Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.

Absurdalnie...

Zobacz oryginał
To mój pierwszy cały tydzień pracy po urlopie, przede mną jeszcze dwa dni, a ja, jak nigdy, mam autentycznie dosyć użerania się z ułomnymi bądź nieuczciwymi klientami. Od razu podkreślę, że chodzi mi jedynie o ich niewielki procent, bo większość naszych stałych bywalców to przesympatyczni ludzie. Tak wiem, że lubię sobie ponarzekać, ale w końcu na moim kawałku przestrzeni internetowej mogę robić to na co mam w tej chwili ochotę. A niezmierną właśnie ochotę mam na podzielenie się z kimś kilkoma sytuacjami, które zależnie od przebiegu, wprawiły mnie w osłupienie bądź totalne wkurwienie.
Sytuacja nr 1. Dla krótkiego wprowadzenia, buty sprzedajmy za 20 bądź 30 zł. Droższe są kozaki i botki (generalnie wszystkie buty zimowe za kostkę). Wszystko jest ładnie opisane, czarno na białym. Podchodzi pani, na nogach przymierza zamszowe, skórzane kozaki do połowy łydki na koturnie. Pani się pyta czy to są półbuty (które kosztują 20 zł). Mi kopara opadła, a pani została uraczona dodatkowo odpowiedzią ze szczyptą sarkazmu ze strony szefowej. Dodam, że pani poczuła się urażona. No, ja pierdolę, jak można zapytać czy ewidentny kozak jest półbutem, JAK?
Sytuacja nr 2. Niestety mnie absurdalna, bardziej przykra. Nieco dziadkowaty facet chciał kupić spodnie dresowe dla swoich dzieci. Dzień był drogi, jednak po namyśle zaakceptował daną cenę i zapłacił. PO MINUCIE zreflektował się, że jakby przyszedł w inny dzień to byłoby taniej. Więc on chce spodnie oddać i JA mam mu je przetrzymać do soboty. Oczywiście zwrotów nie przyjmujemy. Jeśli ktoś spyta dlaczego już wyjaśniam: otóż w wielu lumpeksach z odzieżą na wagę nie ma czegoś takiego jak inwentaryzacja, jeżeli oddałabym panu pieniądze musiałabym wyłożyć do kasy ze swoich własnych pieniędzy, bo nie byłabym w stanie udowodnić, że towar wrócił na sklep. Niestety są ludzie i taborety, oczywiście dziad nie zrozumiał, ani wcześniej nie raczył zapoznać się chociażby z cennikiem i zaczął histeryzować, wrzeszczeć, rzucać tymi spodniami. Historia zakończyła się tak, że akurat w ten dzień była szefowa i dziadowi pieniądze oddała. Ja bym się nie ugięła.
Sytuacja nr 3. Oprócz normalnej strefy sprzedażowej mamy też kącik z wyprzedażą 3 zł/sztuka. W ubiegły czwartek na sam koniec dnia rodzina z niepełnosprawnym synem wybrała sobie tam dwie pary spodni, odłożyli u mnie przy ladzie i wyszli ze sklepu. Wróżkami ani ja ani koleżanka nie jesteśmy to też spodnie odwiesiłyśmy na miejsce, najwyraźniej zrezygnowali. Na drugi dzień przyszedł ojciec szukając spodni. I oberwało się mojej koleżance, bo przecież jak ona śmiała odwiesić spodnie. Przecież powinna przewidzieć, że ktoś po nie przyjdzie. No bo przecież pan ma chorego syna, a ona mu życie utrudnia. A w telefonie do żony powiedział "ta kurwa odwiesiła te spodnie, ale je znalazłem". Z całym szacunkiem dla ludzi wychowujących niepełnosprawne dzieci, to, że macie ciężko wcale nie oznacza, że inni mają lepiej. Facet ma szczęście, że ja tego nie słyszałam osobiście. Koleżanka zacisnęła zęby i starała się nie popłakać. Ja bym kopnęła w tyłek i kazała wypierdalać.
Sytuacja nr 4. Dwie osoby na 400 m2 to niewiele, szczególnie kiedy druga osoba musi pójść chociażby na kibelek. O kąciku wyprzedażowym już wspomniałam. A najpopularniejszą próbą oszustwa u nas jest twierdzenie, że ma się rzeczy z wyprzedaży. Tak i było tym razem, ale chociaż pamięć mam dobrą, nie jestem w stanie ogarnąć każdej pojedynczej sztuki na sklepie. Pewne, jak mniemam, licealistki wyczuły, że jestem "chwilowo" sama i próbowały co nieco zakupić taniej. Na kamerach wyszło, że wszystkie mnie wydymały (bo niestety 100% pewności nie miałam) oprócz ostatniej, która chciała kupić sweter, który kojarzyłam znakomicie. Mała awanturka była i doszły mi kolejne osoby, za którymi będę musiała podążać jak cień podczas każdej kolejnej wizyty.
Sytuacja nr 5. W wyjątkowych sytuacjach wymieniamy zakupiony u nas towar co inny. Jednak pani, która przyszła ostatnio rozwaliła system. Chciała wymienić dwie powłoczki na poduszki, bo jej kurwa nie pasował kolor. Kosztowały 2 złote. Ja wymigałam się urlopem, a skoro ja nie sprzedawałam to nie wymieniam. Na drugi dzień przydybała uparta baba szefową i do poduszek chciała wymienić również sukienkę. Bo za mała. A dlaczego pani nie przymierzyła w sklepie tylko w domu? Bo padało. Brak słów.

Tydzień iście koszmarny, a jeszcze się nie skończył. 

I parę zdjęć z dzisiaj. Wybaczcie takie byle jakie, ale z domu wychodzę ciemno, wracam ciemno, jedynie w pracy jasno ;)


WP_031676.jpg


WP_031677.jpg


Parka za całe 30 zł - stan idealny. Kupiona latem, kiedy mało kto myślał o zimowych ubraniach ;)

WP_031678.jpg


Plecak 25 zł. Do wielu się przymierzałam, ale wszystkie były doświadczone przez życie i właścicieli. Ten był jak nowy, nie mogłam go nie kupić.

WP_031679.jpg


WP_031680.jpg


WP_031681.jpg


Buty również jak nowe, 30 zł. Spodnie znane już z poprzedniego wpisu ok 10 zł.

WP_031682.jpg


WP_031685.jpg


WP_031687.jpg


WP_031688.jpg


A koszula i sweter również z SH, tak więc dzień jak codzień total look sponsorowany przez lumpeksy :) Koszula 8 zł, sweter ze 30 zł (zakup sprzed kilku lat).

Dobranoc :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.