pierścionek.

11.jpg
Biżuterię noszę rzadko.
Wiecie o tym dobrze.
Jeśli już - to dużą, dziwną i wyrazistą.
W dniu, w którym robiliśmy te zdjęcia naszła mnie ochota na założenie czegoś subtelniejszego, czegoś co będzie fajnym, odznaczającym się na tle całości akcentem, ale nie będzie rzucało się w oczy.
Wybór padł na ten pierścionek.
Pierścionek jest właściwie własnością mojej mamy, ale że mama go nie nosi, to czasami ja go podbieram ;)

7.jpg

Bluzka - Reserved
Spódnica - Reserved
Szpilki - H&M
Kopertówka - no name (Allegro)
Pierścionek - no name

8.jpg

Uciekam!
Uciekam zaszyć się w moich (a właściwie nie tyle moich, co lechowych) czterech ścianach.

9.jpg

I pobarować się z moimi zdrowotnymi problemami.

10.jpg

Przytulam Was bardzo.

14.jpg

Ściskam ciepło, Wasza Mar!

13.jpg

P.S. Gdyby ktoś pytał - zdjęcia zostały zrobione w okolicach łódzkiej ASP.

15.jpg
I w ogrodzie rodziców Leszka - bo w dzień robienia zdjęć właśnie wizytę u nich mieliśmy z Leszkiem w planach.

12.jpg
P.S. (2) Kolejny zestaw i kolejne wyróżnienie - "stylizacja" z poprzedniego posta (podobnie jak ta stworzona przed nią) także została doceniona przez użytkowników portalu FashionWall.pl.
Zostalam laureatką kolejnego WOW! Tygodnia.
Dziękuję Wam za głosy, naprawdę cieszę się, że to co robię tak Wam się podoba :)

wow.jpg

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.