Lista blogów » Dominika Herrmann - blog modowy
Świąteczny czas...
Zobacz oryginał śr., 07/01/2015 - 00:53Wszystko sobie przygotowałam. Zrzuciłam masę zdjęć z telefonu, potem wybrałam te, którymi chciałam się z Wami podzielić. Wrzuciłam je tutaj wczoraj, żeby dziś tylko je poukładać i dodać tekst. Dalej zgodnie z planem - usiadłam, zabrałam się za pisanie. Wszystko ładnie, zgrabnie, nawet z sensem (tak mi się przynajmniej wydawało). I tu nagle sru. Biała kartka. Blogger z prędkością światła zapisał nowy (pusty) stan rzeczy. W panice poklikałam, pomajstrowałam i wyszło na to, że dupa. Nie ma nic, nie ma się dokąd cofnąć, wielka pustka. Gdybyście tylko mogli słyszeć moje myśli siarczyste… Wściekłam się jak cholera, jak dwie cholery, dużo że nie wybuchłam. Jak Tarantino w Django… Choć chyba niewiele brakowało. Już chciałam wstać. Powiedzieć, że pieprzę to wszystko. Kolejny raz olać. Tyle, ze tym razem z czystym sumieniem. Bo przecież chciałam, starałam się, byłam, pisałam, samo znikło… Ale wcale nie miałabym czystego sumienia. Zbyt często wstawałam, bo byłam zmęczona, bo było późno, bo nie miałam mocy, bo przerastała mnie wizja sklecenia paru zdań. Bywało też (niestety bardzo często), że nie siadałam wcale. Trochę z braku zdjęć (wyjątkowo ich mało w tym roku miałam), trochę z braku weny. Odpuszczałam i efekty wszyscy widzimy. Blog ledwo dycha. A ja, im dłużej do niego nie siadam, tym większe mam wyrzuty sumienia. To jak z roślinką, o którą zapomina się dbać. Tak sobie powolutku umiera… A to rzecz, której nie chciałabym za żadne skarby! Dlatego zacisnęłam zęby. Poczekałam, aż zdjęcia ponownie się załadują i zaczęłam stukać po klawiaturze. Nie wstanę, dopóki nie skończę.
Chciałam dziś, korzystając z tego, że kończy się cudowny ciąg wolnych dni, wrócić na blogowe pole. Jako takie przyjemne zakończenie tych Świąt, a w zasadzie całych ferii świątecznych… Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam tyle wolnego, nie pamiętam kiedy ostatnio tak wypoczęłam. Najcudowniejsze zakończenie i zarazem rozpoczęcie roku, jakie mogłam sobie wymarzyć. Było perfekcyjnie wręcz leniwie. Były filmy, bajki, gry, było leżenie na kanapie, przepyszne jedzenie (dużo jedzenia!), fantastyczne prezenty i najcudowniejsze na świecie poczucie, że nic nie muszę. Potrzebowałam tego, jak niczego innego! Teraz jestem wypoczęta, pozytywnie naładowana, po brzegi wypchana słodyczami, cięższa o jakieś dwa-trzy kilo i pełna chęci do działania. Nie mogło być lepiej (ok, mogłoby, ale nie chcę przesadzać…).
Mam nadzieję, że teraz faktycznie uda mi się to wszystko przerobić na czyny...
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.












