eleonora w łazienkach :)
Zobacz oryginał pt., 30/08/2013 - 14:12Uszycie sukni secesyjnej w mniej niż tydzień? Jasne, czemu nie.
Jednodniowy wypad do Warszawy praktycznie tylko po to, żeby zrobić zdjęcia? W porządku!
Obie te rzeczy mam już zaliczone. Ta spontaniczno-planowana wycieczka była dość starym pomysłem, podobnie jak edwardiańska suknia (już w okolicach balu belle epoque przebąkiwałam coś o stroju dziennym, chociaż wtedy w planach była po prostu spódnica do bluzki). Potrzebowałam jednak czasu, żeby uporać się z innymi projektami i belle epoque wciąż schodziło na dalszy plan.
W końcu pojawiła się możliwość wyjazdu do Warszawy. Dogadałam się z Daisy, ustaliłyśmy terminy, i teoretycznie zaczęłam szycie, kiedy tylko wróciłam do Krakowa. Teoretycznie, bo z moim zapałem na początku było słabo.
Mierzenie, rysowanie, krojenie było prawdziwą mordęgą. Zaczęłam się ekscytować dopiero, kiedy do sukni dodałam niektóre z zaplanowanych ozdób - falbanę u dołu spódnicy, koronkę wzdłuż sukni. Wtedy włączył mi się wewnętrzny silniczek i reszta poszła już gładko.
W ten oto sposób suknia powstawała około 2,5 dnia z przerwami na jedzenie, sen i wyprawy do pasmanterii (gdzie po pięciu odwiedzinach dziennie witają mnie podejrzliwe spojrzenia).
Suknię uszyłam z dwóch warstw. Spódnica powstała z tego wykroju, nieco zmodyfikowanego, żeby zgadzał się wzór na wierzchniej warstwie ;) Góra była po trosze eksperymentem, a trochę inspiracją wykrojem z realhistoricalpatterns.tumblr.com.
Warstwy, które ukrywam pod spodem to po kolei:
-chemise - koszula,
-pończochy z podwiązkami,
-gorset,
-corset cover, czyli koszulka ukrywająca gorset,
-bum pad, czyli poduszeczka na pośladki,
-halka.
Niedługo pokażę je zgodnie z tradycją w edwardiańskim ubieraniu się krok po kroku, tymczasem...
Na początku wzorowałam się na tea dresses, czyli sukniach noszonych na raczej domowe, niezobowiązujące przyjęcia i odwiedziny. Potem stwierdziłam, że w takim razie taka suknia niezbyt pasowałaby do łazienkowskiego parku, i zdecydowałam się na suknię letnią - a od tea dress do sukni letniej wbrew pozorom jest niedaleko. Celowałam w lata 1901-1903, ponieważ materiału było za mało na późniejsze szersze spódnice.
Luźne inspiracje:
Główna inspiracja, którą jak zwykle odkryłam w połowie roboty
i okazało się, że jakimś sposobem moja suknia jest bardzo podobna ;)
Dobrze, może wreszcie pora na zdjęcia, które wykonałyśmy po półgodzinnym okupowaniu łazienki w Łazienkach :) Autorką jest oczywiście moja siostra.
W połowie wyciągania aparatu z futerału ;)
Nieobcięte nitki... ups! :) Tę śliczną kameę zakupiłam w sklepie passionroom.pl, który poleciła mi Milianda - dzięki!
W tym momencie zaczął mi spadać kapelusz :D
(wiem, wiem, ale nie byłabym sobą, gdybym nie zepsuła całego dobrego wrażenia)
A jeśli ciekawi was retro część naszej wyprawy, przeczytajcie o niej na blogu Daisy ;)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.

















