Lista blogów » aschaaa
1 day in Salzburg
Zobacz oryginał czw., 07/05/2015 - 16:30Wyjeżdżacie spontanicznie? My rzadko, bo mój urlop jest już dokładnie rozplanowany na cały rok, ale często jest tak, ze zmieniam plany, lącze coś z czym, biorę sobie dodatkowy wolny dzień i urlop z automatu się wydłuża. Tak było z kwietniowym weekendem. W niedziele musieliśmy być w Norymberdze z powodów osobistych, czyli nie żadna tam wycieczka czy coś. Ale tak nudno jechać do Norymbergii i nawet nic sobie nie pooglądać? Namówiłam Petę, żebyśmy wyjechali zaraz po pracy w piątek, dzięki czemu nie będziemy tracić urlopu, a po drodze zahaczymy o Salzburg. W planie było wyjechanie już w południe, bo w piątki mój mąż pracuje do 12. Zresztą pracowanie do południa w piątek u Austrii to norma. Owszem nie zawsze, bo ja np. tego nie mam, ale wiele firm prowadzi taką politykę pracy. W piątek w Wiedniu pogoda była katastrofalna – zimno, deszcz. W Salzburgu ponoć nie lepiej. Wiec mężu nie bardzo się spieszył i zamiast o 12 wyjechaliśmy o 16. Dojechaliśmy na wieczór, zmokneliśmy jak nie wiem biegnąć do lokalu coś zjeść i później szybko do hotelu, bo… Zimno, mokro i nie przyjemnie. Zwiedzanie miasta Mozarta zaczęliśmy kolejnego dnia.
Z raną spokojne zjedliśmy siadanie w Cafę Bazar – niestety nie mam zdjęć, ale możecie wygoglować, piknę wnętrze, klasyczny austriacki wystrój i pyszna cafę latte. Przechodzimy przez stare miasto, aż dochodzimy do windy, która wiezie nas na punt widokowy Mönchsberg. Przed nami piękna panorama Salzburga. Z lewej strony widzimy coś w stylu zamku – to Festung Hohensalzburg. Znaki mówią, że mamy kilometr – to idziemy. Powiem szczerze, że byłam zdziwiona, bo, żeby wejść do środka i zobaczyć ponoć symbol miasta trzeba zapłacić 8€. W Wiedniu możesz z zewnątrz oglądać każda atrakcje turystyczna, a płacisz dopiero jak chcesz zobaczy w środku. A ci stwierdzili, że będą w taki sposób kasę bic. :)
Z twierdzy podziwiamy kolejna panoramę miasta. Później Peta znikał w czeluściach i kometach, a mnie to w ogóle nie kreci, zostałam na laweczce i obserwowałam ludzi.
Na niebie zawitało słonko, a my znowu ladujemy w mieście i szukamy oryginalnych kulek Mozarta. I teraz uwaga! Prawie każdy, który był w Wiedniu, jadł już kulki Mozarta – bordowo złote opakowanie, duża cena i marcepanowe nadzienie. Od mojej koleżanki, która w Salzburgu się wychowała, wiem, że to nie są te oryginalne. Prawdziwe kulki Mozarta są do dostania w Salzburgu w kawiarni Fürst. Mało kto o tym wie, sama byłam zszokowana. Ponoć w smaku nie ma różnicy, ale dla zasady przeszukaliśmy pół miasta zeby je dostać. :D
Jest już kolo 16, więc musimy się zbierać. Kolejne 3 godziny drogi przed nami. Było warto przyjechać tu na te kilka godzin!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.


























