Lista blogów » Amour-15

BETTER THAN SEX... CZYLI O MASKARZE TOO FACED SŁÓW KILKA

Zobacz oryginał
DSC_0299.JPG


Pamiętacie wpis o moich sześciu tuszach do rzęs? Jednym z nich był kultowy tusz Better than sex marki Too Faced. Obiecywałam Wam wtedy, że kiedyś napiszę o nim nieco więcej i właśnie przyszła na to pora. Zapraszam na recenzję.



Moja opinia:

Opakowanie: ja posiadam wersję podróżną maskary, ale pełnowymiarowa jest taka sama tylko dłuższa :) Ładne liliowe opakowanie z dość wymownym napisem Better than sex. Muszę Wam przyznać, że to niezły chwyt reklamowy! 
DSC_0305.JPG

Szczoteczka: nie jest sylikonowa i powiem Wam, że ja takie bardzo lubię. Jest to wielka szczota, którą jak zobaczyłam pierwszy raz to byłam w lekkim szoku! Całe szczęście jest bardzo wygodna w użyciu, ani razu nie zrobiłam sobie nią krzywdy. 

Trwałość: tusz trzyma się na rzęsach cały dzień bez jakichkolwiek poprawek (swoją drogą nie cierpię poprawiać tuszu), ale czasami delikatnie się osypuje. Nie jest to efekt pandy, ale małe, czarne kropeczki, które bywają irytujące.

tofaceed.jpgEfekt: chyba najlepszy jaki kiedykolwiek uzyskałam. W zestawieniu sześciu tuszy był trzeci, ale tak naprawdę wszystko zależy od tego na jaki efekt czekam. Jeżeli chcę naturalny, subtelny i maksymalnie czarny wachlarz rzęs wybieram właśnie tusz Too Faced. Nie skleja rzęs, są idealnie rozdzielone i wydłużone. Jestem oczarowana, chociaż na zdjęciach nie widać tego w stu procentach.




Cena/dostępność: tusz kosztuje ok. 100 zł (pełnowymiarowa wersja). Ja swój egzemplarz mam ze strony internetowej premiumusa.pl. Niestety nie jest on teraz dostępny na stronie, ale mam nadzieję, że to się zmieni!
DSC_0305.JPG

Podsumowując: cena tuszu jest dość wysoka, ale uzyskany efekt jest również na wysokim poziomie. Mi osobiście strasznie się podoba. Mam ochotę kiedyś do niego wrócić, bo niestety, ale tusz jest już na wykończeniu.

Słyszeliście o tej kultowej maskarze? 

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.