Lista blogów » Corba Style
Świąteczne pudełeczko Shiny Box - czy warto?
Zobacz oryginał czw., 21/12/2017 - 10:31Strasznie czekałam na świąteczną edycję pudełka Shiny Box, choć to dopiero moje drugie w życiu :)
Gdy usłyszałam, że będą wysyłać w poniedziałek to ucieszyłam się, że we wtorek na świeżo będę mogła wrzucić tutaj recenzję (bo generalnie te paczki kurierskie są na drugi dzień). I co? Moja paczka utknęła na ponad 24 godziny w sortowni w Zabrzu. Ja rozumiem przedświąteczne przeciążenie, ale skoro usługa Poczty Polskiej nazywa się Paczka48 to chyba powinno do czegoś zobowiązywać? Dostałam moje Shiny Box wczoraj późnym popołudniem i podeszłam do niego dosyć sceptycznie, gdyż koleżanka, która zamówiła z mojego polecenia trochę mi już zaspoilerowała, że krążą w Internecie filmy z zawartością i że jest ona bardzo średnia. Trochę mnie ta informacja zraziła, ale nie od dziś wiadomo, że większość z nas jest wzrokowcami i często idziemy na ilość, a nie na jakość.
Otwierając swoje pudełko nie oczekiwałam zbyt wiele i... pozytywnie się zaskoczyłam :) Pięć pełnowartościowych kosmetyków. Nieźle. Tym razem nic do włosów, ale okej. W poprzednim pudełku było aż nadto. Do tego batonik Anny Lewandowskiej, próbka dołączona do ulotki promocyjnej i... jeszcze więcej ulotek.
Ale!
Aż dwa z pełnowymiarowych produktów, o których wspominałam, otrzymałam ponieważ nie jest to moje pierwsze pudełko (warunek: przynajmniej drugie). Co oznacza, że dziewczyny, które skusiły się na rozpoczęcie przygody z Shiny Box właśnie od tego miesiąca i liczyły, że może znajdą w nim gwiazdkowe prezenty dla bliskich... musiały się mocno rozczarować.
Koleżanka, o której wspominałam była zawiedziona trzema produktami, które znalazła w swoim pudełku. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, bo ja sama jestem ze swojego pudełka zadowolona. Co w nim było? Zestaw produktów pielęgnacyjnych Barnangen (który podaruję w prezencie znajomej, bo żeli pod prysznic mam dużo), fajny truskawkowy scrub pod prysznic (będę używać codziennie), krem do rąk w poręcznej tubce (idealny do torebki) i dwufazowy zestaw do pielęgnacji dłoni (peeling + maska).
Dodatkowo jest jeszcze jakiś trudny do nazwania produkt marki Farmona (brak polskiego opisu).
Trochę śmieszną rzeczą dla mnie była zaś próbka kremu do rąk Orphica przyklejona do ulotki w stylu "Wypróbowałaś nasz krem do rąk. Teraz zamów inne produkty". Jasne, bo po potraktowaniu dłoni jedną dawką kremu mam od razu ochotę kupować ich krem do twarzy, żel i nie wiadomo co. Nawet zniżka 20% mnie do tego nie skusi. Ta forma nie zachęciła mnie to poszukiwania w sieci co to za firma i co proponuje.
No i na koniec słynny batonik Foods by Ann. Przede wszystkim dość mały jak na prawie 4 zł. I bardzo trudno go wydostać z papierka. Trochę przerost formy nad treścią jeśli chodzi o to opakowanie - wygląda jakby stanowiło połowę kosztu produkcji. Batonik w smaku w porządku.
Podsumowując, nie warto było kupować tego pudełka osobno, lub jako pierwszego z pakietu. Świąteczne pudełko miało zrobić wielkie "Wow!" (przynajmniej o taki PR zadbały osoby prowadzące ich social media), a wydaje się, że nie spełniło rozbudzonych pragnień kobiet, które skusiły się własnie przez tę obiecaną "magię".
Moim zdaniem grudniowe pudełko Shiny Box jest raczej świątecznym prezentem dla stałych subskrybentek.
Ja postanowiłam zachować subskrypcję i zobaczyć co mi zaproponują w przyszłym roku. Styczniowe pudełko będzie idealnym prezentem na moje urodziny :)
Jeśli macie ochotę dołączyć do klubu Shiny Box zapraszam tutaj.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



