Lista blogów » Mademoiselle Emnilda
5 porad dla uzależnionych od internetu + ubiór zimowy
Zobacz oryginał pon., 16/12/2013 - 18:51Dopadł mnie komputerowo-internetowy leń, a przyczyniły się do niego dwie rzeczy. Po pierwsze, firma dostarczająca internet, ostatnimi czasy bardzo lubi robić przerwy w nadawaniu sygnału, które nieraz trwają cały dzień. Kiedy w końcu siadam przed laptopem jest 22, czyli - generalnie rzecz biorąc - jedna półkula mózgu o tej porze jest już u mnie wyłączona. Dlatego sprawdzam tylko najważniejsze newsy, kilka ulubionych stron i uciekam w pierzyny. Drugą sprawą, która się do tego lenia przyczyniła, jest mój odwyk od komputera w ogóle. Doszłam do takiego momentu, że w internecie mogłam spędzić cały boży dzień (żeby to jeszcze przeglądając coś mądrego...), a obowiązki i porządki zostawiałam na "jutro", bo łudziłam się, że "jutra" nie zacznę od włączenia laptopa do porannej kawy. Miesiąc temu powiedziałam sobie dość! i muszę przyznać, że idzie mi bardzo dobrze. Jeżeli też macie taki problem, poniżej zamieszczam kilka rad.
Jak walczyć z uzależnieniem od internetu:
1. Likwidacja konta na Facebooku. Podchodziłam do tego kilka razy (tym bardziej, że Facebook sprytnie zaprasza nas z powrotem), w końcu się udało. Pamiętajcie, że wbrew temu co piszą na Fb, da się zlikwidować konto całkowicie - wujek Google pomoże. Teraz mam tylko emnildowego fanpejdża. Słowem wyjaśnienia - mam też konto osobiste, ale bez znajomych i właśnie po to, żeby działał fanpejdż.
......
Jeżeli nie jesteście w stanie, lub nie chcecie całkowicie likwidować konta, to przestańcie chociaż lubić strony, które lubicie. Nie musicie być zasypywani toną informacji handlowych, śmiesznymi zdjęciami i życiowymi mądrościami na swojej tablicy. Choć nieraz westchnęłam, kiedy klikałam "Nie lubię" na swoich ulubionych emnildowych stronach, teraz już wcale za nimi nie tęsknię i ani jednej z nich mi nie brakuje.
Pamiętajcie też, że warto ograniczyć wiadomości otrzymywane od znajomych, szczególnie takich, którzy na swoich tablicach non-stop wklejają bezsensowne treści.
2. Skasowanie kont w grach internetowych. Gry wciągają. Szczególnie te internetowe, jak "Kapi Hospital", gdzie leczy się wirtualnych pacjentów. Nawet przy wyłączonym komputerze coś tam w tej grze się dzieje, jakiś pacjent się akurat leczy, mija czas jakiegoś questu. Na dobrą sprawę mój szpital był włączony na pasku zadań cały dzień, a ja co chwilę coś w nim robiłam, dlatego usunęłam konto. Na tej samej zasadzie działają gry w sadzenie ("Farmerama", "Zielone Imperium").
......
Jeżeli teraz w coś gram, to jest to zwykła gra komputerowa, która nie działa nawet wtedy, kiedy mnie w niej nie ma.
3. Ustawienie sobie na stronie startowej TYLKO ważnych stron. Swoją codzienną przygodę z internetem zaczynałam od Facebooka, Pudelka i różnych blogów i kiedy przebrnęłam te strony, nie chciało mi się nawet zaglądać na pocztę, czy własnego bloga. Dlatego usunęłam je na dobre z odnośników w stronie startowej, wstawiając tam tylko najważniejsze linki (także TEN).
Z kolei link do swojego Fb, Pinteresta i ulubionych blogów mam bezpśrednio na swoim blogu, dlatego nie widzę ich na pierwszy rzut oka (czyli na stronie startowej przeglądarki).
......
Oczywiście czasami robię sobie przegląd głupot, celebryckich newsów i innych stron, ale robię to rzadko (z pełną świadomością, że teraz czas na bzdury) i niezbyt długo.
4. Słuchanie muzyki poza komputerem. To była moja główna zmora, bo w zasadzie całą fajną muzykę mam w kompie, więc automatycznie żeby jej posłuchać, musiałam go załączyć. No, a wiadomo, kiedy komputer jest włączony, to prawdopodobieństwo zajrzenia do Internetu wzrasta. Jak sobie z tym poradziłam? Otóż prosto - nagrywam muzykę na płyty i słucham ich przez wieżę stereo. Moja wieża na szczęście czyta mp3, więc na jedną płytę mieści mi się naprawdę dużo muzyki.
5. Włączanie i wyłączanie komputera. Przede wszystkim - nie włączaj komputera rano! Rano wywietrz mieszkanie, włącz muzykę z płyty:), poczytaj książkę, posprzątaj i ugotuj coś dobrego, a do komputera zasiądź po południu.
Tak jak pisałam, mój dzień zaczynał się dawniej od wciśnięcia dwóch magicznych przycisków: od komputera i ekspresu do kawy. Po moim odwyku d komputera, nawet rzadko kiedy włączam ekspres - czasem piję kawę dopiero po południu.
W każdym razie, nawet jeśli ten komputer trzeba włączyć żeby coś sprawdzić, lub chwilę posiedzieć, to radzę nastawić minutnik na określony czas, a później wyłączyć sprzęt. Wiecie przecież dobrze, że zostawienie go bo-zaraz-jeszcze-coś-sprawdzę-ale-to-zajmie-mi-tylko-chwilkę, kończy się siedzeniem przed nim cały dzień.
Tyle porad z mojej strony. Wszystkie wymyśliłam sama, po to, żeby ograniczyć czas spędzany przed komputerem i mogę Wam powiedzieć z ręką na sercu, że zdały egzamin. Moja dawka komputera wynosi w tej chwili ok. 1 godzinę w ciągu dnia, no chyba, że robię wpis na bloga :)
......
O ubiorze napiszę zaś, w każdym razie kurtkę (w której czuję się co najmniej jak bohater filmu Admirał) spódnicę i sweter udało mi się upolować na wyprzedaży za 2 złote sztuka. Kurtka, mimo że jest firmy River Island, kłaczy niemiłosiernie, więc to kiziakowanie z Szarusiem wcale nie było najlepszym pomysłem. Au revoir!
(zdjęcia: Włóczykij)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.











