Lista blogów » Neelisaa
Baskinkove love
Zobacz oryginał wt., 27/08/2013 - 15:57Opłakuję coś, czego nigdy nie miałam. Co za absurd. Rozpacz z powodu przeklętych nadziei, przeklętych marzeń i oczekiwań.
Marzenia towarzyszą nam już od lat dziecięcych, choć wtedy utracone nie bolą aż tak bardzo. Są to po prostu marzenia nierealne, których spełnienie byłoby cudem. Bo która z nas nie marzyła o byciu księżniczką? Nadzieja? Ją też odnajdujemy cofając się w przeszłość. Ile razy czekaliśmy z nadzieją na Świętego Mikołaja? Oczekiwania - nawet takie podstawowe - i tu znów wracamy pamięcią do dzieciństwa - oczekujemy, że mama nas przytuli i że zawsze będziemy dla niej najważniejsi. Z biegiem czasu wiele się zmienia, choć marzenia, nadzieja i oczekiwania nadal pozostają. Są jednak większe, lepiej przemyślane, a ich niespełnienia nie można porównać z największym fizycznym bólem. Źródłem dziecięcych marzeń, nadziei i oczekiwań są przede wszystkim bajki. Nasz dziecięcy świat jest nieco 'ograniczony', dlatego do szczęścia nie potrzebujemy zbyt wiele. W dorosłym życiu czytamy książki, oglądamy filmy, obserwujemy świat nie tylko ten, który 'mamy przy sobie', ale także ten daleki, nieznany... Wtedy pojawiają się piękne marzenia o szczęśliwym życiu, bogactwie, ciche nadzieje na wieczną, romantyczną, szaloną miłość, która będzie zapierała nam dech w piersi i oczekiwania, by świat naszego partnera zaczynał i kończył się na naszej osobie. I wszystko jest pięknie i cudownie, dopóki nie budzimy się ze świadomością tego, że to wszystko fikcja, że nasze wymarzone życie nigdy wymarzone nie będzie. I płaczemy cicho w poduszkę za czymś, czego nigdy nie mieliśmy.
Bardzo Wam dziękuję za to, że 'mnie czytacie' i za komentarze. W związku z nimi chciałabym jednak zaznaczyć, że wpisy niejednokrotnie nie będą pokrywać się z atmosferą zdjęć. Piszę to, co akurat 'siedzi' w mojej główce, co też nie znaczy, że zawsze utożsamiam się ze smutnym bohaterem mojego tekstu.
Chciałabym także zaznaczyć, że cytat, który dziś przytoczyłam pochodzi z fenomenalnej trylogii ''Pięćdziesiąt odcieni Greya''. To zdecydowanie najlepsza historia jaką przeczytałam ( a uwierzcie mi było ich mnóstwo), najbardziej pociągająca i ulubiona do tego stopnia, że jako jedyną, mogę kończąc zaczynać od nowa.
Marzenia towarzyszą nam już od lat dziecięcych, choć wtedy utracone nie bolą aż tak bardzo. Są to po prostu marzenia nierealne, których spełnienie byłoby cudem. Bo która z nas nie marzyła o byciu księżniczką? Nadzieja? Ją też odnajdujemy cofając się w przeszłość. Ile razy czekaliśmy z nadzieją na Świętego Mikołaja? Oczekiwania - nawet takie podstawowe - i tu znów wracamy pamięcią do dzieciństwa - oczekujemy, że mama nas przytuli i że zawsze będziemy dla niej najważniejsi. Z biegiem czasu wiele się zmienia, choć marzenia, nadzieja i oczekiwania nadal pozostają. Są jednak większe, lepiej przemyślane, a ich niespełnienia nie można porównać z największym fizycznym bólem. Źródłem dziecięcych marzeń, nadziei i oczekiwań są przede wszystkim bajki. Nasz dziecięcy świat jest nieco 'ograniczony', dlatego do szczęścia nie potrzebujemy zbyt wiele. W dorosłym życiu czytamy książki, oglądamy filmy, obserwujemy świat nie tylko ten, który 'mamy przy sobie', ale także ten daleki, nieznany... Wtedy pojawiają się piękne marzenia o szczęśliwym życiu, bogactwie, ciche nadzieje na wieczną, romantyczną, szaloną miłość, która będzie zapierała nam dech w piersi i oczekiwania, by świat naszego partnera zaczynał i kończył się na naszej osobie. I wszystko jest pięknie i cudownie, dopóki nie budzimy się ze świadomością tego, że to wszystko fikcja, że nasze wymarzone życie nigdy wymarzone nie będzie. I płaczemy cicho w poduszkę za czymś, czego nigdy nie mieliśmy.
Bardzo Wam dziękuję za to, że 'mnie czytacie' i za komentarze. W związku z nimi chciałabym jednak zaznaczyć, że wpisy niejednokrotnie nie będą pokrywać się z atmosferą zdjęć. Piszę to, co akurat 'siedzi' w mojej główce, co też nie znaczy, że zawsze utożsamiam się ze smutnym bohaterem mojego tekstu.
Chciałabym także zaznaczyć, że cytat, który dziś przytoczyłam pochodzi z fenomenalnej trylogii ''Pięćdziesiąt odcieni Greya''. To zdecydowanie najlepsza historia jaką przeczytałam ( a uwierzcie mi było ich mnóstwo), najbardziej pociągająca i ulubiona do tego stopnia, że jako jedyną, mogę kończąc zaczynać od nowa.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



