Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.

5 trendy ciuchów, którym uległam a teraz pukam się w czoło ;)

Zobacz oryginał



Kolejny wpis, na kolejny dzień tygodnia. Tym razem mam również co pokazać, bo to, że mam wiele do powiedzenia co wytrwalsi już wiedzą ;).

O ile w dużych miastach różnorodność pod względem stylu i ubioru jest dostrzegalna, o tyle im mniejsza mieścina tym bardziej to zróżnicowanie zanika. Wyjście przed szereg jest wręcz potępiane, więc wszyscy wyglądamy jak jedna, wielka masa (kolorowa bądź szara, w zależności od tego co aktualnie serwują nam lokalne sklepy). W małym mieście o wiele łatwiej jest ulec sezonowym must have'om, w końcu wszyscy mają i ja muszę mieć. I takie podejście do kwestii ubierania się bardzo długo pokutowało w mojej głowie. Swoją cegiełkę dołożyły oczywiście blogi, w które na początku byłam zapatrzona bezkrytycznie, a jeżeli coś okrzyknięto wielkim hitem, ja ruszałam na poszukiwania swojego własnego, hitowego egzemplarza.

Legginsy galaxy. Ten trend tak mocno uderzył mnie w głowę, że byłam skłonna zapłacić prawie 100 zł za zwykłe, elastyczne gacie. Wylicytowałam je na allegro, od dziewczyny, która zakupiła je w Romwe (z pewnością była mądrzejsza ode mnie, bo postanowiła się ich pozbyć w momencie kiedy cena na te cudeńka była jeszcze dosyć spora). Dodam, że 2 bądź 3 miesiące później ten jakże szałowy model był już dostępny na dziesiątkach, jak nie setkach aukcji po cenach trzykrotnie niższych. Okres panowania tychże gatek był niesprawiedliwie króciutki, tak więc na moim tyłku zagościły maksymalnie 5 razy. Czy wylądowały w kontenerze? Nie, skubane 10 zł nie kosztowały, więc zostawiłam je do ćwiczeń i biegania. Teraz tylko puka się w czoło... po co mi one były?

Legginsy w czarno-białe pionowe pasy. Dokładnie nie pamiętam, który to był rok, ale bloga już miałam i zdjęcie w tych wyjątkowo niezgrabnych tworach gdzieś we wcześniejszych postach się panoszy. To był sezon totalnego szału na pionowe pasy. Koszulę (które też święciły w obecnym czasie triumfy upolowałam w SH) mam do dziś, ale uważam ją za rzecz uniwersalną, która z sukcesem może zastąpić białego zwyklaka. Legginsów się pozbyłam. Ktoś mówił, że wydłużają nogi? Moje bynajmniej nie stały się nagle ani odrobinkę smuklejsze i atrakcyjniejsze, ba, pasy się przekręcały i wyglądałam jak pasiasta świnka z tłustymi goloneczkami. Może gdybym zainwestowała w spodnie, lepiej by się te paseczki układały. No cóż, tym razem chociaż portfel nie ucierpiał, bo nabyłam je za niecałe 20 zł (oczywiście na allegro).

Wszechobecny fiolet. Rok 2009, sezon zimowy. Połowinki na studiach. 90 % dziewczyn pojawiło się we fioletowych kreacjach, a ja miałam nawet fioletowe szpilki. Miałam jeszcze fioletową swetro-tunikę i kilka bluzek. Rok 2015, mam totalną awersję do tego koloru i nigdy w świecie już w nim nie wystąpię. Nawet gdyby wciskano mnie w fioletowe ubrania siłą. Kolor totalnie mi nie służy, nie podoba mi się w zestawieniach z żadną inną barwą. No ale przecież był hitem, który wszyscy mieli. Musiałam więc mieć i ja.

Szerokie, skejtowskie obuwie sportowe. Czy stopy mogą wyglądać w tym dobrze? Męskie może i jeszcze przy szerokich porach z krokiem w kolanach jakoś się obronią... Ale wersja damska, noszona przeze mnie do wszystkiego? Czerwienię się na samą myśl o tym jak ja mogłam wyjść z domu z tak oszpeconymi stopami...

Totalny hit, krótka jeansowa spódnica w duecie z czarnymi legginsami za kolanko. Pytam po co? Oczywiście i ja poddałam się urokowi takiej stylówki, wyposażyłam się też w różne rodzaje legginsów, z wykończeniem gładkim, z wykończeniem koronkowym, za kolanko, aż do kostki, bardziej kryjące, mniej kryjące. Szczęśliwie szybko dotarło do mnie, że to wcale nie jest takie fajne jakim początkowo się wydawało. Legginsy odleżały swój czas w szufladzie (nawet jak się nie nosi, żal się pozbywać, w końcu kasa wydana), by potem hurtem odjechać w czarnym worze, nogawkami do przodu.

Podejście "wszyscy mają mambę, mam i ja".

Podejście nad wyraz głupie. Trendy nie są po to by czerpać z nich garściami i kopiować w skali 1:1. Są po te żeby z nich czerpać inspiracje, interpretować na swój jedyny i niepowtarzalny sposób. Bardzo żałuję, że kiedyś słowo must have wyłączało mi w mózgu funkcję samokrytyki i realistycznego podejścia do tematu. 

Po cichu liczę, że nie tylko mi zdarzało się tak błądzić po krętych ścieżkach trendów, które co 3 miesiące zmieniały się, czasami nawet diametralnie. Macie jakieś swoje "kiedyś must have" a teraz "must forget"?

P.S. Ha, natura chyba wysłuchała mojego narzekania i dzisiaj zrobiło się całkiem przyjemnie. Nie mniej jednak, ja znowu w długich porach. 

Miłego dnia :)

b1.jpg

b2.jpg

b3.jpg

b4.jpg

b5.jpg


b7.jpg

b.jpg

Spodnie outlet H&M 10 zł
Converse allegro SH 40 zł
Torebka SH nn 23 zł
Kurtka outlet H&M 22 zł

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.