1740 - strój jeździecki / 1740's riding habit
Zobacz oryginał pon., 18/05/2015 - 18:20W tytule napisałam "strój jeździecki", choć na co dzień ten typ ubioru nazywam z angielska riding habit. W osiemnastym wieku taki strój służył oczywiście do konnej jazdy, ale także do podróży, polowań i innych niecodziennych czynności, które wymagały czegoś "cięższego" niż suknie noszone na co dzień.
Właściwie przez wieki riding habit inspirowany był modą męską. Nawet do dziś jest to widoczne, kiedy trafimy na zdjęcia z współczesnych zawodów jeździeckich - kobiety ubrane są w eleganckie komplety przywodzące na myśl strój brytyjskiego dżentelmena. To nie dzisiejsze widzimisię, a wywodząca się z przeszłości długa tradycja.
Skupmy się jednak na osiemnastym wieku. Riding habity złożone były ze spódnicy i żakietu. Żakiet ten utrzymany był w męskim, czasem militarnym stylu - bogato haftowany, zazwyczaj zapinany z przodu na duże guziki. Pod spód wkładano koszulę z kołnierzem lub żabotem i marszczonymi u dołu rękawami, a na to - kamizelkę, najczęściej haftowaną. Te trzy wierzchnie elementy - spódnica, kamizelka, żakiet - mogły być do siebie dopasowane i wykonane z tego samego materiału, ale mogły też być utrzymane w zupełnie innych tonacjach.
Mój riding habit powstał w trzy dni. Prześledźmy jego historię...
Riding habits! I love them. I personally think they're gorgeous no matter which era they're from - probably because of the men's fashion inspirations that are so appealing to me even when it comes to modern day clothing. As you probably know, 18th century riding habits were worn for... well, riding, as well as travelling, hunting and other activities that demanded something more suitable then a day dress. They usually consisted of a shirt with some neck-things going on, a vest, a skirt and a jacket on top of that. I ommited the vest part because I simply had no time for it, but I wish to make it one day.
Here's how my 1740's riding habit came to life.
Czwartek.
Thursday.
Budzę się rano i przypominam sobie mój dziwaczny sen, w którym przez kilka godzin próbuję uporać się z ubieraniem czerwonego, osiemnastowiecznego riding habitu. PSZYPADEG? I DON'T THINK SO. W południe jadę do Matexu po materiał (nie powiem wam, jaki to gatunek, ale wełny nie widział na oczy) i do pasmanterii po srebrne ozdoby (bo tak!) i guziki doprowadzające mnie do skraju bankructwa. Wieczorem mam już uszytą spódnicę i żakiet bez zapięcia. Z rozbawieniem zdaję sobie sprawę, że komplet wygląda jak krab.
I woke up in the morning feeling like P. Diddy and suddenly remembered I dreamed about trying to put on my red 18th century riding habit. The trouble was... I never had one. So as soon as I woke up I was like "I TOTALLY NEED A RED RIDING HABIT. RIGHT. NOW". And so I went on to buy some fabric instead of writing my thesis paper. I also got silver decoration pieces as well as buttons, which left me penniless. I managed to sew both skirt and jacket that day, and that's when I noticed the whole outfit looks a lot like crab:
Syf w pokoju sponsoruje szycie na łóżku.
Piątek.
Friday.
Budzę się skoro świt Wstaję koło 11 i troszkę się lenię, więc szycie zaczynam dopiero po południu (tak szczerze, to nie pamiętam, co robiłam w piątek, ale na pewno za szycie zabrałam się dość późno). Udaje mi się zrobić w miarę równe zapięcie na guziki, co w moim przypadku jest raczej nieosiągalne, i ręcznie przyszywam szamerunek z przodu żakietu. Próbuję też skończyć dół żakietu, ale okazuje się, że zabrakło mi dosłownie 5 cm taśmy.
I started sewing in the afternoon, which wasn't the best idea because I ran out of silver tape (it lacked like TWO INCHES to get this done. AARGH) and the shops were already closed.
Sobota.
Saturday.
Skoro świt Koło 11 robię wycieczkę krajoznawczą do pasmanterii, by zdobyć brakujące 5 cm ($#*%!$#@) srebrnej taśmy. Resztę dnia spędzam na ręcznym wykańczaniu (TAK, to słowo istnieje) przodu żakietu oraz na ozdabianiu dołu, rękawów i kołnierzyka. Jednak nie jestem tak szybkim hardkorem, jak mi się wydaje, i przyszywać klapki od kieszeni kończę dopiero o północy. Gdzieś o pierwszej powstaje mój obrzydliwy kapelusz, do którego pałam nienawiścią.
As soon as the shops were open again I rushed to buy the silver tape. The rest of the day was spent hand-sewing the decoration and adding the pocket flaps, which in total took me more time than expected. Around 1 AM I created the ugliest tricorn hat I've ever seen.
I tak oto powstał mój riding habit. Już wcześniej zachwycałam się zestawem Lauren z American Duchess i Mayi z Couture Mayah, teraz do zestawu inspiracji doszły portrety z epoki:
And that's how I gave life to my 1740's red riding hood habit. I've always adored Lauren's and Maija's riding habits so I must admit I was inspired a lot by what they did (still, they both used Arnold's Snowshill pattern and so did I, so there must be some likeness). I also looked through some images from the era showing gorgeous ladies to get the basic idea.
I'm not 100% happy with how the pocket hoops worked. They seemed to collapse under the weight of skirts and
made the skirt look narrower than it really was.
The bodice tends to wrinkle whenever I sit down. I'm not sure it's supposed to be like that
DARN YOU WRINKLING BODICE!Zaloguj się, żeby dodać komentarz.





















